O e-zamówieniach

O e-zamówieniach nie „w ogóle” (czyli o zjawisku udzielania zamówień publicznych za pośrednictwem narzędzi informatycznych), ale bardzo konkretnie – czyli o portalu e-zamowienia.gov.pl, który od 1 stycznia zaczął w sporym stopniu kształtować życie zamawiających w tym kraju. Portalu jak zwykle spóźnionego – elektronizację pełną parą zaczęliśmy już w 2018, teraz objęła ona de facto wszystkie postępowania przetargowe w kraju, a e-zamowienia.gov.pl nadal nie mają tych funkcjonalności, które zamawiającym byłyby potrzebne i nadal ci, którzy nie korzystają z platform komercyjnych, w zakresie składania ofert muszą polegać na protezie miniportalowej. Protezie wyjątkowo paskudnej, bo choć wreszcie usunięto konieczność szyfrowania za ofert przez wykonawców za pomocą dodatkowej aplikacji, to wciąż komunikacja spoczywa na ePuapie, a ten jest wyjątkowo nieprzyjaznym narzędziem – ba, ciekaw jestem, co powiedziałaby Komisja Europejska, gdyby wiedziała, jaką ścieżkę zdrowia musi przejść wykonawca zagraniczny, aby złożyć ofertę za jego pośrednictwem.

W każdym razie koniecznych funkcjonalności nie ma i nie zanosi się na to, żeby szybko były. Pod koniec zeszłego roku słyszeliśmy wiele obietnic, których ślady wciąż znajdują się na stronach UZP – np. że moduł składania ofert i wniosków pojawi się w e-zamówieniach na koniec marca. Dziś nie ma realnych szans na ten termin, mówi się o maju. Podobnie zresztą jest z innymi obietnicami UZP – np. komentarzem do nowej ustawy, który ktoś kiedyś obiecywał na przełom 2020/2021… Nic to, narzędzie jest niekompletne, ale zamawiający muszą go używać. Ba, w niektórych aspektach zdaje się ciut lepsze od narzędzi, które istniały do tej pory. Ciut to jednak znacznie mniej, niż oczekiwałbym w praktyce.

Elementem, gdzie na pewno zrobiono mały kroczek do przodu, jest Biuletyn Zamówień Publicznych. Nie, żeby było idealnie. Po prostu dotychczasowe narzędzie było tak koszmarne, że trudno byłoby osiągnąć podobny poziom, nawet gdyby człowiek się starał. Idealnie nie jest – przez dwa dni opóźniałem wysłanie do publikacji ogłoszenia o zamówieniu, bo byłem przekonany, że w ogłoszeniu nie pojawiają się wypełnione pola dotyczące kryteriów oceny ofert. Okazało się, że choć są wprowadzane do formularza na samym końcu, pojawiają się w treści ogłoszenia znacznie wcześniej i po prostu je przeoczyłem. Gdzież tu logika? Helpdesk nie zareagował, choć starczyłoby jedno zdanie. Nie udało się też autorowi systemu wprowadzić sensownego narzędzia dodawania kodów CPV – nadal trzeba każdy pojedynczo (i z odrobiną starania) wpisywać, wiązać ze słownikiem i dopiero przechodzić do kolejnego.

Nic to, kwiatków jest więcej. Najfantastyczniejszym z nich wszystkich jest informacja o złożonych ofertach, jaką należy przesłać do Prezesa UZP. Samo odkrycie, w jaki sposób ją wysłać, zajęło mi dobrą chwilę: tworzy się ją w jednym module (i generuje plik xml), a przesyła się za pośrednictwem zupełnie innego modułu (gdzie ten plik xml trzeba zaimportować). Wydawałoby się, że znane są pomysłodawcy tego systemu rozwiązania prostsze, skoro pojawiają się one w innych modułach: wypełniając ogłoszenie o zamówieniu można je wypełnić, zapisać, podejrzeć w pdf, a następnie wysłać do publikacji w BZP w jednym miejscu. I trudno mi uwierzyć, że z informacją do Prezesa UZP nie dało się identycznie.

