O hazardzie

Uczestnictwo w przetargach publicznych to niezwykle często dla wykonawców biznes zbliżony do hazardu. I nie chodzi mi tu o same szanse na wygranie przetargu (w razie przegranej traci się stosunkowo niewiele), ale o proces realizacji zamówienia publicznego już po wygranym przetargu. Bo nieraz już pisałem, że jednym z najcięższych grzechów zamówieniowych zamawiających jest uwalnianie się od wszelkich ryzyk i przerzucanie ich na wykonawców. Stąd taka popularność formuły zaprojektuj+wybuduj, stąd taka popularność ryczałtu, stąd też (przypuszczam) częściowo niechęć do rozmawiania z wykonawcami. Oczywiście nie oznacza to, że te sposoby działania z definicji są złe – ale nie zawsze pasują do przedmiotu zamówienia i warunków jego realizacji.

Niestety, odwołań na zapisy SWZ nie ma zbyt wiele. Wykonawca ryzykuje, bo tak naprawdę trudno uzyskać korzystny wyrok w przypadkach innych niż oczywiste. Ryzykuje, tymczasem nie wie, czy jest po co, bo przecież na tym etapie daleki jest od pewności, że zamówienie uzyska – na jego potencjalnej wygranej skorzystać może konkurencja. Natomiast prawo do wnoszenia odwołań przez izby to praktycznie fikcja (na liście prowadzonej przez Prezesa UZP są 152 podmioty – zastanawiam się, czy przez 20 lat istnienia tego wykazu zbierze się podobna liczba odwołań wniesionych przez te organizacje).

Niekiedy jednak wykonawcy próbują i przykładem takich prób jest wyrok KIO 476/19 (oczywiście jeszcze na gruncie starej ustawy Pzp), którego obszerne fragmenty rzuciły mi się kiedyś w oczy przy okazji lektury któregoś z Informatorów UZP. Zamawiający zorganizował przetarg na zamówienie realizowane w formule zaprojektuj+wybuduj, a do dokumentów zamówienia dołączył dokumentację geologicznym. Jednocześnie wskazał, że ta dokumentacja nie jest wiążąca (tylko poglądowa – jakże często to słowo jest używane przez zamawiających), a on sam nie bierze na siebie żadnego ryzyka związanego z warunkami geologicznymi. Odwołujący zarzucił naruszenie ówczesnego art. 29 pzp, bo opis przedmiotu zamówienia nie był wyczerpujący. KIO uznało, że naruszenia ustawy nie ma, a skoro wykonawca jest profesjonalistą, może ocenić otrzymane materiały. Odwołanie zostało oddalone.

Hmm. Zamawiający pozyskał dokumentację geologiczną, dał ją wykonawcom – czy jest jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie faktu, że nie bierze na siebie ryzyka, że warunki geologiczne będą odmienne od wynikających z tej dokumentacji? Ja go nie widzę. Co więcej, gdyby zamawiający nie przerzucał tego ryzyka na wykonawców, zyskałby rzecz bezcenną: bardziej porównywalne oferty. Ponieważ jednak zamawiający za sporządzoną przez siebie dokumentację nie bierze żadnej odpowiedzialności, pojawia się po stronie wykonawcy kolejne ryzyko, które właściwie nie ma końca: wpływ odmiennych warunków geologicznych na koszty i czas realizacji zamówienia mogą być niemal niezmierzone. W efekcie zamawiający dostaje oferty nieporównywalne – zależne tylko od skłonności wykonawcy do hazardu. A jeśli wykonawca wygra przetarg, ale sobie takich okoliczności nie doszacuje, czy zamawiający na tym zyska? W żadnym wypadku – wykonawca zacznie szukać oszczędności gdzie indziej, co odbije się na jakości realizacji. Ba, jeśli będzie gdzie szukać oszczędności. Stracą na tym i wykonawca, i zamawiający. Czy ma to sens? Żadnego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.