O sprawozdaniu i „Informatorze”

Ostatni ubiegłoroczny tekst dotyczył dość bolesnego tematu na czasie, mianowicie nowego wzoru sprawozdania z udzielonych zamówień publicznych. Moje czarne proroctwa po części się spełniły (w pozostałej części albo jeszcze nie czas na ocenę, albo brak narzędzi), a przydatność nowych informacji w sprawozdaniu może być nieco problematyczna. Zakładam oczywiście, że cel zbierania informacji o rynku nie objętym zamówieniami jest statystyczny, a w tym wypadku być może przybliżenie do prawdy okaże się w miarę racjonalne (czyli – błąd nie będzie aż tak duży, aby mówić o kwotach zupełnie innego rzędu – wszak jedni liczą wszystko papier po papierze, inni oceniają to wszystko hurtowo, zapewne jedni mylą się dół, inni w górę).

Z kolei kilka tygodni temu wydawca „Zamawiającego” poprosił mnie o komentarz do dokonań naszego byłego już Prezesa UZP, Jacka S. Trzy plusy i trzy minusy. Oj, trudna była sprawa :) Wśród minusów nowego sprawozdania nie wymieniłem, bo chociaż trudno tu dostrzec zalety, to po prostu nie mieściły się na „podium”. Wiele innych pomysłów UZP z ostatnich paru lat było znacznie bardziej dolegliwych dla uczestników rynku zamówieniowego, niż ten jeden. Owszem, można to sprawozdanie traktować w kategoriach, bardzo przepraszam, zbędnej „upierdliwości”, jednak podwalin systemu nie narusza. Poza tym, poniekąd rozgrzeszeniem jest fakt, że przynajmniej w zakresie informowania o zamówieniach pozaustawowych to faktycznie efekt zapisów dyrektywy.

Trudniej było zapełnić owo „podium” plusami. Jednak jednym z takich niewątpliwych plusów, które od razu przyszły mi do głowy, było wznowienie i systematyczne wydawanie za czasów kadencji Jacka S. „Informatora UZP”. Można tu dyskutować na temat jakości niektórych elementów tego periodyku (np. anonimowości wielu zamieszczanych tam tekstów czy umieszczania w nim „jedynie słusznych”, ale w praktyce kontrowersyjnych i kwestionowanych w orzecznictwie poglądów Prezesa UZP), jednak nie można odmówić Prezesowi, że stworzył pewien stały i powszechnie dostępny kanał informacyjny dla uczestników rynku. Nikt nie jest w stanie na bieżąco śledzić wszelkich wydawanych wyroków KIO, wyników kontroli, orzecznictwa sądów… (dorzućmy jeszcze orzeczenia GKO, ETS i paru innych organów). Informator daje stały dopływ informacji w tym zakresie. Jasne, w zakresie KIO czy kontroli, mamy do czynienia tylko z próbką, ale próbka przynajmniej jest do ogarnięcia.

I choć „Informator” to nie ideał (marzyłoby mi się mniej myśli Prezesa, a w zamian powiększenie próbki publikowanego orzecznictwa), to jednak jest to pozytyw. A może był? W lutym br. UZP (pod nowymi, p.o. rządami) „Informatora” nam nie zaserwował. Zamiast tego dostaliśmy telenowelę w rozlicznych odcinkach, dotyczącą odpowiedzi na pytania dotyczące nieszczęsnego sprawozdania. Odcinek ostatni nosił numer VII, pierwszego nigdy nie widziałem (zapewne więcej się nie pojawi, skoro termin składania sprawozdań minął, choć z drugiej strony teraz coraz częściej mam do czynienia z jednym pytaniem, na które tam nie odpowiedziano – co grozi zamawiającemu, który ze sprawozdaniem się spóźni ;)). W każdym razie UZP zajął się sprawozdaniem, wyjaśnianiem rzeczy w nim niekiedy oczywistych, a niekiedy już wyjaśnionych (a jeśli coś nie było oczywiste lub już wyjaśnione, to kiepsko świadczy o wzorze sprawozdania i rozporządzeniu, które go wprowadziło), jako rodzynek pojawiła się polemika z „Faktami TVN”, natomiast o Informatorze zapomniał.

