O warunkach wypłaty kwoty z gwarancji

Pisałem dzisiaj artykuł o bolączkach związanych z pisemną i elektroniczną formą gwarancji w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego. Przy tej okazji przypomniał mi się tekst ze „szponów” sprzed paru miesięcy, w którym wskazywałem, że pewien zwyczaj z czasów wystawiania gwarancji na piśmie (nie żeby nadal nie można było ich tak wystawiać) bywa zgubny, gdy gwarancja jest elektroniczna. Bo jeśli będzie w niej napisane, że zwrot oryginału powoduje wygaśnięcie gwarancji, a oryginałów może być bez liku, to jest klops czyli konieczność odrzucenia oferty w ten sposób zabezpieczonej.

Jednak oprócz tego typu istotnych zapisów zdarzają się też w gwarancjach i takie, które mają znaczenie czysto technicznie. Nie to, żeby były nieistotne, o nie. Jednak ich rolą jest zabezpieczenie wszystkich stron tej gwarancji, że nie dojdzie do wypłaty środków podmiotowi, który jest do tego nieuprawniony. Jak pisałem w „szponach” sześć lat temu: Gwarant nie mówi tutaj: „zastanowię się, czy zapłacić”, ale jedynie: „sprawdzę, czy to na pewno ty”. Chodzi bowiem o te zapisy, w których gwaranci wymagają, aby żądaniu zapłaty towarzyszyło potwierdzenie tożsamości osób, które je podpisują. Czyli na przykład, aby gwarancję przekazano za pośrednictwem banku prowadzącego rachunek zamawiającego, albo aby potwierdził to notariusz… Wariacji jest sporo.

Jednak w dzisiejszych czasach coraz więcej spraw załatwiamy elektronicznie. Kwalifikowane podpisy elektroniczne, przesyłanie ofert i dokumentów środkami komunikacji elektronicznej, wreszcie wystawianie w takiej postaci gwarancji wadialnych to elementy naszego codziennego przetargowego życia. Te ostatnie są tu zresztą bardzo wymowne – banki i ubezpieczyciele same wystawiają gwarancje wadialne czy stanowiące zabezpieczenie należytego wykonania umowy właśnie w takiej elektronicznej formie. To świetny przykład, można na papierze, można i elektronicznie.

Dokładnie tak samo (i to od paru lat, tylko życie dopiero teraz nam to uświadamia) jest z żądaniem wypłaty kwoty gwarantowanej. Zamawiający może złożyć takie żądanie w formie papierowej, z własnoręcznymi podpisami, i wtedy opisane powyżej zabezpieczenia mamy uzasadnione. Niech ktoś w banku zamawiającego rzuci okiem, czy podpisy są zgodne z kartami wzorów podpisów, jakie tam mają (choć przecież coraz rzadziej z nich korzysta – mało kto już chodzi z papierowym przelewem do banku, skoro akurat w kwestii bankowości elektronicznej jesteśmy zdaje się w światowej czołówce).

Ale jeśli żądanie wypłaty jest sporządzone w formie elektronicznej właśnie? Opatrzone kwalifikowanymi podpisami elektronicznymi przedstawicieli zamawiającego? Po co wówczas pośrednictwo banku? Po co wówczas jakiś notariusz? Weryfikacja tożsamości osób podpisujących takie żądanie może być w sposób całkowicie satysfakcjonujący przeprowadzona przez samego gwaranta. Wystarczy odpowiedni programik, który pokaże szczegóły podpisu. A ma to wszystko tym większe znaczenie w przypadku wadium, którego przesłanka zatrzymania ziściła się na sam koniec jego ważności i naprawdę nie ma czasu na dodatkowe zabawy z instytucjami trzecimi (to zresztą odwieczna bolączka wadium w postaci gwarancji).

Może więc warto, aby w przypadku gwarancji wystawianych przez banki i ubezpieczyciele (niezależnie od ich formy, bo przecież forma wystawienia nie ma żadnego związku z formą żądania zapłaty kwoty z tej gwarancji) mający zwyczaj stawiania takich obostrzeń, dopuścili odstąpienie od nich, jeśli mamy żądanie sporządzone elektronicznie i podpisane kwalifikowanym podpisem? A oprócz miejsca dostarczenia w postaci siedziby gwaranta wskazali też jako alternatywę miejsce składania oświadczeń elektronicznych (z natury rzeczy nie fizyczne, ale cyfrowe)?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.