O wybieraniu agencji ratingowej

Agencja ratingowa to taka instytucja (a w zasadzie firma, jak każda inna), która bada stan finansów instytucji, przedsiębiorstw, samorządów czy krajów, a następnie wydaje swoją opinię na ten temat. Finalnym elementem opinii jest ocena, jak w szkole. I wiele innych instytucji zainteresowanych szybką oceną stanu finansów tychże podmiotów bardzo te oceny lubi. Po pierwsze dlatego, że mają mniej pracy (ktoś za nich tę pracę wykonał), a po drugie ponieważ system ocen jest prosty, łatwo jest też porównywać ze sobą oceniane instytucje.

Agencję taką założyć i prowadzić może każdy, ale tak to jest na tym rynku, że trzeba pozyskać zaufanie jego uczestników. Ocena wystawiona przez agencję, która takim zaufaniem powszechnie nie dysponuje, jest w gruncie rzeczy nic nie warta. Gdy pójdę do banku po duży kredyt i pokażę taką ocenę, nie ułatwi to wcale bankowi życia. Bo nie ufają, albo nie znają… Tak czy owak skończy się na tym, że do niczego ten papierek mi się nie przyda. Przydałby się, gdyby wystawiła go agencja na rynku szanowana i uznawana za wiarygodną. A agencji, do których cały świat ma zaufanie, na świecie mamy trzy: Fitch, Moody’s i Standard & Poor’s. Kontrolują ponad 90% rynku i jeśli ktoś chce na rynku międzynarodowym działać, musi mieć ocenę jednej z nich (a niektórzy mają nawet wszystkich trzech).

Ceny usług „wielkiej trójki” nie są niskie. Nietrudno tutaj wskoczyć w próg, od którego obowiązuje ustawa. I co wtedy? Jeśli zostanie ogłoszony przetarg nieograniczony, może się zgłosić agencja, której ocena na nic zamawiającemu się nie przyda. Zamówienia z wolnej ręki ogłosić się nie da, bo na rynku jest konkurencja. Ba, nawet gdyby w przypadku negocjacji bez ogłoszenia była przesłanka analogiczna do zamówienia z wolnej ręki udzielanego w sytuacji, gdy na rynku jest tylko jeden wykonawca – tylko przewidująca, że jest ich dwóch lub trzech, a zamawiający wszystkich do negocjacji zaprosi – też byłby problem, bo agencji jako takich jest przecież więcej. Tylko nie tych, o których zamawiającemu chodzi. Zresztą, takiej przesłanki niestety nie ma. A do zapytania o cenę niestety przypadek się nie kwalifikuje, a na dodatek 3 to mniej niż wymagane 5 (a poza tym zapytania o cenę zaraz przecież nie będzie).

A zatem wracamy do punktu wyjścia. Jedynym rozwiązaniem jest któryś z trybów konkurencyjnych, poprzedzonych ogłoszeniem. Złożyć ofertę może każdy, ale zamawiającego z góry interesuje tylko trzech wykonawców. Nie może jednak napisać w przetargu, że przyjmie ofertę tylko od tych trzech. Cóż byłoby bowiem z równym traktowaniem i uczciwą konkurencją? Tak jawnie zdeptane? Cóż, rzadko patrzę w tym kierunku, ale jeśli zamawiający obiektywnie potrzebuje oceny jednej z tych trzech agencji (a potrzebuje, jeśli chce wielkich kredytów lub gwarancji), nie ma innego wyjścia, jak zdeptać w białych rękawiczkach i postawić warunki udziału w postępowaniu na poziomie spełnianym tylko przez tych trzech. Ale jednocześnie proporcjonalnym to przedmiotu zamówienia. W przypadku dużych zamawiających jest prościej – jeśli postawią warunek w wykonywaniu ratingów dużych zamawiających, sito będzie nie do przejścia dla innych firm. Mniejsi… cóż, mniejsi rzadko będą potrzebować oceny renomowanej agencji.

W pewnym stopniu takie działanie usprawiedliwia sam ustawodawca. W art. 31zzh (jak ja lubię tę numerację) ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych wskazuje: musisz mieć zabezpieczenie jakichś tajemniczych depozytów zabezpieczających. Ale jak masz długoterminowy rating kredytowy Fitcha lub S&P’s na poziomie przynajmniej BBB-, lub Moody’s na poziomie Baa3 – zabezpieczenia nie musisz nam dawać. Masz rating jakiejś innej agencji, Euroratingu albo INC – nic ci nie da. Podobnie – w znacznie wcześniej wprowadzonym rozporządzeniu w sprawie zabezpieczenia finansowego wnoszonego przez dostawców mocy oraz uczestników aukcji wstępnych. Masz odpowiedni rating jednej z tych trzech wielkich agencji – jest wspaniale. Nie masz – czytasz resztę rozporządzenia i męczysz się z zabezpieczeniem.

Oczywiście, te akty nie zamykają furtki przed podmiotami bez odpowiedniego ratingu, a jedynie utrudniają im życie. Nie można więc tego porównać z przetargiem. Ale takie przykłady jak ten pokazują, że wymaganie usług tych trzech firm nie jest nadużyciem tylko czasami właśnie uzasadnioną potrzebą. Bo posiadanie przez miasto ratingu odpowiedniej instytucji może znacząco wpłynąć na warunki kredytowania jej działalności. I dlatego czasami białe rękawiczki mogą być uzasadnione…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.