O omijaniu progu 60%

Art. 91 ust. 2a ma cel, którego omijanie stało się poniekąd sportem narodowym. Sam niejednokrotnie pisałem tutaj, że jest to jedna z najgłupszych regulacji w ustawie. Nie dlatego, że chodzi o zmuszanie zamawiających do kryteriów oceny ofert innych niż cena, ale z powodu sposobu, w jaki to jest zrobione – choć w zamiarze chodziło o stawianie na jakość, nigdzie to z przepisu nie wynika, a maksymalny próg 60% dla kryterium ceny jest absurdalny, bo cóż ma zrobić zamawiacz, gdy chce oceniać jakość, ale wartość tej jakości nijak się ma do 40%, które powinna wypełnić? Efekt jest prosty: głupi przepis wywołuje patologiczne praktyki na rynku. I nadal będzie, bo choć w nowej ustawie przepis nieco się zmienił, to nie co do sedna sprawy (art. 246).

Omijanie tej reguły można było przewidzieć już w momencie, gdy tylko pomysł takiej regulacji się pojawił. I dziś sporo się o tym pisze. Normą na rynku są przetargi, w których mamy kryteria dotyczące przedłużania gwarancji jakości i skracania terminu realizacji o wadze po 20, albo i 40%. Co czyni te kryteria kryteriami całkowicie pozornymi – każdy przedłuży gwarancję lub skróci termin, jeśli bez tego nie wygra przetargu. Oczywiście, nie jest tak, że te kryteria są z gruntu złe. Czasami warto je postawić, czasami warto też im dać wysoką wagę w kryteriach. Problem w tym, że waga powinna wynikać z analizy wartości tego, co się w kryterium chce uzyskać, a w praktyce zdarza się to nader rzadko.

Bywają jednak zamawiający, którzy świadomie albo nieświadomie sięgają po inne rozwiązania, które powodują, że przepis w praktyce jest omijany. Weźmy na przykład kryterium gwarancji o wadze 40%, w którym można dostać punkty proporcjonalnie do długości gwarancji. Na przykład zamawiający wymaga minimum 3 lat gwarancji, ale dopuszcza zaoferowanie jeszcze 2 lat więcej. Jeśli kryterium oceny ofert skonstruuje w sposób: gwarancja oferowana / gwarancja maksymalna lub gwarancja oferowana / 5 lat, okaże się że faktyczny zakres punktacji w tym kryterium to maksymalnie 16%, a nie 40%. Bo każdy wykonawca, który w ofercie zaoferuje minimum (owe 3 lata), dostanie co najmniej 24% punktów. To oznacza, że faktyczne wagi kryterium wynoszą nie: cena 60 – gwarancja 40, ale cena 79 – gwarancja 21. Wszystko przez to, że maksymalna punktacja, która może zróżnicować wykonawców to 76 punktów, reszta jest stała niezależnie od wykonawcy.

Niedawno dostałem w ręce specyfikację, w której zamawiający obszedł przepisy ustawy jeszcze bardziej oryginalnie. Otóż Minister Finansów ogłosił przetarg, w którym podał wagi kryteriów oceny ofert: cena – 60%, czas naprawy 1 – 30% i czas naprawy 2 – 10%. Podał nawet wzór, zgodnie z którym sumaryczna ocena ofert będzie sporządzona zgodnie ze wzorem: punkty w kryterium ceny x 60% + punkty w kryterium czasu naprawy 1 x 30% + punkty w kryterium czasu naprawy 2 x 10%. Tymczasem we wzorze na punkty w kryterium ceny oferta mogła dostać maksymalnie 100 punktów, a w czasie naprawy 1 i 2 – odpowiednio 30 i 10 punktów. Jaki efekt? Otóż w praktyce maksymalna ocena w poszczególnych kryteriach wynosiła 60 punktów dla ceny (100 punktów x 60%) oraz 9 i 1 punkt dla odpowiednio obu czasów naprawy (bo przecież 30 punktów x 30% i 10 punktów x 10%). Jaka zatem w praktyce była waga kryterium ceny? Nie 60%, jak deklarował zamawiający, ale ponad 85%.

Oczywiście, można uznać, że obchodząc przepisy w ten sposób zamawiający działa racjonalnie – zmniejsza faktyczną wagę kryteriów niecenowych do poziomu, który być może odpowiada faktycznemu znaczeniu oferowanego bonusu. Ja wiem, że w takich warunkach trudno czasami działać racjonalnie, ale rozwiązaniem nie może być łamanie wprost przepisu. A w drugim przypadku na dodatek robienie wody z mózgu wykonawcom sprzecznymi informacjami.

Ps. Żeby nie było, że ja tu tylko jestem na nie, oto próba pozytywnej odpowiedzi na potrzebę racjonalnego przepisu. Dlaczegóż on nie miałby brzmieć tak: „1. Jeśli w opisie przedmiotu zamówienia nie określono wszystkich istotnych wymagań jakościowych w stosunku do głównych elementów przedmiotu zamówienia, zamawiający stosuje w tym zakresie i w odpowiedniej wadze kryteria jakościowe. 2. Jeśli opis przedmiotu zamówienia sporządzono w sposób, który umożliwia pojawienie się istotnych różnic w koszcie cyklu życia po nabyciu przedmiotu zamówienia, zamawiający stosuje zamiast kryterium ceny kryterium kosztu cyklu życia”. Oczywiście, pewnie da się to sformułować ładniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.