O zgodzie milczącej

Gdy wprowadzono do ustawy Pzp instytucję omyłki „wrocławskiej” i przy okazji uzupełniono przesłanki odrzucenia oferty pisząc tam, że odrzuceniu podlega oferta, jeśli „wykonawca w terminie 3 dni od dnia doręczenia zawiadomienia nie zgodził się na poprawienie omyłki”, pojawił się problem: czy ten fragment art. 89 oznacza, że w czasie tych trzech dni wykonawca musi wyrazić wyraźną zgodę, a w innym wypadku oferta zostanie odrzucona, czy też te trzy dni wykonawca ma na zaprotestowanie przeciwko poprawienie omyłki (wyrażenie niezgody), a w innym wypadku omyłka będzie uznana za poprawioną, a oferta za poprawną.

Jeśli mnie pamięć nie myli, orzecznictwo nam się rozjechało, a chyba jedynymi w miarę oczywistymi przypadkami były te, w których zamawiający wprost napisał, jakiego zachowania od wykonawców oczekuje. Dziś KIO – jak wskazują wyroki, na które się natykam – podążyło w kierunku akceptacji milczącej zgodę wykonawcy (tzn. – jeśli brak sprzeciwu, to uznajemy omyłkę za poprawioną). Tak w wyroku KIO 2152/11 czy KIO 2343/12. Sztywny termin 3 dni narzucony przez ustawę w niektórych wypadkach bywa dość krótki i rodzi kłopoty – a wszak w odpowiednim zachowaniu w takim wypadku chodzi zwykle o dość istotny interes ekonomiczny wykonawcy…
Czytaj dalej

O cenie wyrażonej słownie

Dziś będzie o pewnym na niepozornym drobiazgu – o powszechnym wymaganiu przez zamawiających od wykonawców, aby wykonawca podawał w ofercie te same ceny w dwóch wersjach: wyrażonej cyframi oraz słownie. Były czasy, kiedy cyfry nie były modne i często zastępowano je rozwlekłymi opisami. Najlepiej widać to w średniowiecznym zapisie dat. Ale nawet i w tamtych czasach cyfry odnajdywały swoje miejsce w rachunkach, które trzeba było sporządzać szybko i oszczędzać miejsce (w owych czasach szczególnie cenne). W dzisiejszych czasach właściwie cyfry rządzą. Każdy z nas na co dzień posługuje się arkuszami kalkulacyjnymi czy programami kosztorysowymi, w których wszelkie operacje prowadzimy na cyfrach. Gdy przychodzi nam zapisać coś słownie – co robimy? Przepisujemy wynik/liczbę zapisaną cyframi. Jeśli jakiś program, jakim się posługujemy, posiada funkcję przekładania cyfr na zapis słownie, to funkcja ta jest zapewne ograniczona i niemal zapomniana.

Wymaganie podwójnego zapisania określonej ceny czy innej wartości ma bardzo prozaiczną konsekwencję: podnosi ryzyko popełnienia przez wykonawcę pomyłki. Pomyłki polegającej na tym, że przy odczytaniu pierwotnej wartości podanej cyframi popełni błąd (np. przestawi cyfry). Albo na tym, że sporządzi w komputerze ofertę, a potem z jakichś powodów przeliczy ponownie cenę – poprawi tę wyrażoną cyframi, ale o tej słownie już zapomni… Oczywiście, istnieje także wartość dodana, jaką daje cena zapisana słownie: w przypadku nieczytelności zapisu cyframi, można odczytać o co chodziło autorowi weryfikując zapis słownie. Jednak problem w tym, że nie przypominam sobie, abym sam miał albo ktoś przy mnie marudził na przypadek, w którym nie może odczytać ceny i w związku z tym nie wie, jaką cenę zaoferował wykonawca. Natomiast niejeden raz zetknąłem się z sytuacją, w której zamawiający nie wie co zrobić, bo cena słownie różni się od ceny wyrażonej liczbowo. I nie ma problemu, jeśli kalkulacja ofertowa pozwala potwierdzić jedną z nich. Gorzej, gdy kalkulacji brak, a jedyną wartością w ofercie jest właśnie ta, w której mamy rozbieżność.
Czytaj dalej

O niewymaganych dokumentach

Problemem, który dość często napotykają zamawiający, a niekiedy płacą zań wykonawcy, jest dokładanie przez wykonawców do ofert dokumentów, których od nich ani ustawa, ani zamawiający nie wymagał. Kilka lat temu pisałem w szponach o tym, jak to niepotrzebnie zamawiający wymagają składania wraz z ofertami zaparafowanych przez wykonawców wzorów umów. Natomiast niezwykle często zdarza się, że zamawiający tego nie wymaga, a wykonawca sam z siebie taki zaparafowany wzór umowy dorzuci. Podobnie bywa z innymi dokumentami – niepotrzebnymi zaświadczeniami, kartami katalogowymi, opisami produktu…

Skoro zamawiający ich nie wymagał, oznacza to po prostu, że ich nie potrzebuje. Ba, nawet gdyby okazało się, że pominął je przypadkowo – i tak nie ma prawa żądać ich na kolejnym etapie. Co więcej, złożenie dodatkowego papierka może zrodzić w zamawiającym podejrzenie, że intencją wykonawcy jest zaoferowanie czegoś niezgodnego z siwz. Oczywiście, czasami dla wykonawcy jest tak lepiej – gdy nie jest pewien, czy proponowany produkt spełnia wymogi zamawiacza, lepiej aby skończyło się na odrzuceniu oferty niż na kłótniach przy realizacji umowy. Zwykle jednak dodatkowy papier to powiększenie ryzyka na dodatkowy problem…
Czytaj dalej

