O jajach

O jajach, dodajmy, sklasyfikowanych pod kodem CPV 03142500-3. W sąsiedztwie innych „produktów zwierzęcych” takich jak nasienie byków czy ślimaki. W przeciwieństwie jednak do tych ostatnich, jaja nieodmiennie kojarzą mi się ze świętami wielkanocnymi. Te ostatnie co prawda w tym roku aż proszą się o choinkę, a dziecko moje dzisiejszy dzień przezwało „śniegusem-dyngusem” i chętnie poszłoby porzucać się śnieżkami, jaj jednak na stole nie zabrakło (co najwyżej – z uwagi na remont, skończony zasadniczo w sobotę wieczorem – brakło jaj malowanych przez autora „szponów” :)). Co prawda ten tekst, w sieci pojawi się jutro, we wtorek poświąteczny (wszak w poniedziałek dzień ustawowo wolny od wszelkich katuszy zawodowych), jednak myślę, że temat jaj nie będzie wtedy jeszcze całkiem zdezaktualizowany :)

Kilka lat temu, podczas jednego ze szkoleń, które prowadziłem, głównym przykładem w temacie problemu łączenia czy dzielenia zamówień stały się zakupy artykułów spożywczych. Nie jest to niestety branża, w której na co dzień bym siedział – nie znam więc dobrze realiów rynku i być może zatem w niektórych sądach błądzę. Faktem jest jednak, że dyskusje na actuariusowym forum (o, choćby ta) dowodzą, że zamawiacze mają problem – czy zakupy żywności traktować jako jedno zamówienie (i ewentualnie udzielać go w częściach), czy też poszczególne rodzaje tej żywności traktować jako odrębne zamówienia z wszelkimi udogodnieniami z tym związanymi w zakresie wartości zamówienia i przekraczania progów.

W ostatnim, marcowym „Informatorze UZP” znajduje się akurat opinia prawna poruszająca problem sumowania wartości zamówień – zmyślnie ukryta pod tytułem „Zagadnienia dotyczące stosowania ustawy przez instytucje naukowe i środowiska akademickie”. Co prawda żadnych rewolucyjnych nowości tam nie ma, ale są tam pod ręką powtórzone nieśmiertelne już trzy kryteria „sumowania zamówień”: przedmiotu zamówienia („zidentyfikowanie zapotrzebowania o zbliżonym rodzaju i przeznaczeniu”), czasu zamówienia („zamówień o zbliżonym charakterze udzielanych w znanej zamawiającemu perspektywie czasowej”) i możliwości wykonania zamówienia przez jednego wykonawcę.

Aby sumować zamówienia, należy stwierdzić spełnienie wszystkich trzech kryteriów – tymczasem mam wrażenie, że w przypadku kryterium trzeciego bywa ono demonizowane. Są co prawda zapewne hurtownie artykułów spożywczych, w których kupię wszystko. Ba, gdy ja, jako zwykły śmiertelnik, pójdę do Reala czy innego szatańskiego wynalazku, będę mógł tam kupić ser, pomidory, śledzie, piwo i cokolwiek sobie do spożycia zamarzę (no, problem może być ze ślimakami). Zakładam, że są też i hurtownie spożywcze oferujące tak szeroki asortyment. Na drugim końcu rynku są producenci, wyspecjalizowani niekiedy tylko w jednym produkcie. Ci jednak zwykle sprzedają swój towar pośrednikom. W które miejsce tego łańcucha ma celować przeciętny zamawiający? IMHO w to, które zdaje mi się najbardziej rozpowszechnione i jednocześnie zainteresowane udziałem w postępowaniu – grupę pośredników/hurtowników specjalizujących się w określonej branży (a zatem odrębnie nabiał, odrębnie mięso i wędliny – choć tu podział wewnętrzny często też się zdarza, odrębnie pieczywo…). Gdybym posuwał się do uznania, że powinienem jako jedno zamówienie traktować chleb i mleko (choć na co dzień przecież sam taki zestaw kupuję w jednym osiedlowym sklepiku), równie dobrze – zaglądając w asortyment przykładowego Makro – powinienem sumować z chlebem i mlekiem płyty CD, proszki do prania i cokolwiek mi do głowy przyjdzie. Cóż z tego, że Makro w przetargu nie wystartuje – istnieje jeden wykonawca, który wszystko oferuje :)

