O propozycji zmian w ustawie Pzp: Mieszane uczucia

Tydzień temu było o zmianach zapowiadanych w ustawie Pzp, a zawartych w dokumencie opublikowanym Prezesa UZP, które budzą moje ciepłe uczucia. Dzisiaj – konsekwentnie – będzie o tych, których tak dobrze ocenić nie potrafię. Zastrzec muszę, że niektóre moje „mieszane uczucia” wynikają z dostrzegania problemów związanych z proponowanymi rozwiązaniami (na pozór idącymi w dobrym kierunku), które w żaden sposób nie są w tekście dokumentu poruszone. Tymczasem przecież mogło tak się stać z uwagi na charakter tego dokumentu, który ma sygnalizować pewne zmiany, a nie wprowadzać już propozycje szczegółowych rozwiązań.

Pierwsza i chyba najważniejsza to chyba kwestia składania dokumentów potwierdzających spełnianie warunków udziału w postępowaniu dopiero po wyborze najkorzystniejszej oferty przez wykonawcę, który tę ofertę złożył. Prezes UZP powołuje się tutaj na przykład ustawy o koncesji, gdzie takie rozwiązanie już funkcjonuje – i ja na ten temat już pisałem u zarania „szponów” (tutaj). I uwagi tamtejsze aktualne pozostają po dziś dzień (skoro wykonawca ma złożyć po wyborze oferty dokumenty, które miał mieć wcześniej, to wygląda na to, że nie będzie to skutkować oszczędnością czasu czy nakładów pracy po obu stronach (za wyjątkiem pracy związanej z oceną tych dokumentów po stronie zamawiającego). Tyle szczęśliwie, że Prezes zauważył, że w trybach dwustopniowych dokumenty są niezbędne – choć kłócić się można z tym w przypadku licytacji elektronicznej (jeśli już takie rozwiązanie wprowadzamy). Wszak tam kwalifikacja do drugiego etapu jest czysto formalna (jak w koncesji), bez redukcji do odgórnie ustalonej maksymalnej liczby wykonawców, a zatem model z późniejszym składaniem dokumentów będzie nadawał się równie dobrze jak w przetargu nieograniczonym.

Jest też propozycja przywrócenia zasady potwierdzania przez dokumenty uzupełniane na podstawie art. 26 ust. 3 Pzp spełniania warunków udziału na dzień ich uzupełnienia, a nie dzień składania ofert/wniosków. Mam wrażenie, że na taką praktykę, przez pewien czas przecież funkcjonującą, powieszono już (i to słusznie) tak wiele psów, więc sensu nic dokładać nie widzę. Inna sprawa, że idealnego rozwiązania nie ma, nierzadko bowiem zdarzają się wybiegi wykonawców w stylu: „mieliśmy zobowiązanie, ale zapomnieliśmy załączyć”, których podważyć – niezależnie od tego, jak nieładnie pachną – nie sposób. Jednak chyba idziemy za daleko…

Mieszane uczucie budzi też proponowana zmiana zasady prowadzenia postępowania w języku polskim. Tym razem kwestia jest nieco inna, niż w problemach powyżej – po prostu zmiana wygląda na niepotrzebną. Interpretacja art. 9 ust. 3 Pzp, że chociaż zamawiający może dopuścić składanie ofert/wniosków w języku obcym, to i tak musi wymagać złożenia tłumaczeń jest dla mnie nieporozumieniem i nijak uzasadnienia dla niego w ustawie znaleźć nie mogę. Jeśli przy tej zasadzie jesteśmy, to wypadałoby raczej zmienić przepis w drugą stronę – jeśli zamawiający dopuszcza składanie ofert w języku obcym, dlaczego żaden przepis nie pozwala mu na przygotowanie ogłoszenia/siwz i innych dokumentów w tym języku? (art. 9 ust. 3 mówi tylko o dokumentach wykonawcy). Ktoś na forum Janosikowym podawał przykład zamówienia z wolnej ręki – jaki jest sens pozwalać na złożenie dokumentów po angielsku, a jednocześnie wysyłać swoje po polsku, z których wykonawca nic nie zrozumie…

Nie wiem, dlaczego Prezes UZP wspomina o konieczności przeniesienia ciężaru dowodu w zakresie rażąco niskiej ceny na podejrzewanego wykonawcę, skoro w praktyce (wynikającej z orzecznictwa i przepisów ustawy, choć może nie bezpośrednio) taki model właśnie działa. W tym zakresie także ewentualne przepisy o obowiązku składania szczegółowych kalkulacji przez oferty tańsze o 50% od średniej arytmetycznej pozostałych ofert, lub tańsze o 20% od następnej w kolejności niosą za sobą pewne ryzyka i na pewno każdej sytuacji, w której zachodzi podejrzenie rażąco niskiej ceny nie obejmą.

Prezes UZP proponuje też wprowadzenie obowiązku wskazywania nazw podwykonawców. Czyli – znowu wraca stare, ale tym razem dobrze się dzieje :) Jednak powiązany z tym postulat (niezwykle ważny, bo w innym wypadku mogłoby to wszystko nie mieć sensu) – aby uregulować podstawowe warunki, jakie powinien spełniać podwykonawca wydają się być niezwykle trudne do zrealizowania. Zamawiający nie może przewidzieć, jak pomiędzy podwykonawców wykonawca będzie chciał podzielić tort zwany zamówieniem, a to naprawdę utrudnia stawianie jakichkolwiek dodatkowych warunków. Choć z pewnością fajnie wygląda pozwolenie zamawiaczowi stwierdzenia: żądam doświadczenia w tym i tym, ma je posiadać wykonawca, a jeśli w tym zakresie korzysta z podwykonawców – to ma je posiadać podwykonawca. Fajnie wygląda, ale czy zadziała? I czy na pewno intencje Prezesa UZP idą tak daleko?

Nie widzę żadnego sensu w narzuceniu obowiązku przekazywania ogłoszeń do Urzędu Oficjalnych Publikacji Wspólnot Europejskich ogłoszeń w formie elektronicznej. Jasne, to już dziś codzienności, także jasne, że odmienne postępowanie rodzi kłopoty. Ale jeśli ktoś będzie akurat miał z tym kłopot, a będzie mógł wysłać faktem, i jednocześnie Urząd wciąż jeszcze nie protestuje – czemu tego zabraniać? Także i pomysł wykreślenia zasady pisemności postępowania jest pomysłem raczej kiepskim – jeśli bowiem chcemy dopuścić szerzej formy elektronicznej komunikacji, poszerzmy wyjątki w tym zakresie albo dopiszmy taką formę obok pisemnej w art. 9 ust. 1 Pzp. Samo wykreślenie tego przepisu (a właśnie wykreślenie postuluje Prezes UZP) idzie za daleko i nagle zaczną się mnożyć zamawiający, którzy kupę czynności w postępowaniu wykonywali ustnie – bo przecież żadnej zasady nie ma :)

Wreszcie (bo to chyba tyle, jeśli idzie o najważniejsze sprawy), mieszane uczucia budzi pomysł uchwał KIO dla ujednolicenia orzecznictwa. Problem rozbieżności orzecznictwa istnieje i doskwiera ogromnie (sam niedawno na niego narzekałem), ale być może wyjściem byłaby reforma KIO dalej idąca, a nie tego typu uchwały (a „większość głosów” w rozstrzyganiu jakichkolwiek spraw prawnych budzi we mnie uczucia dalekie od entuzjazmu).

I to by było chyba na tyle. Wbrew pozorom jednak, nie jest najgorzej ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.