O unieważnieniu postępowania z powodu braku środków

Znowu będzie o unieważnieniu postępowania, choć mam nadzieję, że nieco bardziej celnie niż w ubiegłotygodniowym, pourlopowym falstarcie :) A będzie o drobiazgu, który być może nie ma wielkiego znaczenia, ale gdyby człowiek chciał ustawę stosować nazbyt dosłownie, może trochę doskwierać. Czyli znowu będzie o omijaniu ustawy w sposób, który nie ma wpływu na wynik postępowania, nie łamie żadnych ustawowych zasad, a eliminuje utrudnianie życia zarówno zamawiającym, jak i wykonawcom. Chodzi mianowicie o przesłankę unieważnienia z art. 255 pkt 3 Pzp, czyli obejmującą sytuację, w której zamawiający nie ma środków na pokrycie ceny oferty.

Ustawodawca pozwolił zamawiającemu (a właściwie nakazał) unieważnić postępowanie w dwóch sytuacjach: gdy budżet zamawiającego jest przekroczony przez cenę najtańszej oferty oraz gdy jest przekroczony przez cenę lub koszt (ciekawostka, przy pierwszej opcji ustawodawca kosztu nie wskazał) najkorzystniejszej oferty. Na boku pozostawiam kwestię możliwości powiększenia budżetu zamawiającego, która była tematem innych tekstów w szponach, ostatniego przed rokiem. Patrząc na te dwie wymienione wyżej okoliczności nie ma żadnych wątpliwości co do pierwszej z nich. Zamawiający dostaje X ofert, na pierwszy rzut oka ustala, która jest najtańsza (czyli ma najniższą cenę) i jeśli ta cena przekracza jego budżet, postępowanie unieważnia. Wiadomo, że skoro na tą go nie stać, tym bardziej nie będzie go stać na pozostałe, droższe. Sprawa szybka, choć efekt postępowania niestety nieszczęśliwy – ale cóż, z próżnego i Salomon nie naleje.

Jeśli ten test wypadnie negatywnie (a zatem mamy ofertę, która mieści się w budżecie), postępowanie toczy się dalej, a zamawiający podejmuje działania w celu wyboru najkorzystniejszej oferty. I tu niekiedy pojawia się mały absurd. Załóżmy, że najtańsza oferta jest jednocześnie ofertą najwyżej ocenioną w kryteriach. Zamawiający wzywa wykonawcę do złożenia podmiotowych środków dowodowych i okazuje się, że delikwent nie wykazał spełnienia warunków udziału w postępowaniu. Co zamawiający robi dalej? Cóż, ustala ponownie ofertę najwyżej ocenioną w kryteriach, odrzucając najtańszą ofertę. Okazuje się jednak, że wszystkie pozostałe oferty nie mieszczą się w budżecie. Co może zrobić zamawiający?

Cóż, czytana literalnie ustawa nie pozostawia żadnych wątpliwości: powinien działać dalej. Nie zachodzi bowiem przesłanka, że najtańsza oferta w postępowaniu przekracza budżet (bo przecież taka była, choć niestety okazała się nie być ofertą najkorzystniejszą), nie zachodzi również przesłanka, że najkorzystniejsza oferta przekracza budżet – bowiem najkorzystniejszej oferty nie wybrano i nie wiadomo, która oferta nią będzie. Jest bowiem różnica między ofertą najwyżej ocenioną, a najkorzystniejszą – to drugie wymaga ukończenia badania oferty, włącznie z oceną podmiotowych środków dowodowych. Jednak sytuacja robi się absurdalna: po co zamawiający ma wzywać kolejnego wykonawcę do złożenia papierów, skoro i tak jest pewien, że postępowanie unieważni. Którąkolwiek bowiem z pozostałych ofert by nie wybrał, nie będzie go na nią stać.

Cóż, w mojej opinii nie jest wielkim grzechem pójście przez zamawiającego w tej sytuacji na skróty. Unieważnienie postępowania z powołaniem się na art. 255 pkt 3 Pzp i ze wskazaniem w uzasadnieniu, że ponieważ jedyna oferta mieszcząca się w budżecie podlega odrzuceniu (albo jedyne, bo przecież może być ich więcej), to którakolwiek z pozostałych okazałaby się najkorzystniejszą, i tak zamawiającego na nią nie byłoby stać. Takie postępowanie oszczędza czas i wysiłek zarówno zamawiającemu, jak i wykonawcy, który w innym przypadku byłby bezsensownie wzywany do składania dokumentów, straciłby na to czas, a potem dowiedziałby się, że cała robota była psu na buty. Jaką przy tym wyrobiłby sobie opinię o zamawiającym, pewnie trudno wyrazić słowami. A wystarczyłoby w art. 255 ust. 3 Pzp dopisać opcję możliwości unieważnienia oferty, gdy oferta z najniższą ceną spośród niepodlegających odrzuceniu przekracza budżet.

Swoją drogą, nieco inaczej wyglądałaby sytuacja, w której zamawiającego co prawda nie stać na ofertę najwyżej ocenioną, ale gdzieś na horyzoncie czai się oferta o niższej cenie, ale i niższej ocenie punktowej. Tu zamawiający powinien wezwać wykonawcę do składania podmiotowych środków dowodowych – gdyby się okazało, że nie spełnia warunków udziału w postępowaniu, wówczas otworem stoi możliwość wyboru kolejnej oferty. Oczywiście, problem tego, co pomyśli sobie wykonawca najwyżej oceniony, jeśli zostanie wezwany do złożenia dokumentów, zrobi to i wykaże spełnianie warunków udziału, a potem zobaczy spotkanie unieważnione – ale cóż, tym razem jest to problem nie do uniknięcia, a zamawiający może ratować swoje dobre imię tłumacząc wykonawcy, dlaczego musiał tak zrobić…

Ps. Sytuację rozwiązałoby proste odrzucanie ofert przekraczających budżet. Ale to wymagałoby zmiany filozofii – obowiązku wskazywania budżetu i zakazu jego podnoszenia.

Pps. Chociaż… gdyby zamawiający napisał w dokumentach zamówienia, że nie ma szans podnieść budżetu i że oferta musi się w nim mieścić, droga do odrzucenia oferty jako niezgodnej z SWZ też w jakimś stopniu się otwiera – analogicznie jak z zapisami, zgodnie z którymi niezdobycie minimum X punktów w kryterium merytorycznym oznacza ofertę niespełniającą wymogów. Ale kojarzę też wyrok KIO, z którego wynikało, że zamawiający nie może zrzec się z góry możliwości dosypania pieniążków.

Ppps. A w ramach trzeciego i ostatniego post scriptum coś na zupełnie inny temat (nie wart jednak marnowania na niego całego poniedziałkowego tekstu): UZP opublikowało informację o stanie zaawansowania prac nad platformą e-zamówienia. Wynika z niej, że na moduł składania ofert użytkownicy poczekają jeszcze co najmniej parę miesięcy (a według ostatnich oficjalnych informacji miał być w marcu/kwietniu, a potem nieoficjalnie mówiło się o maju). Najbardziej zaintrygował mnie jednak fragment wstępu: „kontynuując otwartą politykę komunikacyjną w tym zakresie”. O jaką otwartą politykę komunikacyjną tu chodzi? Ostatni oficjalny komunikat w tej sprawie pojawił się w styczniu. Minęło pół roku, termin tam wskazany upłynął przed kilkoma miesiącami, a ze strony UZP panowała głucha cisza. Nazwałbym to zaklinaniem rzeczywistości: powiemy, że jesteśmy otwarci, to może ktoś uwierzy…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.