O „przełomowej zmianie” w ppp

W ostatnich tygodniach dotarły do mnie wieści o planowanych zmianach, które mają ułatwić stosowanie partnerstwa publiczno-prywatnego w praktyce. W wiadomości z 24 lutego („Przełomowa zmiana dla partnerstwa publiczno-prywatnego”) podano informację, że w najbliższej przyszłości ma pojawić się inicjatywa zmiany ustawy o ppp, dzięki której wydatki ponoszone przez podmioty publiczne w ramach ppp będą miał charakter wydatków majątkowych.

O problemie tym pisałem w szponach szczegółowo przed dwoma laty. W praktyce pojawiał się od samego początku pomysłów na ppp. Bo dla jednostki sektora finansów publicznych zamiana wydatku majątkowego (inwestycyjnego) na wydatek bieżący – czyli np. zmiana faktury za budowę drogi na fakturę (cykliczną) na opłatę za dostępność tej drogi – jest z pewnego punktu widzenia bolesna. Wydatki bieżące zmniejszają jej nadwyżkę operacyjną, od której uzależniony jest limit zadłużania się. Tym bardziej to bolesne, że zmienia się tylko nazwa wydatku, natomiast cel jest wciąż ten sam – zapewnienie drogi, a więc inwestycja.
Czytaj dalej

O charakterze wydatków w ramach ppp

Dwa tygodnie temu pisałem tu o nieszczęsnym rozporządzeniu ministra finansów oraz informacji eurostatu, dotyczących kwalifikowania wydatków związanych z ppp do długu publicznego. Wspomniałem tam, że interpretacja przepisów tego rozporządzenia daleka jest od jednoznaczności – gdyż teoretycznie rzecz biorąc uprawnione jest stwierdzenie, że „każdy wydatek dokonywany przez podmiot publiczny w bardziej lub mniej bezpośredni sposób wpływa na wielkość jego zadłużenia”. W przypadku ppp problem może sięgać jednak jeszcze dalej.

Obowiązująca od pewnego czasu nowa ustawa o finansach publicznych wprowadziła nowy sposób obliczania limitów, mających ograniczać możliwość zadłużania się przez samorządy. Dotychczasowe limity (wciąż jeszcze obowiązujące) to wielkość skumulowanego zadłużenia odniesiona do dochodów jst (nie większa niż 60%) oraz wielkość kosztów obsługi długu odniesiona do tychże samych dochodów (nie większa niż 15%). Nowy wskaźnik, który będzie musiał być przestrzegany od 2014 r., zawarty w art. 243 nowej ustawy o finansach publicznych (więcej o nim było tu przed rokiem. Ten nowy sposób obliczania to de facto stary wskaźnik wielkości kosztów obsługi długu odniesionej do wielkości dochodów. Zmienia się jednak dopuszczalny limit – nie będzie to, jak dotąd, 15%, ale obliczana osobno dla każdej jst i dla każdego roku średnia z wyliczonych dla trzech poprzednich lat stosunków nadwyżki operacyjnej (powiększonej o dochody ze sprzedaży majątku) do dochodów. Kluczem do limitu jest zatem owa nadwyżka operacyjna – im jest większa, tym większa średnia, tym więcej długu można spłacić, tym więcej długu można zaciągać.
Czytaj dalej

O wpływie ppp na dług publiczny

W którymś z internetowym serwisów przeczytałem ostatnio o nowym rozporządzeniu ministra finansów w sprawie klasyfikacji tytułów dłużnych – tekst napisany w tonie sensacji, jednak w gruncie rzeczy sensacji żadnej w porównaniu z analogicznym rozporządzeniem wydanym rok wcześniej jakoś nie ma co szukać. Ale rok temu istotnie, minister zdrowo namieszał. W gruncie rzeczy to wówczas powinna powstać notka na ten temat, zwłaszcza że dość mocno mnie wówczas interesował. Minister wydając nowe rozporządzenie dostarczył jednak pretekstu, aby do niego wrócić.

