O niczym nowym

W ubiegłym tygodniu miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji organizowanej przez redakcję czasopisma „Zamawiający”. Czas bardzo pożytecznie spędzony, co dotyczy nie tylko samego spotkania obfitującego w cenne wystąpienia, ale także podróży do Warszawy. Nic bowiem lepiej nie sprzyja nadrabianiu zaległości w lekturach zamówieniowych jak problemy z internetem w pociągach Intercity :)

Wśród tych nadrabianych zaległości był m.in. „Kwartalnik PZP”, numer 3/2018. A w nim dwa teksty dotyczące tego samego tematu: Włodzimierza Dzierżanowskiego i Anny Szymańskiej (w tym ostatnim wypadku – opublikowany jako glosa do postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-35/17, które było inspiracją tekstu opublikowanego w „Szponach” dwa lata temu). Autorzy obu tych tekstów walczą z poglądem dopuszczającym możliwość podpisania umowy/wyboru oferty najkorzystniejszej po upływie okresu związania tą ofertą.

Dyskusja na ten temat trwa od lat, poglądy w orzecznictwie i doktrynie dzielą się wyraźnie (mam wrażenie, że z lekką przewagą zwolenników poglądu dopuszczającego jednak taką możliwość, wbrew wspominanym dziś autorom, ale to tylko wrażenie, a nie liczenie wyroków). Także i w „Szponach” temat ten pojawiał się już kilkakrotnie. Nie będę zatem ponownie się rozpisywał, zwrócę jedynie uwagę na dwa elementy, których w filozofii przeciwników owych ofert „wątpliwych” nawet przy wielkich staraniach pojąć nie potrafię.

Pierwszy z nich to różnicowanie możliwości zawarcia umowy po okresie związania ofertą w zależności od tego, czy wybór oferty został dokonany przed czy po upływie tego okresu. W skrócie – w pierwszym z tych wypadków zawarcie umowy po okresie związania ofertą miałoby być możliwe, w drugim absolutnie nie. Dlaczego? Cóż, w argumentacji widzę powoływanie się na tezę, zgodnie z którą wybór oferty najkorzystniejszej kształtuje między zamawiającym a wybranym wykonawcą stosunek na wzór umowy przedwstępnej. I właściwie tyle. Ale przecież to absolutnie niczego nie zmienia. Wszak wybór najkorzystniejszej oferty nie powoduje, że termin związania ofertą nagle się przedłuża, że wykonawca jest skazany na czekanie, aż zamawiający zaprosi go do podpisania umowy. Ta „umowa przedwstępna” wiąże strony tylko tak długo, jak długo trwa związanie ofertą. I jeśli oferta zostanie wybrana w ostatnim dniu związania ofertą, to już kolejnego dnia wykonawca może zamawiającemu kazać się wypchać – jeśli tylko chce.

Druga z tych kwestii to sięganie bezpośrednio do kodeksu cywilnego, tak jakby między Pzp i Kc żadnych różnic nie było. W skrócie: skoro na gruncie Kc po upływie okresu związania ofertą przyjęcie oferty nie oznacza zawarcia umowy, to na gruncie Pzp także nie powinno być skuteczne. Ale przecież to nie tak. Przede wszystkim, wybór najkorzystniejszej oferty na gruncie Pzp nie jest równoznaczny z przyjęciem oferty na gruncie Kc – niestety nie rodzi skutku w postaci automatycznego zawarcia umowy. Po wyborze oferty wiele może się jeszcze zdarzyć, łącznie z tym, że zamawiający zmieni zdanie i swój wybór unieważni. Ponadto, spójrzmy na dynamikę postępowania: w przypadku przepisów Kc przyjęcie oferty po terminie jej związania oznacza w praktyce nic więcej, jak nową ofertę złożoną przez tego, który wygasłą ofertę przyjmuje. I taki kodeksowy wykonawca może z kolei tę ofertę przyjąć i umowa jest zawarta. Nie ma konieczności powtarzania czegokolwiek, jest jedna czynność więcej – zgoda wykonawcy (de facto – podtrzymanie jego pierwotnej oferty). W Pzp, idąc tropem W. Dzierżanowskiego, skutek mamy dramatyczny – oferta odrzucona, postępowanie unieważnione, parę miesięcy straconych. A przecież stosunkowo najbardziej wiernym odwzorowaniem idei z Kc w realiach Pzp jest właśnie możliwość wyboru najkorzystniejszej oferty po upływie okresu związania ofertą (to spóźnione przyjęcie oferty), a następnie podpisanie umowy z wykonawcą, jeżeli ten wyrazi wolę jej podpisania (to przyjęcie oferty zamawiającego).

I ja bardzo proszę – nie piszmy, że Trybunał Sprawiedliwości UE błądzi, bo nie zna prawa polskiego. Nie piszmy, że skoro wykonawcy w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego to profesjonalni uczestnicy rynku, to powinni wiedzieć, jakie są skutki upływu związania ofertą. Bo skoro mamy wyroki rozjeżdżające się w dwie strony, podzielonych komentatorów, to dlaczego wymagamy od wykonawców, aby oni ślepo wierzyli jednej stronie? W czym jak w czym, ale w tym Trybunał Sprawiedliwości miał rację: skoro mamy w Polsce bajzel, nie obciążajmy jego skutkami wykonawców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.