O przetargu (nie)ograniczonym

Zastanawiałem się, czy nie napisać dzisiaj o platformie e-Zamówienia. Bo wygląda na to, że dostaliśmy produkt, który nie przeszedł porządnego testowania. Funkcjonalności jest w nim niewiele, ale i te co są (i które udało mi się przetestować, bo nie robiłem wszystkiego), pozostawiają nieco do życzenia. Ale cóż, dajmy autorom czas. Na pochwałę zasługuje fakt, że przynajmniej pomoc techniczna szybko reaguje naprawiając indywidualne problemy związane z niewłaściwym działaniem (przynajmniej w tym jednym przypadku, w którym dane mi było być ofiarą naprawiania tych problemów).

Skoro jednak daję czas platformie e-Zamówienia, będzie znowu o nowej ustawie. Tym razem o trybie przetargu ograniczonego, a raczej o pewnej jego szczególnej formie. Tryb przetargu ograniczonego, do jakiego się przyzwyczailiśmy, polega na tym, że zamawiający publikuje ogłoszenie o zamówieniu, w odpowiedzi na które wykonawcy składają wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu. Zamawiający ocenia, czy wykonawcy nie podlegają wykluczeniu w postępowaniu i spełniają warunki udziału w postępowaniu, a jeśli jest ich więcej niż chciał zaprosić do składania ofert, wybiera najlepszych na podstawie kryteriów selekcji. I ci wybrani mają szansę złożenia oferty.

Zasady przetargu ograniczonego w nowej ustawie pozostały w zasadzie takie same, ale pojawiła się dodatkowa opcja, z której zamawiający mogą skorzystać. Z art. 142 ust. 2 pkt 3 i art. 148 nowego Pzp wynika, że zamawiający wcale nie musi obecnie ograniczać liczby wykonawców zaproszonych do składania ofert ani – co naturalne w takich przypadkach – stosować kryteriów selekcji. Nie ma krótkiej listy. Można przeprowadzić postępowanie w taki sposób, że każdy, kto złoży wniosek niepodlegający odrzuceniu (niezależnie od tego ile by tych wniosków nie było) zostanie zaproszony do składania ofert.

Co zatem dostajemy, jeśli zamawiający taką ścieżką pójdzie? Cóż, dostajemy przetarg nieograniczony w starym wydaniu, z jedną drobną zmianą: dokumenty podmiotowe mogą być przed złożeniem oferty. Jest to przetarg nieograniczony w starym wydaniu, bo podobnie jak przed laty, zamawiający nie ogranicza się ze sprawdzaniem, czy wykonawcy nie podlegają wykluczeniu i spełniają warunki udziału w postępowaniu do tego wykonawcy, którego ocenia najwyżej, ale może zrobić to w odniesieniu do wszystkich. Ocenić oferty może później.

Myślę, że będziemy mieli do czynienia z procedurą, która nie będzie zbyt popularna. W porównaniu z przetargiem nieograniczonym będzie procedurą dłuższą, bardziej skomplikowaną i wymagającą większej liczby pracy. Nie będzie też miała żadnych walorów w porównaniu z przetargu ograniczonym. Bo pamiętajmy, że jedną z głównych zalet tego trybu zawsze była możliwość ograniczenia liczby wykonawców zaproszonych do składania ofert do tych, którzy są najlepiej do tego przygotowani. Jeśli z tego zrezygnujemy, nie pozostanie nam nic, co zachęciłoby nas do takiego postępowania.

Swoją drogą, intrygujący jest też art. 142 ust. 2 pkt 2 nowego Pzp, zgodnie z którym w SWZ dla przetargu ograniczonego zamawiający podaje, na jakim etapie wykonawcy mają przedstawiać środki dowodowe. Postępowanie, w którym na etapie badania wniosków zamawiający nie widzi tychże podmiotowych środków dowodowych, zwykle stanowi śmiertelne ryzyko dla postępowania. Nowa formuła jest jedyną, w której można zbadać tylko najkorzystniejszego po złożeniu oferty i niczym to nie grozi. Ale z drugiej strony – to powoduje, że wybór trybu przetargu ograniczonego w takiej postaci jeszcze bardziej traci sens.

Ps. Skoro w przepisach rewolucja, myślałem też o rewolucji w szacie graficznej strony. Ale czas to ostatnio towar mocno deficytowy, skończyło się zatem na nostalgicznej tapecie, pokazującej to, co – miejmy nadzieję – już za moment będzie zapomnianą przeszłością zamówieniowców. Choć przyznaję, sfotografowana zawartość szafy akurat dokumentów zamówieniowych zawierała niewiele. I nie była to moja szafa ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.