Znowu (i mam nadzieję, że ostatni raz) o tablicy ogłoszeń

Dziś będzie krótko. Dopadła mnie złośliwość przedmiotów martwych, która wycięła z życiorysu przynajmniej pół dnia. A akurat te pół dnia zamierzałem przeznaczyć m.in. na „szpony” :) Nie jest jednak tak, że temat będzie zastępczy – przeciwnie, będzie o czymś, co rzuciło mi się w oczy w dniu owej katastroficznej złośliwości i do opisania czego odczuwam ogromny przymus wewnętrzny. Chodzi o drobiazg (a właściwie pierdołę, bo słowo „drobiazg” nadaje temu zagadnieniu jednak zbyt wiele godności), który wszystkim zamawiającym utrudniał życie, żadnemu wykonawcy niczego nie ułatwiał i pokutował w ustawie od lat. Czyli o obowiązek wywieszenia ogłoszenia o zamówieniu na tablicy ogłoszeń w siedzibie zamawiającego.

O tym, dlaczego taki obowiązek jest bez sensu, pisać wiele chyba nie muszę. Odkąd ogłoszenia o zamówieniach publikowane są w Internecie (i to w dwóch określonych miejscach), każdy rozsądny wykonawca czerpie informację o ogłoszeniu przetargu właśnie stamtąd. Oczywiście, nie jesteśmy społeczeństwem scyfryzowanym w stu procentach, ale nie pomylę się chyba specjalnie, jeśli stwierdzę, że grupa potencjalnych wykonawców, osób i podmiotów zainteresowanych pozyskaniem zamówień publicznych, wyróżnia się pod tym względem na plus i tutaj owo 100% jest realne. Normą w zamówieniach jest komunikacja elektroniczna (tak, widzę gdzieniegdzie jeszcze faksy, ale poza jednym przypadkiem sprzed dobrych dwóch lat miesięcy, wina leży po stronie zamawiających), powyżej progów unijnych mamy obowiązkowe oferty elektroniczne, a w przypadku przetargów krajowych będą już niedługo. Paradoksalnie zresztą, postępowania unijne są w Internecie z obowiązku, postępowania poniżej 30 000 euro bardzo często z wygody, a w zakresie postępowań ustawowych krajowych chyba wszyscy czekają na moment, gdy wreszcie papier odejdzie do lamusa. A raczej czekaliby bez żadnych wątpliwości, gdyby nie inny bezsensowny wymóg – stosowania do składania ofert podpisu kwalifikowanego.

W każdym razie sporym zaskoczeniem było dla mnie znalezienie rezygnacji z ogłoszeń na tablicach w opublikowanej na stronie UZP informacji o planowanych zmianach w ustawie związanych z epidemią. Osiem punktów, a siódmy dotyczy właśnie tego. Zaskoczenie spore, ale miłe. Możnaby powiedzieć: wreszcie. Tylko dwie rzeczy mnie niepokoją. Po pierwsze, to tylko zapowiedź, a przecież w 2016 wykreślenie tego obowiązku też było w projekcie ustawy, ale z niego ostatecznie wyleciało (mniemam, że nie celowo, ale przez przypadek, ale niewiele to zmienia). Cóż, jednak mam nadzieję, że tym razem się uda. Po drugie, szkoda, że potrzeba było epidemii, aby wreszcie tym się zająć…

Ps. Tak, wiem, to w praktyce oznacza, że szczęście spotka mnie po prostu pół roku wcześniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.