Zbyt niska jakość a odrzucenie oferty

Tydzień temu pisałem o subiektywnych ocenach oferty. Wskazywałem tam na rozróżnienie między zamówieniami, które dają efekt materialny (który da się zmierzyć, zważyć, policzyć) oraz zamówieniami o charakterze niematerialnym, zwykle intelektualnym. Zamawiacz jest w stanie łatwo sprawdzić, czy wykonawca dał do wykopu odpowiednią ilość piasku odpowiedniej jakości – sprawdzenie jednak, czy otrzymana porada prawna również jest sensowna już tak łatwe nie jest. Owszem, można ją zweryfikować, wiąże się to jednak z czasem, pieniędzmi, a na dodatek owa weryfikacja jest obciążona w zasadzie takim samym ryzykiem, jak i oceniana opinia. Sami wszak wiemy, siedząc w zamówieniach publicznych, że nie trudno o temat, na który dwie nawet niezwykle mądre głowy będą miały całkowicie odmienne zdania.

Gdy więc zamawiający chce zbudować drogę, dość łatwo jest w stanie sprawdzić, czy wykonawca zapewnia w ofercie odpowiednią jakość. Jeśli jest napisane, że warstwa asfaltu ma mieć 5 cm i wykonawca taką grubość deklaruje (czy to w kosztorysie ofertowym, czy to po prostu akceptując wymogi siwz) – oferta jest zgodna z siwz. Jeśli wykonawca zaoferuje tylko 1 cm – cóż, oferta jest z siwz niezgodna. Co jednak, jeśli przedmiotem zamówienia jest właśnie usługa niematerialna? Np. – trzymajmy się już tej opinii – wspomniane doradztwo prawne. Nie ma żadnego miernika, który mógłby pozwolić na odrzucenie oferty, ponieważ oferowany przedmiot zamówienia nie spełnia wymogów jakościowych. Ba, z określeniem takich wymogów także jest problem.

Oczywiście, można wymagać wspomnianego tydzień temu „zadania domowego”, które wykonawca musi dołączyć do oferty. Gdyby jednak podejść do zgodności treści oferty z treścią siwz bardzo dosłownie, to odrzucenie oferty byłoby możliwe, gdyby w tym zadaniu domowym np. brakowało jakiegoś elementu. Jeśli jednak dany element jest – niezależnie jak kiepsko opisany – cóż, wymóg został spełniony. Bardzo to ułomna i nieefektywna metoda. Przecież jeśli zamawiający szuka prawnika i poprosi go by ocenił – na przykład – jaki tryb postępowania mogę zastosować do określonego przedmiotu zamówienia, a on napisze, że zawsze i wszędzie mogę stosować zamówienie z wolnej ręki (nieco przerysowując już) – to będzie porażka! Zamawiający prosił o ocenę możliwości zastosowania trybów postępowania do określonego przedmiotu zamówienia, sztuk jedna – i analiza jest, sztuk jedna, tyle że pozbawiona sensu.

I dlatego ogromnie spodobał mi się sposób wykorzystany w swoich przetargach na obsługę prawną przez GITD. Tam mianowicie żądano zadania domowego, a ocena tego zadania była prowadzona w kategoriach indywidualnych, subiektywnych. Dopisano przy tym jednocześnie, że oferta będzie podlegała odrzuceniu (jako niezgodna z siwz), jeśli w ocenie tego zadania domowego wykonawca nie uzyska co najmniej połowy przewidzianego maksimum punktów. Dlaczego mi się podoba? Ano dlatego, że dzięki takiemu zapisowi zamawiający wyeliminował wykonawcę, który odrobi zadanie domowe, ale napisze w nim kompletne bzdury. Bo jeśli miałby zatrudnić takiego doradcę, to od razu pewnie siadłby i płakał…

Oczywiście, można dyskutować, na ile tego typu zapis jest zgodny z ustawą. Z jaką treścią siwz jest niezgodna treść oferty. W siwz trudno wszak opisać, jaka w tym wypadku jakość minimalna jest wymagana. I w sumie ten sposób jest chyba najprostszy i najbardziej efektywny. Najlepiej służy celowi, jaki w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego ma być osiągnięty – racjonalnemu wydatkowaniu środków publicznych. Oczywiście, subiektywizm oceny może budzić podejrzenia. Ale tu zamawiający jest w stanie sobie poradzić, o ile do tej oceny podejdzie naprawdę rzetelnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.