O kryteriach ekologicznych przy robotach budowlanych

Sporo mówi się o zielonych zamówieniach, kryteriach ekologicznych, ale niewiele ich spotyka się w praktyce. Unia Europejska, Urząd Zamówień Publicznych i inne instytucje publikują podręczniki, dobre praktyki (swoją drogą, UZP w innych tematach leży, mam wrażenie, że większość publikacji UZP dotyczy kryteriów środowiskowych i społecznych), ale chyba niewiele tej teorii zmienia się w rzeczywistość. I to całkiem zrozumiałe – jak z każdą nowością, tę także trzeba oswoić i nauczyć się stosować. I docenić, bo wciąż jest dla nas ważniejsze aby było taniej, a korzyści środowiskowe uważamy za iluzoryczne. Czy tak jest? Cóż, dopóki będziemy o tym mówić w kategoriach pojedynczych zamówień, tak będzie. Jeśli stanie się to normą, będzie inaczej. Przy czym oczywiście kryteria w wielu miejscach możemy zastąpić wymogami – o ile to nie zawęzi nadmiernie konkurencji.

Inspiracją do napisania tego tekstu była lektura bardzo dobrego artykułu prof. Andrzeja Borowicza z przedostatniego numeru kwartalnika „Prawo Zamówień Publicznych” (1/2018) o kryteriach oceny ofert w postępowaniach dotyczących robót budowlanych. Wątek kryteriów ekologicznych pojawił się tam w jednej wzmiance, w której autor jako przykładowe wymienił tylko jedno możliwe kryterium – efektywność energetyczną przedmiotu zamówienia. I całkiem słusznie uznał, że zastosowanie takiego kryterium może być trudne, bo wymaga zaoferowania czegoś innego, niż w tym zakresie przewidziano w dokumentacji projektowej.

Ale nie jest to niemożliwe, a ponadto – to nie jedyne kryterium takiej natury, które można przy robotach zastosować. Oczywiście, jeśli przedmiotem zamówienia są tylko roboty, a zamawiający przekazuje wykonawcom dokumentację projektową, w tej dokumentacji wiele aspektów środowiskowych w gruncie rzeczy jest określone lub z niej wynika (np. wspomniana efektywność energetyczna). Zaoferowanie czegoś więcej jest możliwe – łatwiejsze, jeśli wymaga tylko zastosowania lepszych materiałów, trudniejsze, jeśli wymaga zastosowania innych rozwiązań technicznych (ich zastosowaniu sprzyja zgoda zamawiającego na składanie ofert wariantowych, co także w praktyce rzadko się spotyka). Łatwiej z pewnością jest w przypadku, w którym mamy do czynienia z formułą „zaprojektuj i wybuduj”. Ale przecież nie chodzi o to, aby było łatwo – chodzi o to, aby było dobrze :)

Są jednak elementy mające wpływ na środowisko, które wprost nie wynikają z dokumentacji projektowej i tutaj stosowanie takich kryteriów jest łatwiejsze do zrealizowania nawet przy zamówieniach wyłącznie na budowę. Niektóre (np. trwałość stosowanych produktów) będą pośrednio wpływać na kryterium kosztu cyklu życia. Inne dotyczą drobiazgów, ale jak wspomniałem wyżej – drobiazgi zgromadzone w wielu budowach dadzą realny efekt, a nawet o drobiazgi (czyli nawet ułamki punkcików) czasami warto wykonawcom walczyć w kryteriach oceny ofert. A co może być wycenione na takie ułamki punkcików? Wiele rzeczy. Odległość, z której sprowadzane są kluczowe materiały (np. im bliżej placu budowy cementowania czy wytwórnia asfaltu, tym lepiej – wszak transport to duże źródło zanieczyszczeń). Sposób, w który transportowane są materiały z dużych odległości (np. jeśli koleją, to lepiej, a transportem drogowym gorzej). Pochodzenie materiałów z recyklingu (np. podbudowy wykonane z kruszywa pochodzącego z żużla z elektrowni czy spalarni odpadów). Wielkość emisji dwutlenku węgla przy wytwarzaniu materiałów na budowę (na podstawie stosownych certyfikatów). Sposób postępowania z odpadami pochodzącymi z placu budowy (np. jaka ich część trafia do recyklingu). Zużycie energii na placu budowy (oczywiście, im mniej, tym lepiej). A nawet sposób dojazdu pracowników na plac budowy (np. zorganizowanie transportu grupowego z jakiejś sensownej lokalizacji i ograniczenie parkowania indywidualnych pojazdów).

Przykładów takich kryteriów znaleźć można mnóstwo (sporo materiałów znajdziemy na stronie UZP). Jednak kryteria to nie koniec, ważna jest także weryfikacja ich spełnienia na etapie realizacji zamówienia. Niektóre z tych elementów zweryfikować łatwo (np. zużycie energii – według stanu liczników). Ale odległość, z której jeździ cement, sposób transportu, sposób postępowania odpadami, pochodzenie produktów – kontrola nad tymi elementami, jeśli ma być realna, wymaga sporej liczby papierów, które ktoś musi przygotować i dostarczyć, a ktoś inny – na bieżąco sprawdzać (a i czasami wyrywkowo sprawdzić papier z rzeczywistością). I chyba to z tym jest największy problem. Wszak zamawiający często nie są w stanie dopilnować wykonania przedmiotu zamówienia zgodnie z dokumentacją projektową, a tu wkraczamy na jeszcze wyższy poziom zaangażowania.

Jednak jeśli czegoś mamy od zamawiających wymagać, to właśnie zaangażowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.