O elektromobilności

Sporo emocji budzi ostatnio temat elektromobilności – a konkretnie daty wejścia w życie przepisów wymuszających na części zamawiających wymaganie od wykonawców, aby udział pojazdów elektrycznych lub napędzanych gazem ziemnym we flocie pojazdów użytkowanych przy wykonywaniu zadania publicznego będącego przedmiotem zamówienia wynosił co najmniej 10%. Przepis ten ma wejść w życie 1 stycznia 2022, a więc za trzy miesiące, i sieje grozę. Główny problem dotyczy dostępności stosownych pojazdów i może się okazać, że po 1 stycznia 2022 pewną sferę polskich zamówień publicznych czeka paraliż. Warto przy tym pamiętać, że przepis już był nowelizowany – pierwotnie wskazanao tam 1 stycznia 2020, ale na kilka miesięcy przed nadejściem tego dnia termin przesunięto o dwa lata. Zgodnie z zapowiedziami prasowymi, ma zostać ponownie przesunięty, ale kto wie, jak to się skończy.

Niniejszy tekst nie będzie jednak o tym, jaki jest problem na rynku z samochodami elektrycznymi i na gaz, choć nie da się ukryć – takie obowiązki mogą zrobić solidny przesiew na rynku i znacznie zmniejszyć konkurencyjność (nie mówiąc o wpływie na budżety zamawiających – wszak to są koszty, które wykonawcy przerzucą na swoich zleceniobiorców). Będzie o samych przepisach ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych w tym zakresie i wątpliwościach, jakie mogą budzić. Na boku przy tym pozostawię samo ich zaadresowanie pod kierunkiem wyłącznie jednostek samorządu terytorialnego – dlaczego tylko samorządy mają ponosić koszty rewolucji komunikacyjnej?

Mamy w tej ustawie trzy przepisy, które nas szczególnie interesują. Art. 68 ust. 3, zgodnie z którym jednostka samorządu terytorialnego „wykonuje lub zleca wykonywanie zadań publicznych, o których mowa w art. 35 ust. 2 pkt 1, podmiotowi, którego udział pojazdów elektrycznych lub pojazdów napędzanych gazem ziemnym we flocie pojazdów użytkowanych przy wykonywaniu tego zadania wynosi co najmniej 10%.” – obecnie mający obowiązywać od 1 stycznia 2022. Mamy też art. 76 ust. 2, zgodnie z którym „umowy zawarte przez jednostki samorządu terytorialnego na wykonywanie zadań publicznych, o których mowa w art. 35 ust. 2 pkt 1, z wyłączeniem publicznego transportu zbiorowego, wygasają z dniem 31 grudnia 2021 r., jeżeli nie zapewniają wykorzystania pojazdów elektrycznych lub pojazdów napędzanych gazem ziemnym na poziomie określonym w art. 68 ust. 3.” I wreszcie art. 35 ust. 2 pkt 2, zgodnie z którym jednostka samorządu terytorialnego „zleca wykonywanie zadań publicznych, o których mowa w pkt 1, z wyłączeniem publicznego transportu zbiorowego, podmiotowi, którego co najmniej 30% floty pojazdów użytkowanych przy wykonywaniu tego zadania stanowią pojazdy elektryczne lub pojazdy napędzane gazem ziemnym.” Ten ostatni przepis ma wejść w życie 1 stycznia 2025 i efektywnie zastąpić w praktyce art. 68 ust. 3. Jest od niego kilka wyjątków – poza odrębną regulacją dotyczącą publicznego transportu zbiorowego, nie dotyczy gmin i powiatów o liczbie mieszkańców mniejszej niż 50 tys. oraz nie dotyczy wydatków o wartości mniejszej od 30 tys. euro (które jakimś cudem nadal tu pokutują, a brak ich w art. 68).

Zadania publiczne, o których mowa w tych przepisach to w zasadzie wszystko co robią samorządy z wyjątkiem tzw. zadań zleconych (czyli teoretycznie rządowych, ale przeniesionych ustawami na jednostki samorządowe – jak organizacja wyborów) i ewentualnie prowadzonej działalności gospodarczej. Dotyczy to większości zamówień publicznych zlecanych przez jst, choć same zamówienia publiczne w ogóle w tych przepisach się nie pojawiają (zlecanie zadań może przecież następować także w innych formułach). Co, gdy jednostka samorządu terytorialnego powierzyła wykonanie swoich zadań swojej spółce, jak to często się zdarza? Cóż, spółki komunalne, choć są własnością jednostek samorządu terytorialnego, stanowią podmioty odrębne od nich. Redakcja przepisów zdawałaby na pierwszy rzut oka wskazywać, że chodzi jedynie o takie umowy, w których widnieje bezpośrednio gmina/powiat/województwo. Można jednak mieć wątpliwości – chyba jedyną definicję jednostki samorządu terytorialnego znajdziemy w ustawie o gospodarce komunalnej. W art. 2 tej samej ustawy znajdziemy przepis, zgodnie z którym „gospodarka komunalna może być prowadzona przez jednostki samorządu terytorialnego w szczególności w formach samorządowego zakładu budżetowego lub spółek prawa handlowego.” A zatem spółka realizując działania z tego zakresu jest tylko pośrednikiem dla jst. Jednostka nadal realizuje swoje zadania, tylko forma organizacyjna oznacza odrębną osobę prawną. I zastanawiam się, czy również i takie podmioty przepisem będą objęte. Mamy zatem pierwszy zgryz.

