O wyręczaniu zamawiających

Kilka miesięcy temu opisywałem w „szponach” przypadek odmowy przez redakcję Dziennika Urzędowego UE publikacji ogłoszenia o zmianie ogłoszenia o zamówieniu. Pisałem głównie o powodzie tej odmowy (zapewne słusznym), wspomniałem jednak o swoim zaskoczeniu samym jej faktem. Bo przecież prowadzenie postępowania to sprawa i odpowiedzialność zamawiającego, a sprawą redakcji TED powinno być publikowanie ogłoszeń przez tego zamawiającego przesyłanych. Jak bowiem zaskarżyć decyzję TED? Nijak się nie da.

Niedawno miałem przyjemność spotkania się z przedstawicielami różnych usługodawców w zakresie komercyjnych platform elektronicznych, od czasu do czasu zdarza mi się też oglądać ogłoszenia publikowane za ich pośrednictwem. I zaskoczył mnie fakt, że także tam takie wyręczanie zamawiającego się pojawia. Pal licho, gdy chodzi o przeliczenie wzorków w kryteriach, bo zwykle z tego zrezygnować można (choć i tu jest problem, gdy człowiek skorzystać chce, a jedyną zmienną do ustawienia jest waga – wzorek jest zawsze ten sam, dramatyczny, a zmiana wzoru to już problem).

Najbardziej bolą mnie niektóre przesadne – moim zdaniem – efekty troski o bezpieczeństwo zamawiającego. Mianowicie niektóre z takich komercyjnych portali uzależniają możliwość złożenia oferty przez wykonawców od założenia konta na platformie. Problem w tym, że nie jest to czynność automatyczna, którą można załatwić w parę minut, ale platforma chce zabezpieczyć zamawiającego i zgłoszenie rejestracyjne weryfikuje. W jednym z przypadków dostałem informację, że regulaminowo trwa to 4 godziny (godziny robocze, bo w godzinach pracy obsługi platformy). W innym, dzisiaj napotkanym ogłoszeniu widzę, że rejestracja może trwać 24 godziny w dni robocze.

Dwa problemy. Jeden czysto praktyczny: czas. Jeśli chcę złożyć ofertę w niewielkim zamówieniu, nie chcę tracić na to czasu. Chcę mieć jak najmniej problemu. Już samo obowiązkowe rejestrowanie może niekiedy być barierą, która zniechęci (umówmy się – co prawda to ułatwia życie, ale platform zakupowych jest sporo, a hasła do zapamiętywania jakoś czasem zniechęcają), a co dopiero czekanie dobę na potwierdzenie tej rejestracji. Tym bardziej jeśli czasu na złożenie oferty jest mało albo chciałem to zrobić (jak to często bywa) w ostatniej chwili…

Drugi problem – a co jeśli weryfikacja wypadnie negatywnie? Ktoś, kto siedzi w platformie uzna, że nie jestem tym, za kogo się podaję? Gdzie się będę odwoływać? Chyba tylko do KIO, jeśli postępowanie będzie ustawowe, ale to trochę tak, jakby kowal zawinił, a cygana powiesili, bo odpowiadać za to będzie zamawiający. Dlaczego zamawiający miałby nie poradzić sobie z odsiewem niepoważnych ofert sam? Wszak też dostanie niezbędne dane, będzie weryfikować podpisy – jeśli wszystko będzie się zgadzać, będzie OK, jeśli nie – odrzuci ofertę na podstawie art. 89 ustawy Pzp albo po prostu wyrzuci ją do kosza (wirtualnego rzecz jasna), jeśli ustawy nie stosuje.

Innym przypadkiem takiego zabezpieczania jest weryfikacja podpisu przy wysyłaniu oferty, a jeśli weryfikacja będzie negatywna, blokowanie wysłania oferty. Sama weryfikacja podpisu to narzędzie na pewno przydatne, ale dlaczego od razu blokowanie? Dlaczego nie ostrzeżenie dla wykonawcy: „słuchaj, używasz podpisu, który wydaje się nieważny/wadliwy – sprawdź to, bo ryzykujesz odrzucenie oferty i w razie czego wyślij jeszcze raz” i dla zamawiającego: „słuchaj, ten podpis nie przeszedł naszej weryfikacji, sprawdź to, prawdopodobnie oferta będzie do odrzucenia”. Ale znowu – to zamawiający powinien podjąć decyzję w tej sprawie, a nie platforma…

To zamawiający prowadzą postępowanie i są za jego przebieg odpowiedzialni. Jeśli platforma chce być pomocna, niech pomaga, podpowiada, ostrzega – ale niech nie wyręcza.

Ps. Nie żebym reklamował tu jakieś rozwiązanie albo odradzał korzystanie. Pewnie każda platforma ma coś za uszami – jedna obowiązkowe logowanie, inna wysyła do zamawiającego kod do ręcznego odszyfrowywania oferty (mam wrażenie zapatrzenia na miniportal). Czasami problemy są na bardzo prozaicznym poziomie (np. gdy wykonawca nie może pobrać jednym kliknięciem wszystkich dokumentów opublikowanych przez zamawiającego, tylko musi pobierać każdy z osobna). Ba, opisane powyżej problemy wydają się niczym szczególnym w porównaniu z opisywanymi w prasie problemami z miniportalem (a szczególnie szyfrowaniem ofert).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.