O transmisji otwarcia ofert jeszcze raz

Niespełna dwa miesiące temu UZP zaproponowało zamawiającym, aby otwarcia ofert organizować bez fizycznej obecności wykonawców. Wszystko po to aby uniknąć niepotrzebnego kontaktu fizycznego z osobami trzecimi i przenoszonymi przez nie chorobotwórczymi paskudztwami. Zresztą, tekst zainspirowany tą decyzją pojawił się w szponach 23 marca. Zaroiło nam się od tego czasu od transmisji z otwarcia ofert, przy czym doceniam szczególnie tych zamawiających, którzy starają się o szeroki plan i pokazują, że członkowie komisji siedzą od siebie tak daleko, że nie są nawet w stanie podać sobie kopert :)

Jednak problemy epidemiczny i techniczny nie są jedynymi, na które natyka się zamawiający. Okazuje się, że jest jeszcze problem prawny, na który zwrócono uwagę w „Dzienniku Gazecie Prawnej” w środowym artykule Sławomira Wikariaka „Transmisja z otwarcia ofert tylko za zgodą pracownika”. Co się okazuje? Że pojawia się problem związany z ochroną wizerunku i danych osobowych. I że osoby, które na takim nagraniu się pojawiają, powinny wcześniej wyrazić zgodę na przetwarzanie takich danych. Cóż, od razu napiszę – nie mam żadnych kompetencji, aby wypowiedzieć się, czy tak faktycznie jest, czy nie. A coś, co raz gdzieś w internecie się pojawi, może już z niego nigdy nie zginąć.

Gdzieś na przełomie wieków miałem pierwsze otwarcie ofert, na które przylazła telewizji. Sfilmowała, fragmenty pokazała w lokalnych wiadomościach. Owszem, być może inne to były czasy, w Unii jeszcze nie byliśmy, ale sama sytuacja daje mi odrobinę do myślenia. Bo dane osobowe i wizerunek pracownika zamawiającego są przetwarzane przecież niezwykle często. W BIP publikowane są informacje o strukturze organizacyjnej i dane kontaktowe. W specyfikacjach pojawiają się nazwiska osób do kontaktu. Ba, koledzy mający kontakt z mediami na co dzień (choćby koleżanka rzeczniczka prasowa, z którą mam przyjemność dzielić pokój) w takich mediach się niejednokrotnie pojawiają. I są pokazywani w całej okazałości :) Czy kiedykolwiek ktokolwiek składały jakieś zgody, oświadczenia w tym zakresie? Nie słyszałem. Gdyby to nie zamawiający transmitował otwarcie ofert, ale przyszła na to otwarcie wspomniana telewizja, albo ktokolwiek z telefonem, czy zamawiający mógłby protestować?

Mam wrażenie, że zdążamy w dziwnym kierunku. Niedawno okazało się, że potrzeba specjalnego upoważnienia, aby móc rzucić okiem na informację z KRK składaną przez wykonawcę (co jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo kiedyś trafiłem na informację z adnotacją o skazaniu za przemoc w rodzinie – nie żebym prowadził specjalne dochodzenie, ale gdy podany jest paragraf, trzeba sprawdzić, czy pasuje do przesłanek ustawowych), teraz takie numery. A przecież chodzi tu tylko o rzeczy, które wchodzą w skład zwykłych obowiązków służbowych pracowników zamawiającego…

A ponieważ nie mogę powiedzieć autorytatywnie, że to, co mi wydaje się głupie, nie jest jednak obowiązkowe, mogę poradzić coś innego: jeśli ktoś ma obiekcje, nie można go zmuszać. Nikt nie powiedział, że transmisja ma obejmować wszystkich członków komisji. Można pokazać jednego – najważniejsze są wszak oferty i to, co w nich jest zawarte. Ba, idąc śladem komentarza spod poprzedniego tekstu o transmisji – jeśli mamy oferty wyłącznie elektroniczne, to wszystko ma więcej sensu, jeśli po prostu transmitujemy obraz z ekranu, a nie człowieka przed komputerem. I problemów nieco mniej :)

Ps. No albo pokażmy tylko ręce :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.