O samodzielnym uzyskaniu przez zamawiającego dokumentów

Art. 127 pkt 1 Pzp (a także art. 274 ust. 4 Pzp – boskie jest to rozdwojenie przepisów na pożytek postępowań o różnej wartości, które dzięki art. 266 absolutnie niczego nikomu nie ułatwia) przewiduje, że zamawiający może nie wzywać wykonawcy do złożenia podmiotowych środków dowodowych, jeśli może je sam pozyskać za pomocą bezpłatnych i ogólnodostępnych baz danych. Najczęstszym chyba przykładem zastosowania tego przepisu jest samodzielne pobieranie przez zamawiających odpisów z CEIDG oraz KRS (jest to też możliwe w przypadku Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych, ale papierki stamtąd są znacznie rzadziej wymagane).

Ustawodawca obwarował tę możliwość wszakże warunkiem: o ile wykonawca wskazał w oświadczeniu o niepodleganiu wykluczeniu i spełnianiu warunków udziału w postępowaniu (powyżej progów unijnych – składanemu w formie JEDZ) dane umożliwiające dostęp do tych środków. Przepis jest dość wyraźny i znaleźć można w doktrynie stanowiska, zgodnie z którymi jeśli takich danych w tym oświadczeniu nie ma, zamawiającego nic nie zwalnia z obowiązku wezwania wykonawcy do złożenia takich dokumentów, choćby nawet doskonale wiedział gdzie je znaleźć (ostatnio np. Lidia Piotr-Krajecka w tekście „Samodzielne składanie dokumentów przez wykonawcę” w wakacyjnym wydaniu „Zamawiającego).

Cóż. Taka natura przepisów: zamawiający bezwzględnie powinien wykonywać swoje obowiązki, a zatem jeśli miałby od nich odstąpić, to tylko w przypadkach opisanych w przepisach. Gdy jednak spojrzeć na to przez pryzmat zdrowego rozsądku (na przykład oczami wykonawcy) – to wygląda na absurd. Ba, nawet w przepisach dotyczących postępowania administracyjnego, zwykle znacznie mniej życiowych od tych pojawiających się w prawie cywilnym, znajdziemy art. 220 kpa, który wprost zabrania organowi administracji publicznej żądania zaświadczeń, jeśli m.in. są one „możliwe są do ustalenia przez organ na podstawie (…) rejestrów publicznych posiadanych przez inne podmioty publiczne, do których organ ma dostęp w drodze elektronicznej na zasadach określonych w przepisach ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne” (swoją drogą, dokładnie tej samej, która jest przywołana we wspomnianych przepisach Pzp).

Oczywiście, kpa w żadnym wypadku nie posłuży zamawiającemu jako wskazówka interpretacyjna – to zupełnie inna bajka. Jednak można też zastanowić się nad definicją „danych umożliwiających dostęp”, które miałyby być zawarte w oświadczeniu, o którym mowa w art. 125 ustawy. W najbardziej modelowym przypadku powinno to być wskazanie konkretnej bazy danych, jej adresu, a także jakiejś wartości, która wpisana w pole wyszukiwarki da odpowiedni wynik (jeśli oczywiście nie da się wygenerować bezpośredniego odnośnika do danej informacji – kiedyś coś takiego w KRS działało). Ale czy zamawiający faktycznie potrzebuje takich informacji? Sposób dostępu do KRS i CEIDG to wiedza z gatunku oczywistych. To, który podmiot gdzie jest zarejestrowany – także (wszak na pierwszy rzut oka po nazwie rozróżnimy spółkę od nie-spółki). Czego zatem potrzeba? Nazwy wykonawcy, która niewątpliwie w oświadczeniu się znajduje (tak, szybciej by się wyszukało mając NIP lub REGON, ale nawet bez nich nie jest to jakaś wyjątkowa sztuka). Mam zatem wrażenie, że przy odpowiedniej ilości dobrej woli już samą nazwę wykonawcy można uznać za „daną umożliwiającą dostęp” i w ten sposób uprawniającą do niewzywania wykonawcy do złożenia takiego dokumentu.

Oczywiście, nie jest to modelowy przypadek, więc i interpretacje mogą być różne. Ale zastanówmy się, jakie konsekwencje poniesie zamawiający, którzy mając w wymienionym w oświadczeniu tylko nazwę wykonawcy, sam sobie znajdzie potrzebny dokument. Przepis być może naruszy, ale nie będzie to naruszenie, które mogłoby mieć wpływ na wynik postępowania, bo przecież wykonawca złożyłby dokładnie ten sam dokument, co najwyżej pobrany/sporządzony w innej chwili. Czy KIO uznałoby zarzut naruszenia przepisów? Pewności nie mam, ale nie sądzę. Czy kontrola* przyczepiłaby się do tego? To znacznie bardziej prawdopodobnie (choć nadal nie pewne), ale jednocześnie byłby to jeden z takich zarzutów, które najbardziej lubię – kompletnie bez znaczenia.

Ps. A po co zamawiający wzywają do składania dokumentów z KRS i CEIDG? W praktyce zwykle nie po to, żeby sprawdzić przesłanki wykluczenia z art. 109 ust. 1 pkt 4 Pzp lub spełnianie kuriozalnego warunku z art. 113 Pzp, ale po to, aby zweryfikować, czy oferta została prawidłowo podpisana. Przynajmniej zatem w postępowaniach poniżej progów unijnych dałoby się bez takiego żądania obejść i problem byłby rozwiązany :)

Pps. Wszystko pięknie i wspaniale, dopóki poruszamy się w gronie podmiotów polskich. Z zagranicznymi już tak różowo nie jest, bo zwykle polscy zamawiający nie wiedzą, gdzie informacji szukać.

*) Kontrola. Tak, zamawiający muszą mieć jakiś bat nad głową. Ale za często słyszę, żeby nie używali zdrowego rozsądku (oczywiście na gruncie ustawowych zasad), bo przyjdzie kontrola i skontroluje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.