O tablicy ogłoszeń

Gdy poprzednim razem pisałem w „szponach” o nadchodzącej nowelizacji, skoncentrowałem się na kilku szalonych pomysłach w niej planowanych, które niezwykle uprzykrzyłyby życie uczestników rynku zamówieniowego. Tak szczęśliwie się złożyło, że w kolejnej jej wersji, która ujrzała światło dzienne, przynajmniej z jednej z tych upierdliwości zrezygnowano – niestety jednak wprowadzano do planowanego art. 24 ust. 11 wyjątkowo nieprzemyślany pomysł składania przez wykonawców po otwarciu ofert oświadczeń o przynależności (lub jej braku) do grupy kapitałowej. Nieprzemyślany, bo przecież jest to powrót do rozwiązań, o których niesprawdzeniu przekonaliśmy się na własnej skórze przed paroma laty.

Dziś chciałem napisać jednak nie o czymś, co w nowelizacji jest, ale czymś, co z niej zniknęło. O kolejnym drobiazgu, który utrudnia życie – tym razem wyłącznie zamawiającym. Nie jest to być może utrudnienie znaczące, ale przez fakt swojej nieustającej powtarzalności mimo wszystko uciążliwe. Chodzi mianowicie o obowiązek wywieszania ogłoszeń w miejscu publicznie dostępnym w siedzibie zamawiającego. Coś, co zapewne było sensowną opcją dla wykonawców jeszcze przed dwudziestoma czy nawet dziesięcioma laty, dziś jest tylko reliktem przeszłości. Ogłoszenia, które sam zawieszam, nie obchodzą psa z kulawą nogą, za wyjątkiem innych osób, które szukają na tablicy miejsca na swoje karteluszki.
Czytaj dalej

O zmianie ogłoszenia. I o oświadczeniu o zależności i dominacji

Gdy rok temu pisałem tu o sposobie implementowania dyrektyw zamówieniowych z 2014 r. prorokowałem, że skończy się na przepisach napisanych na kolanie, bez ładu i składu. W zasadzie – takie prorokowanie to była żadna sztuka, więc nie jest to powód do dumy (a tym bardziej powód do zadowolenia, bo jednak człowiek wolałby nie mieć racji w tym zakresie). Tym bardziej, że nie przypuszczałem, aby pisanie na kolanie osiągnęło taki poziomu braku ładu i składu, jak się to okazało 20 stycznia br.

W ubiegły weekend pisałem do następnego numeru „Zamawiającego” tekst o głównych założeniach projektu. Bez wielkiego entuzjazmu, bo projekt niestety go nie budzi. W każdym razie, pisałem o głównych nurtach zmian, więc różne drobne problemiki (nierzucające się w oczy w takim stopniu, jak nieszczęsne maksymalne 40% wagi kryterium ceny) pozostały na boku. „Szpony” to idealne miejsce, aby przynajmniej o paru z nich napisać. Stoją na bakier z jednym z głównych celów dyrektyw (a zatem i ich implementacji do prawa polskiego), tj. usprawnieniem i uelastycznieniem postępowania. I nie zanosi się na to, aby autorzy projektu z nich zrezygnowali.
Czytaj dalej