O odpowiadaniu na pytania i zmienianiu SWZ

Trzy małpy - rys. Wanda Bednarczyk

Rys. Wanda Bednarczyk

W czwartkowym „Dzienniku Gazecie Prawnej” Sławomir Wikariak w tekście Firma ma prawo nie zgadzać się ze zmianami w umowie opisał ciekawy wyrok KIO (KIO 626/22). W dużym skrócie: firma wygrała przetarg, zamawiający wezwał ją do podpisania umowy, na dzień przed terminem wysłał treść umowy różniącą się od treści stanowiącej załącznik SWZ, firma powiedziała „halo, chwileczkę, ale o co chodzi”, a zamawiający poczekał dwa dni i unieważnił postępowanie, uznając, że firma uchyliła się od podpisania umowy. Uroczo, prawda?

Postanowiłem przypadek nieco zgłębić, bo zmienianie umowy po wyborze oferty to dość niecodzienne zachowanie. Niestety, wyrok KIO nie dał żadnej wskazówki, jakie to zmiany były, bo odwołanie w tym zakresie zostało przez KIO odrzucone jako wniesione po terminie*. Jedynie w podsumowaniu stanowiska zamawiającego wyrażonego w toku postępowania odwoławczego znajdziemy stwierdzenie, że „wprowadzone zmiany wynikały z wcześniejszego uwzględnienia wniesionych w sprawie odwołań, z odpowiedzi na pytania do s.w.z. bądź też były nieistotne.” Zajrzałem więc na stronę postępowania stronę postępowania, aby zobaczyć, jak wyglądały owe odpowiedzi na pytania.

I wygląda na to, że w tym przypadku zamawiający wpędził się w kłopoty sam – nie myśląc w toku postępowania o tym, co będzie po jego zakończeniu. W odpowiedziach na pytania zmieniał w praktyce postanowienia SWZ i umowy – dopuszczał inne rozwiązania, precyzował, uzupełniał. Ale w ślad za częścią takich odpowiedzi nie szło konkretne wskazanie nowych zapisów w projektowanych postanowieniach umowy. A przecież w okresie realizacji zamówienia to umowa będzie stanowiła podstawę stosunku między stronami. I jeśli zamawiający nie uwzględni w niej wyjaśnień, doprecyzowań itp., które pojawiły się na etapie postępowania, sama umowa będzie ułomna – trzeba będzie interpretować ją przez pryzmat wcześniejszych wyjaśnień.

Zresztą, pół biedy, gdyby odpowiedzi były jasne i klarowne. Wówczas uzupełnienie umowy po wyborze najkorzystniejszej oferty, choć niewątpliwie grzech zamówieniowy, pewnie w praktyce by się broniło. Ale tutaj chyba nie zawsze tak było. Przykładem informacja, w której zamawiający zapowiada, że w umowie znajdzie się klauzula waloryzacyjna wynikająca z art. 436 Pzp, ale nie podaje treści tej klauzuli. Cóż, nie dziwię się, że w tej sytuacji finalna umowa, uwzględniająca liczne zmiany wynikające z odpowiedzi na pytania (a także nieopublikowanych przez zamawiającego wyroki KIO – oczywiście, nie ma obowiązku ich publikacji, ale jeśli nie wprowadzi do SWZ zmian z nich wynikających, skąd będą o nich wiedzieć wykonawcy, którzy nie byli uczestnikami postępowań odwoławczych?) mogła budzić wątpliwości.

Ps. Lektura odpowiedzi na pytania jest swoją drogą ciekawa: sporą część z nich zamawiający pozostawił bez odpowiedzi, wskazując, że nie mają związku z przedmiotem zamówienia, tymczasem taki związek miały – tylko trzeba było postawić się w roli wykonawcy. Na niektóre, piętrowe („Czy …, a jeśli tak, to …”) zamawiający potrafił odpowiedzieć „tak”, ale nie odpowiedzieć na dalszy ciąg pytania. Gdy wykonawca zapytał o ilość przyjętych pacjentów (przedmiotem zamówienia było sprzątanie szpitala) odpowiedź brzmiała „Nie. Zgodnie z SWZ. Czemu to ma służyć”. Tak, pytań było sporo (ponad setka), ale mimo wszystko zamawiający nie powinien aż tak oszczędzać na słowach (np. odpowiedź „j.w.” w pytaniu 121 wymusza przeszukiwanie 120 wcześniejszych odpowiedzi). A wydaje się, że są nawet dwie sprzeczne (gdy wykonawcy pytają o odstąpienie od wymogu zatrudnienia na umowę o pracę, w jednej odpowiedzi mamy zgodę, w drugiej odesłanie do SWZ…). Byłoby prościej, gdyby umowę na bieżąco jednak zmieniać.

Pps. Ten wyrok jest oczywiście znakomitym materiałem do analizy kwestii, kiedy wykonawca uchyla się od podpisania umowy. Cóż, w tym przypadku, gdy zamawiający zmienił umowę w stosunku do tej, na podstawie której wykonawca złożył ofertę, stanowisku KIO nie ma co się dziwić. Dziwi natomiast stanowisko zamawiającego, który unieważnił po dwóch dniach zamiast po prostu z wykonawcą porozmawiać.

*) Mam wątpliwości, czy słusznie. KIO uznało, że wykonawca powinien odwoływać się w ciągu 10 dni, od momentu gdy zobaczył zmienioną umowę. Czy jednak nie powinno tu być tak jak z potencjalnym odwołaniem w sytuacji wezwania do uzupełnienia?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.