O wyjaśnieniu treści pracy konkursowej

W kwietniowym numerze „Przetargów Publicznych” napotkałem ciekawy tekst Edyty Snakowskiej-Estorninho pt. „Procedura konkursowa”. To, co szczególnie ujęło mnie za serce, to jego bardzo praktyczny charakter. Często w zamówieniowych periodykach spotykam „przepisywanie przepisów”, a tu autorka odważnie sięgała po rozmaite realne problemy, na które nie ma prostych odpowiedzi, i analizowała ich rozwiązania możliwe do zastosowania w praktyce. To jest wszak to, czego zwykły użytkownik ustawy najbardziej potrzebuje. Oczywiście, idąc taką kolczastą ścieżką, łatwo się pokaleczyć, stąd być może autorzy czasami takich problemów unikają ;)

Pośród zagadnień poruszonych we wspomnianym artykule znalazła się analiza problemu, jak pogodzić możliwość wyjaśnienia prac konkursowych (art. 122 ust. 1 w związku z art. 87 ust. 1 Pzp) z zasadą anonimowości tych prac do momentu rozstrzygnięcia konkursu (art. 121 ust. 4 Pzp). Faktycznie, tu jest pewien praktyczny kłopot – wszak stosując art. 87 ust. 1 w typowym przetargu, zamawiający zadaje pytanie konkretnemu wykonawcy. Z ustaleniem adresata nie ma żadnych wątpliwości. Gdy sąd ocenia pracę konkursową i zalęga się w jego zbiorowej świadomości jakaś wątpliwość – komu ma zadać pytanie? Czyja to jest praca?
Czytaj dalej

O poprawianiu ofert

O tym, w jakich przypadkach zamawiający winien poprawiać oferty, zapisano pewnie już setki stron. I do absolutnej jasności w tym temacie nikt nie doszedł (a jeśli doszedł – to błądzi), albowiem zawsze gdy mamy do czynienia z pewnymi zasadami o naturze ogólnej, każdy przypadek wymaga interpretacji. O tym, jak zamawiający ma poprawiać oferty, pisano chyba dość rzadko. Pamiętam dyskusję z forum actuariusowego, gdzie parę cytatów się pojawiło, pojawiło się też wiele dość zdecydowanych (w jedną lub drugą stronę) stanowisk dyskutantów.

Generalnie problem się sprowadza to jednej małej, technicznej sprawy: gdy poprawiam omyłkę w ofercie (niezależnie od tego, jakiego jest rodzaju), mam dokonać fizycznej poprawki w ofercie złożonej przez wykonawcę (czyli kreślić po niej), czy nie powinienem tego robić. Owe spolaryzowane stanowiska, o których wspominałem wszystkich dotyczyły wręcz odpowiednio obowiązku/zakazu kreślenia po ofercie w takiej sytuacji.
Czytaj dalej

O demonizowaniu omyłek oczywistych

Jedną z rewolucji w naszym systemie zamówień publicznych w październiku 2008 r. było wprowadzenie możliwości poprawienia w ofertach omyłek, które nie były oczywiste (zwanych w branży niekiedy „wrocławskimi” z uwagi na wydarzenia, które dały bezpośredni impuls do wprowadzenia tej zmiany do ustawy). Przepis ten, choć został ograniczony wyłącznie do takiego poprawiania omyłek, które „nie powoduje istotnych zmian w treści oferty”, budził od samego początku (i budzi wciąż, choć zamieszanie nieco ucichło) spore kontrowersje, nie można jednak odmówić jego twórcom – patrząc na to już z perspektywy prawie dwóch lat – osiągnięcia zamierzonego celu, czyli racjonalizacji działań zamawiających. Sam pamiętam ze swojej praktyki przykład, gdy doszło do odrzucenia oferty, w której nie wyceniono ułożenia czterech metrów kwadratowych płyt chodnikowych w przetargu na budowę jakichś długaśnych rur, przez co wybrano ofertę o jakieś 100 tys. zł droższą. Bolało, naprawdę bolało. Dziś nie byłoby to konieczne.

Wraz z wprowadzeniem instytucji takiej omyłki do Pzp ustawodawca unormował kwestię omyłek oczywistych (pisarskich i rachunkowych). W przypadku tych ostatnich – wystarczające było poinformowanie wykonawcy o ich poprawieniu. W przypadku omyłki „wrocławskiej” – jako nieoczywistej – konieczne było nie tylko poinformowanie wykonawcy, ale także uzyskanie jego zgody (na boku pozostawiam toczącą się dyskusję na temat tego, czy zgoda może być milcząca, czy musi być wyrażona wprost – zapis ustawy w tym zakresie jest tak sformułowany, że można go odczytywać na oba te sposoby, co powoduje, że wskazane jest, aby sam zamawiający ustalił tutaj odpowiednią regułę i opisał ją w informacji o poprawieniu omyłki). Brak konieczności wyrażania zgody na poprawę oczywistych omyłek (w gruncie rzeczy taka sytuacja istniała w ustawie od dawna, w odniesieniu do omyłek pisarskich) wynika z samej ich natury związanej z przepisem art. 84 § 2 kc.: „Można powoływać się [w celu uchylenia się od skutków prawnych oświadczenia woli – przyp. aut.] tylko na błąd uzasadniający przypuszczenie, że gdyby składający oświadczenie woli nie działał pod wpływem błędu i oceniał sprawę rozsądnie, nie złożyłby oświadczenia tej treści (błąd istotny)”.
Czytaj dalej