O wyższości dialogu konkurencyjnego nad negocjacjami z ogłoszeniem

Mamy w ustawie dwa odrębne tryby: negocjacje z ogłoszeniem oraz dialog konkurencyjny. Ten pierwszy jest w przepisach zamówieniowych od ich zarania: już w 1994 w ustawie o zamówieniach publicznych przewidziano tryb przetargu dwustopniowego i choć od tego czasu zmieniła się nazwa (a i parę innych szczegółów dotyczących przebiegu postępowania), podstawowe zasady pozostały niezmienione. Także gdy porównamy przesłanki zastosowania przetargu dwustopniowego z 1994 z obecnymi przesłankami zastosowania negocjacji z ogłoszeniem, wciąż mówimy o podobnych okolicznościach, o tych samych sprawach – przede wszystkim o sytuacjach, gdy charakter zamówienia powoduje, że negocjacje są potrzebne lub gdy zamawiający bez negocjacji nie potrafi wystarczająco dokładnie opisać przedmiotu zamówienia. Dziś jednak bramę do stosowania tego trybu otwarto szerzej, przede wszystkim z uwagi na przesłankę dotyczącą braku na rynku gotowych rozwiązań spełniających wymagania zamawiającego.

Dialog konkurencyjny pojawił się w przepisach znacznie później – w 2006. Początkowo traktowaliśmy go trochę tak, jak dziś traktujemy partnerstwo innowacyjne. Przesłanki zastosowania trybu dialogu konkurencyjnego były ostrzejsze od tych przewidzianych dla negocjacji z ogłoszeniem: konieczny był szczególnie złożony charakter zamówienia, z powodu którego nie da się opisać przedmiotu zamówienia lub określić uwarunkowań prawnych lub finansowych, a dodatkowo – cena nie mogła być jedynym kryterium oceny ofert. Na dodatek początkowo należało informować Prezesa UZP o wszczęciu takiego postępowania przy większych wartościach. Długo więc dialog konkurencyjny nie był zbyt atrakcyjny dla zamawiających. Trudniejsze do wykazania przesłanki, nieznana procedura.
Czytaj dalej

Alternatywa dla siłowni

Ostatnio miałem przyjemność wizyty w pewnej centralnej instytucji, co prawda bezpośrednio z zamówieniami nie związanej, aczkolwiek niekiedy postępowania o udzielenie zamówień kontrolującej. Ogromnie zbudowała mnie wypowiedź jej przedstawiciela podczas dyskusji na temat potencjalnej kontroli zamówień: jeśli będą chcieli kontrolować, poproszą o kompletną dokumentację postępowania, jednakże będzie im niezmiernie miło gdy dostaną ją nie w wersji papierowej, ale skanów.

Tymczasem w codziennym życiu zamówieniowca (czy to po stronie wykonawcy, czy to po stronie zamawiacza) papiery przytłaczają. Wniosek o dopuszczenie? Na papierze. Oferta? Na papierze. Kontrola uprzednia? Kopia dokumentacji na papierze. KIO? Nie dość, że kopia dokumentacji na papierze, to jeszcze oryginały przywieźć i pokazać. Problem przytłaczania rzecz jasna narasta wraz ze skalą zamówień. Im więcej zamówień – tym więcej drobnych, ale niezmiernie licznych papierów. Im większe zamówienie – tym większe te papiery. Wniosek o dopuszczenie do udziału w postępowaniu od przyzwoitego międzynarodowego konsorcjum w dużym przetargu może liczyć kilkaset czy nawet kilka tysięcy stron (parę dobrych segregatorów). A wniosków zwykle jest więcej niż jeden… Gdy przychodzi do ich kopiowania (czy to przez zamawiacza na potrzeby KIO czy UZP, czy to przez wykonawcę na potrzebę wyszukania byków w papierach konkurencji) – głowa boli od samego myślenia o tym, nie mówiąc o rękach/kręgosłupie od realizacji w praktyce. Nie wspominając o zmarnowanym czasie…
Czytaj dalej