Cóż, nie jest tak, żebym czuł się absolutnie przekonany, że mam 100% racji w tym temacie. Wróćmy jednak do jaj. Na owym szkoleniu uczestniczy podali je jako przykład asortymentu dość wyjątkowego – wbrew pozorom bowiem, choć jaja znajdziemy w sklepie w chłodni obok mleka, nabiał to nie jest. I gdy sam robię zakupy, zwykle jaja kupuję na wyspecjalizowanych jajczarskich stanowiskach (inna sprawa, że to detal). Rzuciłem więc dziś okiem na zamówienia ogłaszane w BZP w ciągu ostatnich dwóch tygodni, aby sprawdzić, jak zakup jaj bywa traktowany przez zamawiających. Zajęcie w sam raz na poniedziałek wielkanocny :)

Oczywiście, mój rzut oka może być nieco zafałszowany. Przede wszystkim rzucałem okiem na ogłoszenia o zamówieniu, pomijając w ten sposób wszelkie zapytania o cenę. Nie zajrzałem też do TEDa. Otrzymałem jednak przyzwoitą grupkę 22 ogłoszeń o zamówieniu – na artykuły z działu 03000000 lub 15000000 CPV, w których pojawiało się hasło „jaja”.

I tak, spośród tych 22 ogłoszeń o zamówieniu 8 dotyczyło przetargów wyłącznie na same jaja. Pozostałych 14 przetargów to zamówienia na szerszy zakres produktów spożywczych (zwykle bardzo szeroki). Wśród nich w ośmiu przypadkach na jaja można było składać oferty częściowe, a tylko w sześciu przypadkach były one połączone z innym asortymentem. Przy czym widoczne były tu dwie opcje tych połączeń – trzykrotnie z nabiałem (raz dodatkowo z mąkami, kaszami itp.), trzykrotnie z owocami i warzywami. Oczywiście wykluczyć nie można, że nawet przetargi ogłaszane na same jaja nie były traktowane jako część większego zamówienia i wartość ustalono biorąc pod uwagę nie tylko jaja, ale też i inne produkty spożywcze. Nawet jednak i bez tego można zauważyć, że większość zamawiających jest dość ostrożna i łączy asortyment spożywczy w jednym zamówieniu. Praktycznie zawsze dopuszcza jednak w takim wypadku składanie ofert częściowych – czy nie jest to symptomatyczne? Czy nie oznacza to przypadkiem, że normą na rynku nie są jednak podmioty zajmujące się poszczególnymi asortymentami, a nie całością? Jasne, moja kwerenda była pobieżna i nie można wykluczyć że z pozostałej ponad setki przetargów z działu 15000000 CPV są takie, które obejmują pełen asortyment bez dopuszczenia części. Jednak wątpię, aby było ich wiele.

I żeby wrócić do wątku wielkanocnego – tylko bodaj dwóch z tych zamawiających połączyło jaja z chrzanem. A reszta? Cóż to za święta?

Ps. Z ciekawostek (byłoby ich więcej, ale badałem same ogłoszenia, a nie specyfikacje): tylko w czterech przetargach postawiono warunki udziału w postępowaniu (doświadczenie), wszędzie kryterium wyboru była najniższa cena, a pewien zamawiający umieścił w ogłoszeniu wymiary otworu bramy wjazdowej (nie, żeby chciał ośmieszyć, wręcz przeciwnie). Ten sam zamawiający był również bardzo szczegółowy w określeniu przedmiotu zamówienia: „(…) Skorupka jaja czysta, w dotyku ledwo wyczuwalna szorstkość, żółtko: małe wypukłe, barwy naturalnej, tarczka zarodkowa ledwo widoczna, białko: bezbarwne, przejrzyste, gęste. -Niepożądane wady organoleptyczne: skorupka brudna, w dotyku śliska, błyszcząca, żółtko: powiększone, spłaszczone, barwa zmieniona, białko: zamglone, zielonkawe, rozrzedzone. (…)”. Rekordzista (z tych, którzy w ogłoszeniu podali ilości) zamawiał pół miliona sztuk – to są święta! :)

