O bezlitosności elektronizacji

Spokojnie, skorzystamy z tylnego wejścia - rys. Wanda Bednarczyk

Rys. Wanda Bednarczyk

Elektronizacja zamówień publicznych ma swoje wady (cóż, mimo paru lat wciąż główny problem leży chyba w stosowaniu podpisów elektronicznych), ale dominują zalety. Wykonawcom znacznie łatwiej składać oferty, sam proces składania znacząco się skrócił, mniej kosztuje, dokumenty bez problemu się powiela, no i wykonawcy pozbyli się niepewności: „dowiezie na czas, czy nie dowiezie”. Niepewności bardzo znaczącej. Z moich obserwacji wynika, że od momentu elektronizacji zjawisko składania ofert po terminie niemalże zaniknęło. Nie wiem, na ile to wynika z faktu, że teraz łatwiej złożyć ofertę, a na ile z tego, że zamówieniowe systemy zapewne sygnalizują próbę złożenia oferty po czasie wykonawcom i wówczas wiadomo, że nie ma sensu procesu kontynuować. Fakt jest jednak taki, że ofert składanych po terminie jest po prostu mniej.

Wciąż jednak się zdarzają. Niedawno trafił mi się przypadek wykonawcy, który spóźnił się niewiele ponad minutę. Nie wiem z czego to wynikało, zresztą nie ma to dla tego tekstu wielkiego znaczenia (aczkolwiek sprawa jest do zbadania, bo warto wiedzieć, czy w samym procesie składania ofert nie pojawiły się jakieś trudności, które można wyeliminować). Sytuacja ta skłania jednak do refleksji nad czasami, w których papierowe oferty się składało. Czy w tamtych czasach, gdyby wykonawca pojawił się z ofertą pod pachą u zamawiającego minutę po terminie, zostałby zdyskwalifikowany czy nie?

Cóż, pewnie wszystko zależałoby od zamawiającego i jego zegarka, ale jestem przeświadczony, że mniej więcej w połowie takich przypadków oferta byłaby przyjęta bez problemu. W końcu zegarek każdej osoby w pomieszczeniu wskazywałby odrobinę inną godzinę i w tak niewielkich widełkach czasowych istniałaby niepewność, którą często interpretowanoby na korzyść wykonawcy. Co innego, gdyby tu była mowa o pięciu czy dziesięciu minutach – wówczas ta różnica byłaby już pewna i na przyjęcie oferty byłoby liczyć trudno. Choć pewnie jakaś niewielka szansa wciąż pozostawała.

W warunkach elektronizacji sytuacja jest inna. Systemy elektroniczne zapisują czas z dokładnością co do sekundy i pokazują go czarno na białym. Nie znają żadnej szarości – choćby sekundę (a nawet jej ułamek) po czasie i oferta będzie już oznaczona jako złożona po terminie. Cóż, mamy do czynienia z bezlitosną maszyną, w tym zakresie niewybaczającą ludzkich, choćby najdrobniejszych błędów. Czy to dobrze? Cóż, biorąc pod uwagę wskazane powyżej korzyści związane z elektronizacją i wyeliminowanie możliwości manipulacji ofertami podczas otwarć „papierowych”* – tak, to jest cena, którą powinniśmy być gotowi zapłacić.

Ps. Termin składania ofert jest wyznaczony do godziny 12:00. Czy oferta złożona o godzinie 12:00:30 (czyli 12:00 i 30 sekund) jest ofertą złożoną jeszcze w terminie czy już po jego upływie? Temat, jak widziałem, frapuje wielu zamawiających – na czacie podczas prowadzonej online przed paroma tygodniami konferencji UZP na temat systemu e-zamówienia pojawiło się sporo pytań na ten temat. Cóż, moim zdaniem jest to oferta po terminie. Jeśli mówimy, że określony parametr nie może być większy od 10, to każde przekroczenie tej liczby jest dyskwalifikujące – choćby to było tylko 10,001. Podobnie jest z godziną 12:00. To punkt w czasie, który następuje w momencie, gdy wszystkie wskazówki przekraczają dwunastkę na cyferblacie. Godzina 12:00:01 jest już poza tą granicą. Zresztą, pisanie „12:00” to też tylko efekt przyzwyczajenia – dokładnie to samo oznaczałoby wyznaczenie terminu w postaci napisania „do godziny 12” – i nikt nie próbowałby wtedy argumentować, że godzina 12:59 wciąż jeszcze w terminie się mieści.

Pps. Zresztą, jak widzę, poniekąd wyważam otwarte drzwi – wystarczy spojrzeć do wyroku KIO 3455/20, którego kanwą było spóźnienie o 49 sekund.

*) Swoją drogą, to może być fajny temat na tekst o charakterze już na szczęście historycznym (nie żebym znał takie zjawiska z autopsji, ale nasłuchał się człowiek sporo).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.