Informacja ta to zresztą kwintesencja utrudniania życia zamawiającym. Choć w przypadku ogłoszeń system jest w stanie zaciągać dane z modułu postępowań, informacje o złożonych ofertach tego nie potrafią i trzeba wszystko od początku wypełniać ręcznie. Choć ogłoszenia da się podejrzeć w formacie pdf (i np. przekazać do weryfikacji lub akceptacji komuś, kto dostępu do systemu nie ma), informacje o złożonych ofertach takiej funkcji nie mają; nie da się też zapisać w systemie ich wersji roboczej i można je wygenerować wyłącznie w formacie xml – a zatem w praktyce, aby zapoznać się z ich treścią, trzeba mieć dostęp do systemu i wgrać do niego plik. A gdy przyjdzie do ich wypełniania, jest jeszcze gorzej, zwłaszcza gdy ofert jest więcej lub mamy części (gdy mamy tego samego wykonawcę składającego ofertę na kilka części, i tak trzeba za każdym razem wszystko wpisywać)…

Naturalnym rozwiązaniem, stosowanym w wielu systemach, jest możliwość importu danych w określonym formacie. Platforma zakupowa, z której na co dzień korzystam, ma taką możliwość zwłaszcza tam, gdzie trzeba dodać do niej dużą liczbę pozycji kosztorysowych lub właśnie wykonawców. Wystarczy wysłać do niej arkusz kalkulacyjny w odpowiednim kształcie i ona sobie go przetrawi i uzupełni dane. System sam mi daje formatkę tego arkusza, którą mogę sobie uzupełnić. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wypełnianie takiego arkusza jest znacznie łatwiejsze (choćby przez autouzupełnianie, łatwość kopiowania większych grup danych itp.). Ba, wiele informacji z innych systemów da się do różnych arkuszy wyeksportować (np. zestawienia złożonych ofert), a przekształcenie ich do wymaganego formatu zwykle jest znacznie mniej pracochłonne, niż wypełnianie rubryczek od zera. Dlaczego UZP nie pomyślał o takich rozwiązaniach?

Czekamy na moduł składania ofert. Trudno to zrobić gorzej niż obecne rozwiązanie wiążące miniportal z ePuapem. Ale fajnie byłoby, gdyby to po prostu było zrobione dobrze. Choć w materializację takiego cudu, jak choćby import danych o wykonawcy z tego modułu do modułu informacji o złożonych ofertach, trudno mi uwierzyć.

6 komentarzy do: “O e-zamówieniach

  1. ten portal to totalna porażka;
    przesyłanie informacji z otwarcia ofert poprzez import pliku xml… kto w ogóle wpadł na tak poroniony pomysł?
    niestety nawet korzystający z platform komercyjnych zmuszeni są korzystać z portalu e-zamówienia chociażby właśnie by wysłać informacje o złożonych ofertach;

    natomiast co do komentarza UZP to pod koniec roku rzecznik UZP powoływał się na to, że opóźnienie wydania wynika z nowelizacji… jak widać miało to niewiele wspólnego z prawdą

  2. dodam jeszcze, że znam już dwie osoby pracujące po stronie zamawiajacego, które z uwagi na ogromny wzrost obowiązków, które narzuca nowa ustawa na zamawiających (w tym np. przesyłanie informacji z otwarcia ofert, raportów itp.) rezygnują z pracy w zamówieniach

  3. Problemy z e-zamówieniami są wg mnie tylko następstwem kompletnej bezmyślności ustawodawcy. Chodzi o przeładowanie wymagań co do treści zawartej w dokumentach innych, niż SWZ. I przeładowanie ilości publikowanych informacji.

    Ja rozumiem, że w trybach wielostopniowych trzeba w ogłoszeniu zawrzeć wszystkie istotne informacje dla składania wniosków. Ale już dla trybu podstawowego (który będzie stanowić pewnie z 60-70% wszystkich prowadzonych postępowań) mogłoby ono ograniczać się do podstawowych informacji, stanowiących wizytówkę postępowania. I tak nikt nie składa oferty po zobaczeniu ogłoszenia – ono jest w zasadzie tylko „linkiem” do SWZ.

    A gotowe rozwiązania były już – wystarczyło popatrzeć jak wygląda ilość informacji zawartych w ogłoszeniach np. w bazie konkurencyjności (a nadal można wskazywać, że to nawet za dużo – tam wykonawcy też od razu idą w stronę załączników Zamawiającego).

    PS. Ogólnie to wszystko jest efektem także brak szacunku dla cudzej pracy – na poziomie ministerstw czy urzędów centralnych nikt nie bierze pod uwagę tego, ile czasu jest potrzebne na wypełnianie ogłoszenia o zamówieniu o te wszystkie treści (w dużej części zbędne dla wykonawców), a także na publikacje planów postępowań i ich aktualizacji (mało istotne dla wykonawców), informacji z otwarcia w bzp (zbędne dla wykonawców), ogłoszeń o wykonaniu zamówienia (takoż – zbędne dla wykonawców) itp.
    Z punktu widzenia celu regulacji te czynności są po prostu zbędne, mają wyłącznie formalne znaczenie. Nie przynoszą żadnego pożytku. Ale robi się to rękami nie pracowników ministerstw czy UZP, tylko naszymi. Więc dla MR czy UZP wszystko gra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.