Pps. Dla zainteresowanych: nasienie buhajów bywa kupowane w przetargach (przez ostatnich pięć lat w BZP 17 ogłoszeń o zamówieniu i identyczna ilość ogłoszeń o udzieleniu zamówienia, wszystkie bodaj od jednego i tego samego zamawiającego). „Produktem zwierzęcym” o nazwie „ślimaki” nikt jednak już się nie interesował…

4 komentarze do: “O jajach

  1. Na temat sumowania wartości zamówień na artykuły spożywcze UZP popełniło opinię, która wskazuje, że wszystko w tym Urzędzie „zamówić” można. Teza, że się nabiału nie sumuje z pieczywem jest smaczna, ale ciężkostrawna. Mamy tu przecież dostrzegalną dla każdego domorosłego kucharza łączność przedmiotową w ujęciu rodzajowo – funkcjonalnym (kulinarnym) i podmiotowym. Jeśli nie miałbym sumować to ze względu na brak jedności czasowej rozumianej jako niemożności zakupienia w jednym czasie u jednego wykonawcy partii towarów powyżej 30 000 euro. Tu jest jednak problem i sprzeczność w opiniach UZP. Raz, owa tożsamość czasowa to zakup w jednym czasie u tego samego wykonawcy, drugi raz to zdolność przewidzenia pełnego zakresu. Wnioski całkowicie odmienne.
    Pierwsze ujęcie, nie mogą kupić towaru na zapas, bo nie mam magazynu, więc towaru kupuję tylko i mogę przechować. Zakres jest mi jednak znany, np. prezes przez ubiegły rok 10 kg wypił. Sumuje w ujęciu miesiąca, tyle mogę upchnąć towaru w magazynie, kanciapie czy lodówce. Jeżeli poniżej 30 000 euro to ufff. Mogę co miesiąc kupić ulubioną kawę dla Prezesa.
    Drugie ujęcie, jest źle. Mogę przewidzieć cały zakres, więc muszę sumować i wpadam na art. 32 ust. 4 PZP. Mogę się tylko ratować art. 6 a PZP. Tu powstaje dalej problem? Czy mogę raz wziąć do 30 000, czy też kilka razy do 30 000, ale nie więcej niż 20 % całości?

    • Opinię UZP znam i się z niej cieszę, ale jak na opinię prawną niezmiernie podejrzana jest, albowiem nie pojawia się w niej żaden przepis :) Co do rodzajów tożsamości, kluczowa jest dla mnie tożsamość wykonawcy – łącząc zamówienie wykluczałbym bardzo liczne podmioty działające tylko na poszczególnych rynkach (nabiałowym, kiełbasianym itd.).

      A art. 6a… To pytanie na końcu jest znakomite :)

      • Tylko, że łącznik podmiotowy prowadzi na manowce. kupujemy od dostawców, a nie od producentów kiełbas, czy jajek. Skoro nie możemy dyskryminować wykonawców do poszczególnej kategori ogniwa obrotu towarowego, to musimy łaczyć jajka z kiełbasą.

        • Problem w tym, że nie tylko producenci, ale i dostawcy „niebezpośredni” są tu wyspecjalizowani. Normą na rynku są hurtownie nabiałowe, wędliniarskie itd. Są co prawda także ogólnospożywcze, ale nie dominują. Dzieląc zamówienie nie dyskryminuję nikogo, łącząc – bardzo duży kawał rynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.