Idźmy dalej. Czy ten wymóg dotyczy każdej umowy? Czy gdy zawieram umowę na badanie sprawozdań finansowych przez biegłych rewidentów też muszę wymagać, aby oni dysponowali odpowiednim procentem pojazdów na prąd lub gaz? Do samego badania sprawozdania jest im to niepotrzebne, ale przecież czymś do zamawiającego będą chcieli dojechać i zapewne będzie to samochód. Taka umowa będzie stanowiła problem czy nie? Cóż, mam nadzieję, że będziemy interpretować ten wymóg podobnie jak wymogi dotyczące zatrudnienia na umowę o pracę – że będziemy zajmować się tym, co jest bezpośrednio istotne dla realizacji danego zamówienia, a nie tym, co odnosi się do ogólnej działalności wykonawcy. Tak jak nie wymagamy w przetargach na roboty aby księgowi byli zatrudnieni na umowę o pracę, chociaż niewątpliwie wykonawca takich księgowych potrzebuje. Analogicznie, mam nadzieję, zapis o flocie będziemy stosować tylko do tych zamówień, gdzie bez tych pojazdów ani rusz – gdzie mamy betoniarki, śmieciarki, samochody do zbierania zwłok… Ale znowu – czy mam rację, nie wiem.

Idziemy dalej. Jeśli mam budowę, przy której będzie pracować sto samochodów, obliczenie 10% lub 30% (od 2025) nie jest problemem. Ale gdy, dajmy na to, będę miał budowę, na której będą pracowały trzy samochody, jak policzę 10%? A jeśli to będzie zamówienie, przy którym potrzebny jest tylko jeden samochód? Mam wrażenie, że w takim przypadku realizując umowę za pomocą jednego samochodu spalinowego, przepis będzie naruszany, bo braknie nam owych 10%. Jedynym wyjściem będzie realizowanie jej za pomocą samochodu elektrycznego lub gazowego i spełnienie normy z naddatkiem (będzie 100%).

Prawdziwym problemem (choć nie ma tu akurat wątpliwości interpretacyjnych) jest wspomniany wyżej przepis art. 76 ust. 2. Bez niego sprawa wejścia w życie uregulowań byłaby stosunkowo prosta – nowe zasady dotyczyłyby tych zleceń, które byłyby udzielone po 1 stycznia 2022 lub 2025. Oczywiście, byłby problem, bo niekiedy odpowiednie zapisy należałoby przewiedzieć w zamówieniach wszczynanych przed tymi datami. Ale wspomniany art. 76 ust. 2 wywraca to do góry nogami: rozwiązuje z mocy prawa każdą umowę zawartą wcześniej, w której takiego wymogu nie przewidziano. Czyli także i takie, które czasami zawarto 5 albo i 15 lat wcześniej. Jeśli ktoś nie pomyślał o elektromobilności wcześniej, ma problem. Ratować się można jedynie aneksem, ale możliwości jego wprowadzenia bywają ograniczone – pół biedy, jeśli wykonawca nie zażyczy sobie podwyżki wynagrodzenia, ale jeśli to zrobi? Cóż, trudno się będzie tłumaczyć nieprzewidywalnością, jeśli tylko zamówienie było wszczynane po dacie uchwalenia ustawy. A co zrobić z umowami, które co do zasady już są wykonane, ale biegnie dla nich okres gwarancji? To przepis wyjątkowo absurdalny, bo jego siła rażenia bez jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia jest porażająca.

Niektórzy zamawiający stosowne postanowienia wprowadzali do umów już w 2018, przewidując obowiązki od 2020. Wykonawcy wkalkulowywali koszty ich uwzględnienia do cen ofertowych. Potem termin przesunięto. Teraz też tak będzie? Miejmy nadzieję, że tak, ale z punktu widzenia racjonalności postępowania w kontaktach było nie było biznesowych sposób postępowania ustawodawcy woła o pomstę do nieba. Zresztą jak sama idea tych przepisów, szczególnie w zakresie kierowania ich wyłącznie do jst.

Ps. A z zupełnie innej beczki: ze zmian prawa, które mają wpływ na rynek zamówień publicznych nie tylko szykuje się nam zmiana daty wejścia w życie obowiązków opisanych powyżej. Pojawiła się też informacja o planie kolejnej specustawy zwalniającej z przepisów o zamówieniach, tym razem dotyczącej przygotowania ZUS do wydawania świadczeń 500+. Jakim cudem nikt od czasów od czasów Euro 2012 nie nauczył się, że nie ma specdyrektyw?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.