Chodzi o rozporządzenie ministra finansów z 23 grudnia 2010 r. w sprawie szczegółowego sposobu klasyfikacji tytułów dłużnych zaliczanych do państwowego długu publicznego, w tym do długu Skarbu Państwa wydane na podstawie art. 72 ust. 2 ustawy o finansach publicznych (i identycznie zatytułowane rozporządzenie z 29 grudnia 2011 r.). Ustawa nakazała ministrowi określić w szczególności rodzaje zobowiązań zaliczanych do tytułów dłużnych wymienionych w ustawie, a zaliczanych do długu publicznego. Przy czym sama ustawa zawiera katalog takich tytułów:
– wyemitowane papiery wartościowe opiewające na wierzytelności pieniężne;
– zaciągnięte kredyty i pożyczki;
– przyjęte depozyty;
– wymagalne zobowiązania wynikające z odrębnych ustaw oraz prawomocnych orzeczeń sądów lub ostatecznych decyzji administracyjnych,
– wymagalne zobowiązania uznane za bezsporne przez właściwą jednostkę sektora finansów publicznych będącą dłużnikiem.
Czytaj dalej

Notka edukacyjna, czyli o tym, czy użytkownik zawsze płaci

Jako że tydzień wyjątkowo zalatany, tak że nadeszła niedziela, a ja dotąd nie miałem czasu zająć się jakimś ważkim czy drażliwym problemem zamówieniowym, dzisiaj będą prawdy oczywiste. A może nie do końca oczywiste, bo inspiracją do notki jest głos w dyskusji (na forum zupełnie niezamówieniowym) na temat inwestycji drogowych w moim mieście. Dyskusję wywołał głos jednego z włodarzy tego miasta, podany w lokalnej prasie, a zawierający zapowiedź (a przynajmniej taką możliwość) realizacji chyba największej z planowanych inwestycji drogowych w trybie partnerstwa publiczno-prywatnego.

Głos ten natychmiast obudził demony, pod postacią komentatorów (a przynajmniej jednego), którzy oburzali się, że jak to, miasto ma obowiązek budować drogi, ale to oni będą musieli zapłacić za przejazd nimi. No i właśnie, będą musieli? Czy ppp automatycznie oznacza, że użytkownik musi sięgnąć do własnej kieszeni i wysupłać pięć złotych za przejazd drogą?
Czytaj dalej

Uszczęśliwianie koncesjonariusza na siłę

Kilka czy kilkanaście dni temu miałem okazję uczestniczyć w jednej z wielu organizowanych u nas konferencji poświęconych ppp (konferencji kupa, projektów zrealizowanych nie widać…). Powracał na niej kilka razy problem uszczęśliwiania partnera prywatnego na siłę, który sam miałem okazję zauważyć już wcześniej.

Chyba wciąż najpopularniejszym sposobem podejścia do szeroko rozumianego partnerstwa publiczno-prywatnego jest traktowanie go jako alternatywnego sposobu zdobywania finansowania inwestycji. W jakiś sposób można takie podejście usprawiedliwiać w przypadku, gdy partner prywatny musi odzyskać nakłady poniesione na budowę samemu eksploatując wybudowany obiekt i ponosząc ryzyka z tym związane (w szczególności ryzyko popytu) – podmiot publiczny może bowiem w takim wypadku rzeczywiście nie ponosić faktycznych nakładów na jego realizację. W jakiś, ale na pewno nie do końca :) Jednak przy takim spojrzeniu klasyczne partnerstwo publiczno-prywatne, w którym nie ma możliwości innego zarabiania na przedmiocie tego partnerstwa jak stała opłata od zamawiającego (np. przy budowie urzędów, szkół, czy choćby dróg, za których przejazd nie można w naszym kraju pobierać opłat – z wyłączeniem autostrad, mostów i wiaduktów), wydaje się zupełnie bezsensowne: przeciętny podmiot publiczny jest w stanie z zasady zdobyć finansowanie zewnętrzne na warunkach korzystniejszych (czytaj: tańsze) niż przeciętny podmiot komercyjny (a ten na dodatek doliczy sobie przecież do tego jeszcze swoją marżę)…
Czytaj dalej