O składaniu uprawnień po rozstrzygnięciu konkursu

W „normalnych” przetargach od paru lat funkcjonuje zasada, mająca na celu odciążenie biurokratyczne wykonawców: najpierw ocenia się oferty, a tylko najkorzystniejszego wzywa się do złożenia dokumentów potwierdzających brak przesłanek wykluczenia oraz spełnianie warunków udziału w postępowaniu. Jeśli wykonawca na tych papierach się wyłoży, nie stanowi żadnego systemowego problemu sięgnięcie po kolejną ofertę, drugą w rankingu. Kryteria są – przynajmniej w założeniu – ostre i możliwe jest zweryfikowanie prawidłowości ich zastosowania przez zamawiającego. Jeśli kolejna oferta spełnia wymagania, mieści się w budżecie, nie ma przeciwwskazań do sięgnięcia po nią. Czasami ten schemat postępowania wydłuża cały proces, ale generalnie rzecz biorąc przyzwyczailiśmy się wszyscy do niego i ma on jakiś sens.

Ustawodawca postanowił analogiczny mechanizm (choć w ograniczonym stopniu) wprowadzić także do konkursów. W art. 353 ust. 1 Pzp zawarł zasadę, zgodnie z którą po wyborze pracy konkursowej zamawiający wzywa autora tej pracy do złożenia dokumentów potwierdzających posiadanie odpowiednich uprawnień, jeśli uprawnienia są konieczne do wykonania samej pracy konkursowej lub przedmiotu zamówienia zlecanego w wyniku konkursu. Jeśli okaże się, że uprawnień brak (mało prawdopodobna sytuacja, ale jednak możliwa) – art. 353 ust. 2 stanowi, że ten uczestnik nagrody nie dostaje.

Ale na tym konsekwencje się nie kończą. Bo przecież pojawia się fundamentalne pytanie: co dalej z konkursem? Konkurs nie jest postępowaniem przetargowym, tu nie musi być zwycięzcy. Przecież zdarza się, że żadna z prac nie zadowala sądu konkursowego i żaden z autorów nie otrzymuje głównej nagrody. I gdybyśmy chcieli zastosować mechanizm podobny jak w przetargu – nie ma uprawnień, więc sięgam po kolejnego – tu nie ma automatyzmu. Bo przecież praca z drugiego miejsca wcale nie musiała być na tyle zadowalająca, aby na jej podstawie realizować przedmiot zamówienia. Decyzja w tym zakresie musiałaby nastąpić po identyfikacji autorów prac konkursowych (która następuje po wyborze pracy konkursowej). A anonimowość jest jedną z naczelnych zasad postępowań konkursowych.

Ja poniekąd rozumiem, skąd ten przepis mógł wynikać. Zapewne źródłem jest konieczność – niekiedy – potwierdzania uprawnień zagranicznych w polskich izbach. Wymaganie zrobienia tego przed rozstrzygnięciem konkursu, w sytuacji, w której szansa na wybór pracy konkursowej takiego wykonawcy jest statystycznie niewielka, faktycznie może stanowić barierę do udziału w takim postępowaniu. Jednak przepis ten spowodował, że stanęliśmy między młotem a kowadłem. I możemy liczyć tylko na to, że autor pracy konkursowej formalności dopełni. Inaczej nie widzę szans na kontynuowanie konkursu.

No, chyba że sąd konkursowy napisze w swoim rozstrzygnięciu przy drugiej pracy (odpowiednio być może przy trzeciej lub dalszych), że – nadaje się do przyznania głównej nagrody, jeśli autor najwyżej ocenionej pracy nie dopełni formalności wynikających z art. 353 ust. 1 Pzp. To zresztą mogłoby przydać się w innych sytuacjach – także gdy nie powiodą się negocjacje z takim wykonawcą i nie zostanie podpisana umowa o zamówienie publiczne albo gdy ktoś skutecznie skorzysta ze środków ochrony prawnej (no, przynajmniej w niektórych sytuacjach). Bo unieważnienie konkursu i powtórzenie go od nowa też jest rozwiązaniem dalekim od ideału – o czym pisałem w „szponach” pięć lat temu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.