O „usterkowym” odbiorze robót

Będzie dziś o odbiorach. Tak się złożyło, że pojawienie się tego tematu na szczycie kolejki czekającej na opisanie w „szponach” zbiegło się w czasie z pochłonięciem mnie na dobrych parę dni przez rzeczywistość remontową. A w ramach tej rzeczywistości także temat odbiorów wypłynął. Jeśli bowiem wykonawca zapomni o zabezpieczeniu miejsca pracy, to musi liczyć się z tym, że potem przyjdzie żon$#^inwestor i zwróci uwagę, że zachlapane gruntem okna są niezwykle trudne do doczyszczenia. Ostatecznie jednak strony dojdą do porozumienia, że sprawa jest stosunkowo nieistotna (choć doświadczenie związane z usuwaniem tej usterki nakazuje ostrożniej podejść do takiej kwalifikacji :)).

A inspiracją do tematu jest tekst Jolanty Lorenc-Borkowskiej z jednego z ostatnich numerów kwartalnika „PZP” na temat znaczenia prawnego odbioru przedmiotu zamówienia publicznego (niekoniecznie robót budowlanych). Tekst ciekawy, wart przeczytania, ale jedno zdanie w nim zawarte wzbudziło we mnie głęboki sprzeciw. Autorka bowiem napisała: „Warunkowy odbiór przedmiotu zamówienia, z zastrzeżeniem późniejszego usunięcia ewentualnych wad jawnych lub braków ilościowych, jako sprzecznych z umową, jest wykluczony w zamówieniach publicznych, w imię obowiązku dochodzenia roszczeń i urzędowej kontroli podstaw zapłaty”.

Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego odbiór warunkowy miałby się kłócić z obowiązkiem dochodzenia roszczeń i co to ma wspólnego z urzędową kontrolą podstaw zapłaty. Jeśli wrócę do moich nieszczęsnych prac remontowych i zachlapanych okien (uznajmy jednak to zachlapanie za nieistotne), to będę miał doskonały przykład na coś, co jest codziennością w robotach budowlanych. Myślę, że nie pomylę się znacząco, jeśli stwierdzę, że roboty, w wyniku których zamawiający dostaje ideał, są rzadkie niczym jednorożce. Ale w zamówieniach publicznych, jeśli spojrzy się na protokoły odbiorów, można mieć wrażenie, że jest przeciwnie: w 90% przypadków wszystko jest zrobione w terminie i idealnie. Papier jednak pokrywa nieco smutniejszą rzeczywistość – owszem, protokół podpisany, ale pierdoły jeszcze zostają do zrobienia. Pierdoły, które nie mają większego znaczenia, i z powodu których po prostu głupio wstrzymywać płatność. Ot, takie domycie okien.

Owszem, nawet niedomyte okna będą usterką, a każda usterka z definicji będzie niezgodnością z umową (bo pewnie w jakimś stwiorze jest wzmianka o tym, żeby nie brudzić, żeby sprzątać i takie tam). Czemu ma być komukolwiek głupio? Czy nie prościej przewidzieć w umowie taką możliwość? Czy nie prościej napisać o tym, że drobne usterki nie wstrzymują odbioru, a jedynie wyznacza się termin na ich usunięcie? Ewentualnie jakieś kary do tego, żeby zamawiający był absolutnie spokojny? Albo podzielenie płatności? Dlaczego w zamówieniach publicznych miałoby to być niedozwolone? Ja nie widzę żadnych przeciwwskazań. Nie powoduje to, że nie można dochodzić roszczeń, nie ma też nic wspólnego z urzędową kontrolą podstaw zapłaty.

Kilka razy zresztą już w „szponach” (m.in. trzy lata temu i dwa lata temu) namawiałem zamawiających do stosowania takiego rozwiązania. I tak większość z nich zamiata takie sprawy pod dywan i ryzykuje w takiej sytuacji kłopoty. Po co?

Ps. Z autorką nie zgodziłbym się jeszcze w dwóch kwestiach: co do stwierdzenia, że zamawiający publiczny nie może zrezygnować lub ograniczyć swoich praw z rękojmi (naprawdę nie widzę żadnych podstaw, a niekiedy być może będzie miało to sens – na przykład jeśli zamawiający trafi na rynek, na którym nikt na kodeksowe warunki się nie zgadza) oraz co do kwestionowania praktyki odbiorów po upływie okresu rękojmi lub gwarancji – to jest rozwiązanie, które nie bez powodu jest używane na co dzień w obrocie (wystarczy zajrzeć do FIDICa). Ale to temat na inny tekst.

A jakikolwiek inny tekst – nie wcześniej niż na przełomie lipca i sierpnia. Cierpienia remontowe poprzedziły zasłużony urlop i coroczną kilkutygodniową przerwę w poniedziałkowej regularności szponów :)

1 komentarz do: “O „usterkowym” odbiorze robót

  1. Zgadzam się z tobą. Autorka komentowanego artykułu zapomniała o tym, że w Polsce źródłami prawa są (m.in.) ustawy i rozporządzenia. A te, które znam, nie wprowadzają w pzp żadnej innej zasady dotyczącej odbioru przedmiotu umowy, niż te, które wynikają z przepisów prawa materialnego regulujących zobowiązania, głównie k.c. (np. art. 643, 654 itp.). A to oznacza, że zgodnie z art. 14 ust. 1 pzp, to właśnie przepisy k.c. co do zasady regulują stosunki zobowiązaniowe, a nie jakieś wymyślone zasady „urzędowej kontroli podstaw zapłaty”.

    Mam wrażenie, że autorka na ten temat nie ma w ogóle spojrzenia praktycznego. A w praktyce zapisy umowy o tym, że odbiór może być jedynie bezusterkowy, odmawianie odbioru z powodu nieistotnych, drobnych wad (choćby licznych), naliczanie z takiego powodu kar za zwłokę w wykonaniu zamówienia, to problemy zarówno dla Zamawiających, jak i dla Wykonawców. Problemy, dodajmy, zupełnie niepotrzebne, gdyby można było odbioru dokonać, przyjąć fakturę i czekać spokojnie na usunięcie wad. Co z reguły następuje zanim upłynie termin zapłaty, więc nie ma tutaj najczęściej żadnego konfliktu z zasadą „urzędowej kontroli podstaw zapłaty”. A nawet jeśli, to Zamawiający z reguły ma jeszcze w zanadrzu zabezpieczenie należytego wykonania umowy, kary umowne (np. za zwłokę w usuwaniu wad), uprawnienia z rękojmi, jak prawo do obniżenia ceny itp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.