O cenie obsługi rachunku bankowego

Tydzień temu pisałem w szponach o sposobach oceny ofert w przypadku barteru. Podałem tam kilka przykładów takich transakcji. Jest jeden niewymieniony tam rodzaj umowy, który na pierwszy rzut oka z barterem się nie kojarzy, jednak ma taki charakter. Chodzi mianowicie o umowy rachunku bankowego. Problem oferowania w przypadku postępowań o udzielenie zamówienia publicznego w zakresie obsługi bankowej cen „0” dość często napotykałem. Pojawiały się wątpliwości, czy w ogóle mamy do czynienia z usługą odpłatną – no bo skoro cena wynosi 0, to zamawiający nie płaci wynagrodzenia, więc gdzie tu odpłatność? Ba, jak oszacować wartość tego zamówienia, skoro owa cena potem wyniesie 0? Problem ten pojawiał się też w kontekście możliwości oceny takiej oferty: czy taka oferta jest w ogóle zgodna z ustawą, skoro cena to 0? A także – czy nie mamy tu do czynienia z oczywistym przypadkiem rażąco niskiej ceny?

Tymczasem trzeba pamiętać, że umowa rachunku bankowego na zapłacie za usług bankowe się nie kończy. Jest jednak także druga strona medalu. Pamiętać bowiem trzeba, że pieniądze złożone na koncie, choć stanowią naszą własność, są fizycznie przedmiotem obrotu banku. To z depozytów banki finansują akcję kredytową. To właśnie w ten sposób banki zdobywają zyski, a bankowcy – swoje pensje. I to z tego powodu banki są skłonne płacić właścicielom pieniędzy za składowanie tych pieniędzy na rachunkach w ich właśnie banku. Bo im więcej depozytów, tym więcej kredytów. Im więcej kredytów, tym więcej zysków. Rzecz jasna, im większa kwota, im dłuższy deklarowany okres jej deponowania, tym większa korzyść dla banku – dlatego też i zapłata za depozyt wyższa. A zatem nie tylko posiadacz rachunku płaci bankowi za usługę; także bank płaci posiadaczowi za… inne świadczenie.

A zatem, organizując postępowanie na obsługę bankową racjonalny zamawiacz powinien zderzyć ze sobą dwie wartości – cenę za usługi bankowe, jakie wykonawca będzie dla niego świadczyć, oraz oprocentowanie, jakie za powierzanie bankowi swoich pieniędzy może się spodziewać. Oczywiście, często nie ma tu rozliczenia barterowego, bo obie strony płacą sobie w pieniądzu – zamawiający za usługi, a wykonawca oprocentowanie od środków na rachunkach. Warto jednak zwrócić uwagę, że racjonalnym sposobem wyboru oferty najkorzystniejszej będzie tutaj wybór ofert z najkorzystniejszym dla zamawiającego saldem przepływów w obie strony (pisałem o tym szerzej na łamach „Zamówień Publicznych. Doradcy”, nr 9/2009). I może być tak, że zostanie złożona oferta z wysokością opłat za wszelkie usługi w wysokości 0 oraz z oprocentowaniem w wysokości 0 – saldo również wyniesie 0 (w „normalnym” barterze obie strony umowy miałyby na głowie urząd skarbowy, jeśli tak zaniżałyby wartość wzajemnych świadczeń – tutaj zaś nie ma tego problemu, bo nie ma podatku VAT). Jeśli zaś zamawiający nie uwzględni oprocentowania w ocenie ofert, a będzie chciał porównać wyłącznie wysokość opłat bankowych, konkurencja między wykonawcami również sprowadzi się tylko do cen ich usługi – wówczas również będą dążyć do maksymalnego obniżenia tych opłat (przy czym 0 nie jest niczym nadzwyczajnym), mając jednocześnie w zanadrzu możliwość obniżenia oprocentowania.

Do czego prowadzą ceny 0 w obu wypadkach? Do prostego barteru. To nie jest tak, że bank daje zamawiającemu swoje usługi za darmo. W tych sytuacjach on ma wymierną korzyść finansową z tej transakcji polegającą na tym, że obniża oprocentowanie od złożonych do depozytu środków finansowych. I to jest jego wynagrodzenie. I nie ma tu mowy o umowie nieodpłatnej, nie ma mowy o zerowej wartości zamówienia. To wciąż jest zamówienie publiczne, a cena 0 w takiej sytuacji nie jest żadnym grzechem wykonawcy. Stanowisko takie potwierdza choćby wyrok KIO z 3 stycznia 2012 r., sygn. akt KIO 2725/11. Ba, nawet jeśli saldo byłoby ujemne (bank dopłaca zamawiającemu) – działa dokładnie taka sama zasada (po prostu depozyt jest na tyle wartościowy, że bank zarobi na usłudze nawet dopłacając zamawiającemu za utrzymywanie u niego środków).

