O podatku VAT płaconym przez zamawiającego i rażąco niskiej cenie

W art. 91 ustawy Pzp, odnoszącym się do kryteriów oceny ofert w postępowaniach o zamówienie publiczne, mamy pewną szczególną regulację zawartą w ust. 3. Odnosi się ona do sytuacji, w której wykonawca nie jest obciążony podatkiem VAT przy transakcji będącej efektem zamówienia, natomiast podatek ten musi odprowadzić do organu skarbowego bezpośrednio zamawiający. Zgodnie z tym przepisem, jeśli zamawiający ma w rękach taką ofertę, aby dokonać prawidłowej oceny ofert musi doliczyć do niej VAT, który sam będzie musiał jako podatnik odprowadzić. Po to, aby porównanie ofert było uczciwie.

Niedawno na forum actuariusowym przedstawiono inny problem dotyczący takiej oferty: jak postępować w odniesieniu do reguł zawartych w art. 90 Pzp i dotyczących podejrzenia zaistnienia rażąco niskiej ceny? Do tych elementów wspomniany przepis niestety się nie odnosi. Tymczasem tam ustawodawca nakazuje cenę oferty porównywać do wartości szacunkowej zamówienia powiększonej o VAT oraz do średniej arytmetycznej cen złożonych ofert. Właśnie – którą cenę oferty? I do średniej arytmetycznej których cen? Powiększonych o VAT odprowadzany przez zamawiającego, czy nie?
Czytaj dalej

O cenie obsługi rachunku bankowego

Tydzień temu pisałem w szponach o sposobach oceny ofert w przypadku barteru. Podałem tam kilka przykładów takich transakcji. Jest jeden niewymieniony tam rodzaj umowy, który na pierwszy rzut oka z barterem się nie kojarzy, jednak ma taki charakter. Chodzi mianowicie o umowy rachunku bankowego. Problem oferowania w przypadku postępowań o udzielenie zamówienia publicznego w zakresie obsługi bankowej cen „0” dość często napotykałem. Pojawiały się wątpliwości, czy w ogóle mamy do czynienia z usługą odpłatną – no bo skoro cena wynosi 0, to zamawiający nie płaci wynagrodzenia, więc gdzie tu odpłatność? Ba, jak oszacować wartość tego zamówienia, skoro owa cena potem wyniesie 0? Problem ten pojawiał się też w kontekście możliwości oceny takiej oferty: czy taka oferta jest w ogóle zgodna z ustawą, skoro cena to 0? A także – czy nie mamy tu do czynienia z oczywistym przypadkiem rażąco niskiej ceny?

Tymczasem trzeba pamiętać, że umowa rachunku bankowego na zapłacie za usług bankowe się nie kończy. Jest jednak także druga strona medalu. Pamiętać bowiem trzeba, że pieniądze złożone na koncie, choć stanowią naszą własność, są fizycznie przedmiotem obrotu banku. To z depozytów banki finansują akcję kredytową. To właśnie w ten sposób banki zdobywają zyski, a bankowcy – swoje pensje. I to z tego powodu banki są skłonne płacić właścicielom pieniędzy za składowanie tych pieniędzy na rachunkach w ich właśnie banku. Bo im więcej depozytów, tym więcej kredytów. Im więcej kredytów, tym więcej zysków. Rzecz jasna, im większa kwota, im dłuższy deklarowany okres jej deponowania, tym większa korzyść dla banku – dlatego też i zapłata za depozyt wyższa. A zatem nie tylko posiadacz rachunku płaci bankowi za usługę; także bank płaci posiadaczowi za… inne świadczenie.
Czytaj dalej

O propozycji zmian w ustawie Pzp: Mieszane uczucia

Tydzień temu było o zmianach zapowiadanych w ustawie Pzp, a zawartych w dokumencie opublikowanym Prezesa UZP, które budzą moje ciepłe uczucia. Dzisiaj – konsekwentnie – będzie o tych, których tak dobrze ocenić nie potrafię. Zastrzec muszę, że niektóre moje „mieszane uczucia” wynikają z dostrzegania problemów związanych z proponowanymi rozwiązaniami (na pozór idącymi w dobrym kierunku), które w żaden sposób nie są w tekście dokumentu poruszone. Tymczasem przecież mogło tak się stać z uwagi na charakter tego dokumentu, który ma sygnalizować pewne zmiany, a nie wprowadzać już propozycje szczegółowych rozwiązań.

Pierwsza i chyba najważniejsza to chyba kwestia składania dokumentów potwierdzających spełnianie warunków udziału w postępowaniu dopiero po wyborze najkorzystniejszej oferty przez wykonawcę, który tę ofertę złożył. Prezes UZP powołuje się tutaj na przykład ustawy o koncesji, gdzie takie rozwiązanie już funkcjonuje – i ja na ten temat już pisałem u zarania „szponów” (tutaj). I uwagi tamtejsze aktualne pozostają po dziś dzień (skoro wykonawca ma złożyć po wyborze oferty dokumenty, które miał mieć wcześniej, to wygląda na to, że nie będzie to skutkować oszczędnością czasu czy nakładów pracy po obu stronach (za wyjątkiem pracy związanej z oceną tych dokumentów po stronie zamawiającego). Tyle szczęśliwie, że Prezes zauważył, że w trybach dwustopniowych dokumenty są niezbędne – choć kłócić się można z tym w przypadku licytacji elektronicznej (jeśli już takie rozwiązanie wprowadzamy). Wszak tam kwalifikacja do drugiego etapu jest czysto formalna (jak w koncesji), bez redukcji do odgórnie ustalonej maksymalnej liczby wykonawców, a zatem model z późniejszym składaniem dokumentów będzie nadawał się równie dobrze jak w przetargu nieograniczonym.
Czytaj dalej