O weryfikowalności kryteriów

W dość szeroko rozumianym ostatnim czasie kilka razy zetknąłem się z opinią, że kryteria okresu gwarancji lub terminu wykonania zamówienia nie powinny być stosowane w zamówieniach publicznych, ponieważ są nieweryfikowalne. Jednocześnie kilka razy zetknąłem się z pytaniem, czy jeśli zamawiający stawia kryterium dotyczące doświadczenia personelu, to powinien żądać na potwierdzenie tego doświadczenia jakichś dokumentów, czy wystarczy mu liczba „doświadczeń” wpisana przez wykonawcę do formularza oferty. Jedna i druga kwestia obraca się wokół art. 91 ust. 2d obecnej ustawy Pzp, który stanowi, że kryteria należy określić w sposób „umożliwiający sprawdzenie informacji przedstawianych przez wykonawców”. W nowej ustawie Pzp też odpowiedni przepis mamy (art. 240 ust. 2) – jego treść jest podobna, choć ubrana w nieco bardziej obfite słowa (kryteria „umożliwiają weryfikację … poziomu oferowanego wykonania przedmiotu zamówienia na podstawie informacji przedstawionych w ofertach”).

Odpowiedź na pytanie z drugiej przedstawionej wyżej kwestii jest więc prosta: jeśli stosuję kryterium typu doświadczenie osób odpowiedzialnych za wykonanie zamówienia wpisanie samej liczby „doświadczeń” do oferty to nieco mało, a sprawę załatwi wykaz osób z wykazem takiego doświadczenia. Podobnie będzie z weryfikacją niektórych parametrów jakościowych, które ma mieć sprzęt – można je sprawdzić w kartach katalogowych, wynikach badań jakościowych czy innych tego typu dokumentach. OK, ale to przypadki stosunkowo proste. Bo pierwsza kwestia jest już nieco trudniejsza – wszak dla kryteriów okresu gwarancji lub terminu wykonania trudno przedstawić inne dowody niż deklarację zawartą w ofercie. O tym, czy wykonawca wykona zadanie w deklarowanym terminie albo czy będzie wykonywał obowiązki gwarancyjne przez obiecany okres, zamawiający przekona się dopiero w praniu. Nie ma zatem dobrego narzędzia weryfikacji takich elementów na etapie oferty.

No dobra, czasami takie narzędzie się znajdzie. Dla terminu wykonania – można zażądać harmonogramu i na jego podstawie zbadać, czy deklaracja z oferty jest możliwa do dotrzymania. Dla gwarancji – można na przykład żądać umów czy deklaracji od producentów sprzętu dostarczanego w ramach zamówienia, że z kolei oni będą wspierać w tym zakresie wykonawcę. Ale po pierwsze, to nie uchroni zamawiającego przed brakiem chęci wykonawcy – harmonogram może być idealny, a wykonawca i tak może go nie realizować, nikt też nie zagwarantuje, że producenci dotrzymają swoich zobowiązań, albo że wykonawca w ogóle będzie chciał sobie głowę gwarancją zawracać. A na dodatek w przypadku wielu zamówień byłaby to naprawdę zbędna papierologia (badanie harmonogramu może być sensowne tam, gdzie wykonanie przedmiotu jest skomplikowane, ale w zdecydowanej większości zamówień już nie; papierki od producentów też rzadko załatwią problem). W przypadku większości zamówień wracamy zatem do punktu wyjścia.

Mamy do czynienia z deklaracją czegoś, co się stanie w przyszłości. A weryfikowalność obietnic zawsze jest problematyczna. I skoro trudno na etapie oceny ofert takiej weryfikacji dokonać, zamawiający sięgają po inne narzędzia, które zapewniają dokładnie ten sam efekt. Wykonawca deklaruje określony termin – OK, zostaje wpisany do umowy, a obok niego znajduje się zapis, że jeśli nie będzie dotrzymany, to będzie kęsim. Z gwarancją i bardzo wielu innymi tego typu kryteriami – dokładnie tak samo. Dotrzymanie odpowiedniego zobowiązania gwarantują odpowiednie sankcje przewidziane w warunkach umowy. Oczywiście, jeśli są zapisane z głową. Daleki jestem zatem od tego, aby traktować takie kryteria jako niedopuszczalne, ponieważ są oparte wyłącznie na deklaracjach, a nie dowodach. Najlepsze jest to, że cena, stanowiąca wszak w zamówieniach kluczowy element oceny ofert, też jest deklaracją. I też może się zdarzyć, że wykonawca zrobi swoje, a potem wystawi fakturą na dwa razy większą kwotę…

Ba, wracając do wspomnianego wcześniej doświadczenia ludzi – zamawiający może zbadać, czy ludzie wskazani w ofercie mają takie doświadczenie, albo czy dany sprzęt spełnia odpowiedni parametr jakościowy, ale takie badanie nie zapobiegnie sytuacji, w której wykonawca wyśle po prostu innego człowieka albo nie taki sprzęt. I znowu – kluczowe są tutaj zapisy umowy, zgodnie z którymi człowieka można zastąpić tylko na innego, który jest równie dobry, bo jeśli nie, to w ogóle nie chcemy.