Warto też o tym pamiętać przy szacowaniu wartości takiego zamówienia. Wartością przy barterze jest zawsze wartość świadczenia wykonawcy – a nie saldo obu świadczeń. Tak też jest w tym przypadku – zamawiający winien oszacować koszt usług bankowych banku tak, jakby nie miał on korzyści z deponowanych środków finansowych. Nie można zatem stwierdzić, że skoro dostaje się ceny 0 za prowadzenie rachunku, to wartość zamówienia wynosi też 0 i nie trzeba sobie zawracać głowy ustawą.

4 komentarze do: “O cenie obsługi rachunku bankowego

  1. Uprawnienie do pobierania innych korzyści finansowych poza umówionym wynagrodzeniem powinno być (zazwyczaj jest) precyzyjnie określone w siwz. Tworzy to warunek konieczny do porównywalności ofert. Zdarza się, że postanowienia siwz ograniczają wynagodzenie wykonawcy (banku) wyłącznie do określonego przez niego wynagrodzenia (ceny) zawartej w ofercie. Zakładając, że cena jest zarówno obligatoryjnym elementem każdej oferty, składanej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego (inaczej sprawa wygląda w przypadku koncesji na roboty budowlane lub usługi – art. 1 ust. 2 ustawy), jak i obligatoryjnym kryterium oceny ofert, wykonawca zobowiązany jest do zawarcia w ofercie ceny, która przedstawia wartość, zgodnie z ustawą o cenach, a także jest wyrażona w choćby najmniejszej jednostce monetarnej. Tym samym podawanie przez banki w ofertach wartości „0” i traktowanie jej jako ceny, należy uznać jako złożenie ofert niezgodnych z ustawą Prawo zamówień publicznych, a w konsekwencji kwalifikować takie oferty do odrzucenia. Aprobatę zamawiającego, przechodzącego do porządku dziennego nad takimi ofertami, należy uznać za przejaw naruszenia zasady uczciwej konkurencji oraz równego traktowania wykonawców (w szczególności gdy cena jest jedynym kryterium oceny). Zwracam uwagę, że oferta powinna zawierać rzeczywistą cenę (nawet jezeli w określonych przypadkach byłaby ceną symboliczną), która nie może stanowić zaledwie określonego procentu opustu/ rabatu, czy różnicy w oprocentowaniu depozytów pieniężnych. Z uwagi na powyższe, odnosząc się do powołanego wyroku KIO (KIO 2725/11), wydaje się, że twierdzenie KIO wskazujące, że „żaden przepis ustawy nie wymaga od wykonawcy podania w ofercie ceny rozumianej jako wartość większa od 0 zł.” jest fałszywe.

  2. Acha, czyli stawiamy na głowie definicję ceny i udajemy, że wszystko jest w porządku. Wygląda na to, że wynagrodzenie wykonawcy może stać się opłatą za uzyskanie zamówienia. Jak zatem twierdzenie, że „cena może być wartością ujemną, o ile korzyści banku są większe niż koszty” ma się do definicji ceny w rozumieniu art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o cenach, gdzie wskazano, że „cena to wartość wyrażona w jednostkach pieniężnych, którą kupujący jest obowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę (…)”? Przewidywane korzyści banku mogą uzasadniać niski albo wręcz znikomy (symboliczny) poziom zaoferowanej ceny (w konsekwencji trudno jest w przypadku umowy o prowadzenie rachunku bankowego mówić o rażąco niskiej cenie). Korzyści takie nie stanowią natomiast uzasadnienia do składania oferty niezgodnej z ustawą Prawo zamówień publicznych.

    • W przypadku barteru cena nabiera charakteru nieco odmiennego. Dla zamawiającego nie jest istotna nominalna wysokość wynagrodzenia wykonawcy ani wycena korzyści wykonawcy, ale saldo tych dwóch wartości. Ocena nominalnej wysokości wynagrodzenia – formalnie rzecz biorąc „ceny” – nie ma żadnego sensu. I jakoś nikt nie kwestionuje, że w kryterium „ceny” badane jest saldo, a nie cena właśnie. Umowa rachunku bankowego tylko w tym zakresie odbiega od takiej sytuacji, że US nie zmusza stron umowy do wyceny wzajemnych świadczeń i wystawienia faktur, stąd owo saldo staje się niekiedy formalnie ceną, ale w niczym nie zmienia to braku sensu patrzenia na tę wartość w tak wąski sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.