O naturze opcji

Pisząc niedawno tekst o prawie opcji w robotach budowlanych dla „Buduj z Głową”, przeglądałem nowości z piśmiennictwa na ten temat. Wśród nich tekst Katarzyny Bełdowskiej z „Monitora Zamówień Publicznych” z kwietnia 2015 r. pt. „Prawo opcji”. Bardzo ciekawy, w większości godzien polecenia, jednak znalazłem w nim dwa stwierdzenia, z którymi zgodzić się nie mogę.

Pierwsze z nich dotyczy natury przedmiotu opcji. Mianowicie w artykule pada stwierdzenie, że przedmiotem opcji nie może być coś tożsamego z przedmiotem podstawowej części zamówienia. Przemawiać ma za tym argument, iż gdyby dopuścić możliwość stosowania opcji jako instrumentu pozwalającego na dokupienie większej ilości tego samego, groziłoby to naruszeniem zasad uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców „w sytuacji wygranej faworyzowanego wykonawcy”. Można się domyślić, iż chodzi o prosty mechanizm: jeśli wygra wykonawca, którego zamawiający lubi, ten ostatni uruchomi opcję, jeśli zaś taki, którego nie lubi – opcji nie będzie.
Czytaj dalej

O „zamówieniach tego samego rodzaju”

Kilka tygodni temu pisałem o przydatności planu zamówień publicznych i generalnie zamówieniach planowanych, nieplanowanych itp. Słowem – kilka zdań o jednym z aspektów ustalania wartości szacunkowej zamówienia w kontekście groźby naruszenia art. 32 ust. 4 Pzp. Obiecałem wówczas napisanie kilku kolejnych zdań związanych z tym samym problemem, pod kątem jednak zamawianego asortymentu. Od razu zastrzec trzeba też, że choć sformułowanie zacytowane w tytule notki w ustawie odniesione jest wyłącznie do usług lub dostaw powtarzających się okresowo (a zatem pewnego szczególnego rodzaju zamówień), to w gruncie rzeczy odnoszę go również i do innych dostaw i usług, które warunku owego „okresowego się powtarzania” nie spełniają (roboty budowlane zostawiamy na boku, bo one mają dodatkowy smaczek swojej specyfiki). I choć w przypadku dostaw/usług nie należących do tej kategorii ustawa nie daje wprost takiej wskazówki, to zdrowy rozsądek nakazuje takie podejście także i w rozważaniach nad art. 32 ust. 4 Pzp.

Dyrektywa posługuje się zresztą podobnym opisem: „podobnego typu”. Zresztą obok tego odniesienia do zamówień na dostawy lub usługi powtarzające się, również i przy „normalnych” dostawach (ale tylko dostawach) wspomina o „podobnych dostawach”. Mamy zatem zamówienia tego samego rodzaju, podobnego typu czy wreszcie – podobne. Trudno określić którekolwiek z tych sformułowań mianem precyzyjnego. Żadnej zerojedynkowości, każdy przypadek zamawiający musi rozpatrywać w świetle… no właśnie, zasady. I trudno winić polskiego czy europejskiego prawodawcę (choć na marginesie warto zwrócić uwagę, że przepisy Pzp o szacowaniu wartości w porównaniu z art. 9 dyrektywy 2004/18/WE są kompletnie chaotyczne i nieusystematyzowane), że żadnej zerojedynkowości nie narzucił – choć w przeszłości kilkakrotnie to się zdarzało, np. taką zerojedynkowość, która miała polegać na sprowadzeniu (na szczęście tylko dostaw i usług powtarzających się okresowo, ale i to było za wiele) do prozy słownika CPV wprowadzono w pierwotnym tekście obowiązującej dziś ustawy (wycofano się z tego w 2006 r.). Dziś CPV stosuje się w tym zakresie tylko do wstępnych ogłoszeń informacyjnych.
Czytaj dalej