Wydaje mi się, że ten przepis, tak jak każdy inny, musimy po prostu stosować z głową. Skandalem jest, jeśli zamawiający stawia kryterium, ale nie chce go zweryfikować ani na etapie składania ofert, ani nie zabezpiecza się w żaden sposób w umowie. Tam, gdzie coś da się sprawdzić na etapie oceny ofert – to powinno być sprawdzone. Jednak deklaracje dotyczące sposobu wykonania zamówienia w przyszłości (jakich przecież mnóstwo, bo na szereg innych wymagań zamawiającego wykonawca odpowiada: „tak, obiecuję”), których w taki sposób zbadać nie można – cóż, jeśli mają sens, należy je stosować, ale trzeba o nich pamiętać konstruując umowę.

Ps. Zupełnie inną sprawą jest nadużywanie opisanych powyżej przykładowych kryteriów deklaratoryjnych. Okres gwarancji jeszcze w wielu przypadkach jestem w stanie zrozumieć, ale termin realizacji powinien pojawiać się tylko w takich sytuacjach, gdy jego skrócenie naprawdę ma sens i robi różnicę. Mam wrażenie, że takie przypadki są naprawdę wyjątkowe, tymczasem kryterium jest stosowane pewnie w ponad połowie postępowań*. I jeśli miałbym się czepiać takiego kryterium, to nie dlatego, że nie da się go zweryfikować, ale zazwyczaj tego, że jest kryterium bez sensu lub co najmniej jego waga jest znacząco przeszacowana…

*) Zgodnie ze sprawozdaniem z funkcjonowania systemu zamówień publicznych, które wpadło mi w ręce dziś rano, jednak mniej niż połowa: 38% powyżej progów unijnych i 30% poniżej. Ale to i tak bardzo dużo.

7 komentarzy do: “O weryfikowalności kryteriów

  1. Idąc takim tokiem myślenia trochę dalej, deklaracje wykonawców zawsze mogłyby być podważane, nawet jeśli nie stanowią kryterium oceny, tylko zwykłą akceptacja warunków siwz, tj. potwierdzenie zgodności oferty z SIWZ. Dlatego taka interpretacja moim zdaniem byłaby paraliżująca.
    Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że w 99% przypadków, w szczególności w przetargach na roboty budowlane, pozacenowe kryteria są pozorne i pełnią funkcję formalną. Rzadko kiedy zdarza się bowiem, by cena nie była decydująca.
    Wymóg ustawowy niewiele zmienił w kontekście podniesienia jakości realizowanych zamówień, a taki chyba był cel. Jeśli zamawiający ma potrzebę szybkiej realizacji zamówienia, to takie warunki po prostu określi w dokumentacji. Podobnie z gwarancją itd. Pozacenowe kryteria najczęściej wiążą się po prostu z obniżeniem wymagań podstawowych.
    Dochodzimy także do kwestii, czy rzetelnie sporządzona dokumentacja projektowa w wystarczający sposób określa standardy jakościowe przedmiotu zamówienia i umożliwia uwzględnienie ceny jako jedynego kryterium. Widuję bowiem zamówienia na roboty, dla których cena stanowi jedyne kryterium (taki najprawdopodobniej brak pozorów).

    • Zgoda :) Moim zdaniem (i to mówię od dawna) problem z jakością zamówień publicznych nie bierze się z braku jakości w kryteriach oceny ofert, ale w braku jakości w przygotowaniu postępowania, a następnie w braku jakości w nadzorze nad realizacją zamówienia. Tylko taką jakość trudniej ustawowo nakazać ;)

      • Jakość warunkowana jest czasem, jaki można poświecić na przygotowanie postępowania, kulturą współpracy w trakcie tworzenia dokumentacji przetargowej ludzi, którzy uczestniczą w tym procesie, a w zamówieniach wiadomo jak jest, nieustanne naciski byle było coś zrobione szybciej, byle było coś najtaniej, bo wiadomo, mały budżet i takie tam, i to w dodatku za wynagrodzenie, które nie rekompensuje w żadnym stopniu stresu i wiedzy, jaką trzeba posiadać w zakresie zamówień.

  2. Też jestem zamawiającym i powiem szczerze, że ustawodawca zamiast ułatwiać Nam pracę to za każdym razem przy kolejnej „noweli” Pzp utrudnia ją i komplikuje. Dlaczego ustawa Pzp nie może być prosta, łatwa i przyjemna. Dlaczego nie może mieć 30 artykułów tylko 623?! I potem dochodzi do sytuacji, że każdy inaczej interpretuje przepisy, a kontrolerzy mają pożywkę. Obecnie obserwuję temat zamówień bagatelnych z nowej ustawy Pzp i sposobu ustalenia wartości jednorazowego zakupu. I jak zwykle są dwa obozy: ci co uważają że wartością jest ten jeden dokonywany zakup oraz ci co uważają że wartość trzeba odnieść sumarycznie tak jak to się robi do zwykłych zamówień. I co teraz ma zrobić zamawiający? wybrać bezpieczną drogę czy drogę odważnych?
    A co do kryteriów oceny ofert….. prof. R.Szostak zawsze na swoich szkoleniach podkreśla, że kryteria mają być wyliczane. Czyli liczymy ile ważą wszystkie możliwe kryteria poza cenowe i to co zostaje stanowi wagę dla ceny. I wtedy żadna kontrola nas nie ruszy. Ciekawa jestem ilu zamawiających rzeczywiście dokonuje wyliczeń dla poza cenowych kryteriów oceny ofert (ze swojej strony dodam, że u mnie nie) :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.