Mam nadzieję, że jest to zapomnienie wyjątkowe i przejściowe. Mam nadzieję, że po czterech latach ów kanał informacyjny nie odejdzie wraz z Prezesem UZP do lamusa. Wszak art. 154 pkt 13 zobowiązuje – a bezpłatna, udostępniana w Internecie informacja dotrze zawsze do większej grupy użytkowników niż jakikolwiek inny środek komunikacji.

Ps. A największego psikusa p.o. Prezesa UZP mi zrobi, jeśli opublikuje ten Informator pomiędzy piątkiem po południu, kiedy tekst jest pisany, a poniedziałkiem rano, kiedy będzie opublikowany :) Ale na pewno za takiego psikusa się nie obrażę.

7 komentarzy do: “O sprawozdaniu i „Informatorze”

  1. Zgadzam się w całości – co do Informatora. Osobiście lubię układ tego opracowania: przekrojowy, prezentujący orzecznictwo, uchwały, wyroki SO. I co najważniejsze – aktualny, w przeciwieństwie do archaicznych zeszytów orzeczniczych KIO, w ktorych mozemy co najwyżej poznać uporządkowane po przepisach, ktorych dotyczą publikowane orzeczenia (nawet nie uporządkowane instytucjami) wyroki sprzed roku. Do tych jednak mozemy sobie wtedy juz sami sięgnąć za pośrednictwem strony UZP i do tego wcale, moim zdaniem, nie jest potrzebne wydawanie specjalnego opracowania. Tez czekam na lutowy, czy raczej już marcowy nr Informatora:)

  2. Przeciwstawienie „Informatora” „Zeszytom Orzeczniczym” jednak mnie dziwi.
    W Informatorze znajdziemy orzecznictwo bieżące i dotyczące wyłącznie tematów bliskich Prezesowi UZP i często niereprezentatywnych dla głównego nurtu orzeczniczego (choć nie przeczę, że znajduję się tam również wartościowe wywody). Zeszyty zawierają natomiast całościowy przegląd orzecznictwa, w tym tezy z orzeczeń SO, których darmo szukać na stronie UZP.
    Ponadto, pod nowymi p.o. rządami również orzecznictwo KIO przestało być na bieżąco dostępne – choć zaniechania w aktualizacji zaczęły się jeszcze pod rządami odwołanego Prezesa.

    • „Zeszyty orzecznicze” cenne są, nie ma wątpliwości, ale rzadkie i niesystematyczne. 2013 rok najlepszym przykładem – teoretycznie (patrząc po stopkach) były trzy zeszyty pod koniec roku, a na stronie internetowej pojawiły się dopiero trzy dni temu… 14 miesięcy przerwy dla zwykłego użytkownika. A na dodatek najświeższe orzeczenia są sprzed roku… „Informatory”, choć wybór orzeczeń jest zbyt wąski i czasami niereprezentatywny, mają* tę zaletę, że są regularne i bieżące. No i jednak wyroki SO jednak tam też są :) Jedno i drugie zatem jakoś się uzupełnia, a ideałem byłyby może comiesięczne i bieżące Zeszyty Orzecznicze (no, uzupełnione o wyniki kontroli UZP i orzeczenia ETS) :)

      * Wolę czas teraźniejszy, aby nie zapeszać…

      • Reaguję na szczypa ;-).
        Napisałem wyraźnie, że w Zeszytach są te wyroki SO, które są nieobecne na stronie UZP, a więc i w „Informatorze…”.
        Jak wynika z lektury wstępów do poszczególnych Zeszytów (polecam zwłaszcza do Nr 13) stanowią one swoisty kompromis między UZP a KIO – stąd pewnie i ich nieregularność. Wydawcą jest UZP, który dysponuje budżetem, stąd można domyśleć się, że kompromis ten często rodzi się w bólach. Co do postulowanego stanu idealnego – pełna zgoda :-).

        • Inaczej zrozumiałem zdanie o SO (tego „te” przed „wyroki” mi brakło :)). Ze „zgrzytów na linii” zdaję sobie sprawę. Co do wstępu do numeru 13, z ciekawości rzuciłem nań okiem i czuję, że też przechodził w bólach :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.