O dokumentach uzupełnianych

Wprowadzenie do przepisów o zamówieniach publicznych instytucji uzupełniania dokumentów było jedną z największych rewolucji w systemie. Wcześniej oferta z usterkami była nieodwołalnie stracona. Biorąc pod uwagę wymóg posiadania dwóch ofert niepodlegających odrzuceniu, unieważnianiu ulegała cała masa postępowań. Wprowadzenie w obu tych kwestiach mniej rygorystycznych rozwiązań było krokiem (w przypadku uzupełnień – stopniowo, początkowo bowiem były one możliwe w znacznie bardziej ograniczonym zakresie niż obecnie), które zdecydowanie ten problem odmieniło.

Oczywiście zmiana nie obyła się bez bólu, jak to z rewolucjami bywa. Praktycznie od samego początku zrodziła ona kontrowersje dotyczące tego, na jaki dzień uzupełniane dokumenty mają potwierdzać spełnianie warunków udziału w postępowaniu – nie później niż na dzień składania ofert/wniosków o dopuszczenie do udziału, czy też możliwe jest potwierdzenie na dzień późniejszy. Sam przepis art. 26 ust. 3 Pzp tej kwestii początkowo nie regulował. I tak było przez trzy lata, od wejścia w życie nowej ustawy w 2004 r. do czerwca 2007 r. Rozbieżne opinie w tym zakresie pojawiały się nawet w publikacjach UZP: w drugim wydaniu niebieskiej książeczki z 2006 roku Jerzy Baehr pisał, że przecież urzędy wydają dokumenty dość długo i przez to należy pozwolić wykonawcom na składanie dokumentów potwierdzających spełnianie warunków także po upływie terminu składania ofert/wniosków. Tymczasem w opublikowanej w tym samym roku roku „Analizie wyroków sądów okręgowych i zespołów arbitrów…” autorzy (powołując się na orzecznictwo ZA) zaprezentowali zdanie zupełnie odwrotne – iż dokumenty mają potwierdzać spełnianie warunków na dzień składania ofert/wniosków (co nie oznacza, że muszą być przed tą datą wystawione).

5 lutego 2007 r. Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyrok (sygn. X Ga 2/07, X Ga 4/07), w którym opowiedział się za drugim rozwiązaniem, wskazując na wady pierwszego, dających w efekcie naruszenie podstawowych zasad prowadzenia postępowania – zachowania uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Dlatego można dopuścić złożenie dokumentów późniejszych, o ile potwierdzają spełnianie warunku na dzień składania ofert/wniosków. Mimo to zmiana, która nastąpiła w czerwcu 2007 r. poszła w innym kierunku: zapisano w ustawie, że uzupełniane dokumenty mają potwierdzać spełnianie warunków nie później niż na dzień wyznaczony jako termin uzupełnienia. To rozwiązanie jednak zaczęło być dość powszechnie krytykowane i w efekcie już przy następnej „grubszej” nowelizacji Pzp, obowiązującej od października 2008 r. przepis został zmieniony: odtąd (i tak jest obecnie) dokumenty uzupełniane miały potwierdzać spełnianie warunków w terminie składania ofert/wniosków. Wynika to z tego, że w uzupełnianiu nie powinno co do zasady chodzić o wytworzenie zupełnie nowych dokumentów, ale o udokumentowanie spełniania warunków udziału na równych zasadach z wykonawcami, którzy zrobili to już w ofertach i wnioskach.

I w gruncie rzeczy dyskusja wówczas ucichła. A tymczasem Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” w „Czarnej liście barier dla rozwoju przedsiębiorczości 2012” pośród różnych postulatów zmian w ustawie Pzp (mniej lub bardziej sensownych) stwierdziła, że takie brzmienie przepisu jest złe i trzeba powrócić do tego, co było kiedyś (bariera nr 225). Argumentacja autorów pomysłu opiera się na tym, że dokumenty nie są wydawane wstecz (co odnosi się oczywiście do dokumentów urządowych), a zatem jeśli ktoś nie ma zaświadczenia z urzędu skarbowego i dopiero z wezwania do uzupełnienia o tym się dowie, nie będzie miał szansy na potwierdzenie spełniania warunku. Autorzy zdają się jednak zapominać, że trudno nazwać sprawiedliwością (a raczej – uczciwą konkurencją i równym traktowaniem) rozłożenia obowiązku udowadniania dla pilniejszych wykonawców – do jednej daty, dla tych mniej pilnych zaś – do innej. Nie pamiętają już zupełnie o tym, co napisał wspomniany gliwicki sąd – a jego słowa do dziś nie straciły na aktualności. Warto przypomnieć, że w rynku zamówień publicznych (zwłaszcza tam, gdzie mamy większe wartości i obowiązek żądania rozmaitych dokumentów) biorą udział podmioty, które powinny cechować się pewnym profesjonalizmem. Występowanie co kwartał o nowe zaświadczenie z US czy ZUS nie powinno być problemem, a normalną czynnością zapisaną w kalendarzu.

Może warto, aby zamiast postulować takie zmiany, Lewiatan skierował swoje wysiłku w inną stronę. Dlaczego bowiem nie wprowadzić w naszym kraju „białej listy” wykonawców? Tego typu rozwiązania funkcjonują już w niejednym kraju UE i nawet jeśli ograniczyć to do sytuacji najprostszej – przesłanek wykluczenia z art. 24 (bo w zakresie warunków z art. 22 jest to już znacznie trudniejsze) – mogłoby to znacznie życie uprościć i wykonawcom i zamawiającym. Wykonawcom – bo jeśli w ogóle składali by papierki, to tylko raz na jakiś czas do określonej instytucji (np. UZP), a nie do każdej oferty. Zamawiającym – bo wystarczyłby jeden papierek zamiast kilkunastu (a może nawet żaden nie byłby potrzebny, gdyby zgodzić się na potwierdzenie tego na „białej liście”). Czas, koszty… życie byłoby prostsze. Może kiedyś się doczekamy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.