O czkawkach ePuap

Miało być dzisiaj o czymś innym, ale tuż przed świętami uderzył mnie pewien drobiazg z zamówieniowego światka. A ponieważ w święta preferuję raczej zajmowanie się pożeraniem jajek z chrzanem niż zamówieniami, to go wykorzystałem – będzie przynajmniej krótko. Ten drobiazg to opublikowana w piątek przez UZP aktualność, w której poradzono zamawiającym korzystającym z miniportalu, aby ograniczyli to korzystanie przez tydzień na przełomie kwietnia i maja. I najlepiej nie planowali wtedy otwarcia ofert. Uczucia mam mieszane. Z jednej strony, fajnie choć raz pochwalić UZP, że podniósł przyłbicę i doradził coś praktycznego zamawiającym odsłaniając jednocześnie swoją piętę achillesową. I że uczy się na błędach, bo w okresie działania miniportalu takich dni, w które ePuap był sparaliżowany, kilka już się zdarzyło – właśnie z racji kończących się terminów do wykonania jakichś obowiązków (ot, choćby podpisywania sprawozdań finansowych).

Z drugiej strony – o niedoskonałościach ePuapu wiadomo od dawna i przygotowując miniportal można było pomyśleć o rozwiązaniu, które ów ePuap omijałoby z daleka. Ponadto miniportalu używamy głównie w dużych zamówieniach, w których terminy składania ofert na koniec kwietnia zostały wyznaczone w większości przypadków ponad miesiąc temu. Aktualność opublikowana w przedświąteczny piątek do wielu dotrze dopiero we wtorek – trzy dni przed zapowiedzianymi utrudnieniami. No i wciąż na stronie miniportalu mamy piękny komunikat (te wersaliki to nie moje, to z oryginału): „Złóż wniosek/ ofertę, komunikuj się elektronicznie Z ŁATWOŚCIĄ i ZA DARMO!”. Mamy „łatwość”, natomiast ani śladu zaś jakiegokolwiek ostrzeżenia.

Oczywiście, na miejscu nieszczęśliwych zamawiających korzystających z tego wynalazku poszedłbym śladem ostrzeżenia UZP i dokonał zmian SIWZ w zakresie terminu składania ofert. Ba, na ich miejscu śledziłbym rozmaite terminy wynikające z ustaw, aby unikać zbiegu terminu składania ofert z inną taką okolicznością (ba, może UZP wejdzie w krew takie ostrzeganie?). Oczywiście, na ich miejscu także zastanowiłbym się nad tym, czy uprawianie hazardu w postaci korzystania z miniportalu przez kolejne… no, chyba lata (skoro na platformę e-zamówienia nie mamy chwilowo co liczyć, zaczynamy od początku nie tylko przetarg, ale i rozmyślanie o zakresie projektu) to jest najlepszy pomysł. I czy przypadkiem nie skorzystać z rozwiązania, które pozwoli uniknąć takich niespodzianek.

Naprawdę cenię sobie to, że choć raz UZP zachował się przyzwoicie. Ale tak się pechowo składa, że trudno też o bardziej namacalny dowód porażki elektronizacji zamówień w polskim wydaniu (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że niedawno obchodziliśmy pięciolecie przyjęcia dyrektywy, która tą elektronizację wprowadziła).

Ps. Mam wrażenie, że gorzej niż z ePuapem jest z KRSem. Choć to niewielkie pocieszenie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.