O wiedzy zaczerpniętej z innej oferty

Zamówienia publiczne i zdrowy rozsądek niekiedy nie idą w parze. Czasami co prawda zdrowy rozsądek potrafi zwyciężać, ale czy w tym przypadku także? Nie sądzę, choć bardzo chciałbym się mylić. Chodzi mianowicie o przypadek, gdy w tym samym postępowaniu u jednego wykonawcy brakuje dokumentu, który zamawiający otrzymał od innego wykonawcy. W praktyce zamawiający ma wiedzę, której potrzebuje, ale nie może jej użyć w sensowny sposób. Najprostszym i pewnie najczęstszym przypadkiem będzie karta katalogowa jakiegoś produktu, który jest oferowany przez więcej niż jednego wykonawcę – skoro produkt ten sam, to i karta powinna być identyczna. Jednak jeśli w jednej ofercie jej brakuje, zamawiający nie może zajrzeć do drugiej i zaczerpnąć niezbędnej wiedzy, tylko musi wezwać do jej uzupełnienia (wiedząc doskonale, co otrzyma) – oczywiście, o ile przewidział uzupełnianie przedmiotowych środków dowodowych.

Czym te karty będą się od siebie różnić? W zasadzie powinny tylko podpisem – za zgodność z oryginałem jednej z nich poręczy jeden wykonawca, a za zgodność z oryginałem drugiej – inny (oczywiście, jeśli takie potwierdzenie w ogóle będzie konieczne). Ale niekiedy nawet takiej różnicy nie będzie – wystarczy, że wyjdziemy poza świat przedmiotowych środków dowodowych i zajmiemy się podmiotowymi. Zdarza się bowiem niekiedy, że różne podmioty korzystają z tych samych podmiotów udostępniających zasoby czy podwykonawców i składają dotyczące ich dokumenty dotyczące przesłanek wykluczenia czy spełniania warunków. Skoro to te same podmioty, to zaświadczenie z urzędu skarbowego czy z rejestru karnego będzie poświadczać dokładne to samo. Co więcej, tu nawet niezgodności z podpisami zapewne nie będzie – wszak za zgodność z oryginałem powinien poświadczać taki papier nie wykonawca, ale właśnie podmiot, którego dokument dotyczy.

Czy ma to w praktyce sens? Ja go nie widzę. Poza światem zamówień publicznych zapewne nawet bym się nie zastanawiał nad tym problemem – papier, który zamawiający ma w ręku, potwierdza jakiś stan faktyczny, który jest identyczny w odniesieniu do obu zainteresowanych wykonawców. Nie ma zatem powodu go mnożyć (choć trzeba pamiętać, że niekiedy nawet na rynku prywatnym zamawiacze wprowadzają szczegółowe reguły, które mogą takie rozwiązanie utrudnić). W zamówieniach niestety tak to nie działa.

Swoją drogą, warto zwrócić uwagę, że art. 127 ust. 2 Pzp teoretycznie otwiera w takim przypadku ciekawe możliwości. Mianowicie jeśli mamy do czynienia z podmiotowym środkiem dowodowym, który został złożony w odniesieniu do jednej oferty, a zapomniany w odniesieniu do innej, wykonawca, który zapomniał o tym papierze nie musi go składać – wystarczy że wskaże, że zamawiający już nim dysponuje (nieważne, w jaki sposób wszedł w jego posiadanie) i potwierdzi jego aktualność. Oczywiście, to nie eliminuje absurdu w postaci żądania uzupełnienia takiego dokumentu, a i nie sądzę, abym w praktyce kiedykolwiek spotkał się z takim podejściem wykonawcy (wszak pewniej i prościej będzie po prostu wysłać ten dokument). Poza tym, w przypadku przedmiotowych środków dowodowych ustawodawca takiej możliwości nie dał.

Cóż, czasami zamówienia przypominają spełniony sen skrajnego biurokraty. Warto z tym walczyć, ale chyba nie zawsze się da.

2 komentarze do: “O wiedzy zaczerpniętej z innej oferty

  1. Niekoniecznie, bo oba podmioty mogą dać karty katalogowego tego samego produktu, ale w różnych rewizjach (różnych wersjach). Co może powodować, iż specyfikacja nie będzie jednakowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.