O rażąco niskiej cenie i podwykonawcy

Tak się składa, że trzeci tydzień z rzędu w „szponach” w roli głównej wystąpią podwykonawcy. Tym razem jednak chodzi o kwestię różniącą się od poprzednich – o rażąco niską cenę. Wiadomo, że w przypadku podejrzenia rażąco niskiej ceny podmiotem, który musi wyjaśnić okoliczności uprawdopodabniające cenę ofertową jest wykonawca. To jego zamawiający wzywa do złożenia wyjaśnienia, to on składa wyjaśnienia i stosowne dowody potwierdzające adekwatność czynników składowych ceny. Wyjaśnienie takie może mieć różną postać, a wiele może tu zależeć od wezwania zamawiającego – wszak może on wskazać te elementy cenotwórcze, które z różnych powodów budzą jego podejrzenia i wymagają szczególnej uwagi.

W typowych przypadkach takich wyjaśnień schemat bywa dość podobny: wykonawca przedstawia kalkulację ceny z wyszczególnieniem kluczowych elementów cenotwórczych oraz uzasadnienie i dowody potwierdzające ich wiarygodność. Takimi dowodami są faktury za dostawy albo umowy zawarte z producentami, podwykonawcami, dostawcami itp. Wiele z takich dowodów pochodzi właśnie od kolejnych podmiotów w łańcuszku realizacji i nie stanowi to specjalnego problemu. O ile rachunek się zgadza, poszczególne elementy cenotwórcze są odpowiednio potwierdzone, a stawka robocizny nie jest zaniżona – wszystko jest OK.

Do refleksji skłoniła mnie jednak taka nietypowa sytuacja. Załóżmy przetarg na dostawę przedmiotów produkowanych na zamówienie i badanie rażąco niskiej ceny. Wykonawca wezwany do wyjaśnienia składa prostą kalkulację: produkcja kosztuje 93 zł, transport 2 zł, do tego marża 5 zł, razem jest 100 zł. Dowodem jest umowa przedwstępna z producentem na kwotę 93 zł. Czy wszystko jest tu w porządku? Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej mam przekonanie, że w niejednym takim przypadku będziemy mieli do czynienia z wydmuszką, której celem może być właśnie m.in. uniknięcie zbyt szczegółowych wyjaśnień rażąco niskiej ceny. Ofertę równie dobrze mógłby złożyć ów poddostawca – wszak on wykonuje całość zamówienia. Zamawiający dostając takie wyjaśnienie nie wie chociażby tego, jakie jest wynagrodzenie pracowników produkujących przedmiot dostawy – wszystko kryje się w ofercie producenta.

Oczywiście, nie zawsze tak będzie. Na wielu rynkach rzeczą absolutnie naturalną jest występowanie dystrybutorów, którzy nic od siebie nie dodają, tylko handlują tym, co produkuje inny podmiot. Jednak nawet i w takim wypadku może niekiedy pojawić się podejrzenie rażąco niskiej ceny albo wręcz dumpingu i wówczas kluczem do odpowiedzi na to, czy faktycznie cena jest rażąco niska będą dane dotyczące działań producenta, a nie wykonawcy.

Wygląda zatem na to, że w niektórych sytuacjach zamawiający nie powinien zatrzymywać się na tym, co powie wykonawca. Powinien pójść krok dalej i zweryfikować, czy w łańcuchu dostawców/podwykonawców poniżej zachowane są odpowiednie poziomy kosztów gwarantujące należytą realizację zamówienia. Przynajmniej w takich oczywistych przypadkach – gdy kluczowy element zamówienia jest na głowie takiego właśnie dostawy/podwykonawcy, z góry określonego.

Zresztą, badając rażąco niską cenę w przypadku robót, zamawiający zazwyczaj odnosi się do wszystkich elementów zamówienia. Ma dane dotyczące kosztów prac, robocizny w takim samym stopniu szczegółowości, niezależnie od tego, kto wykona potem taką pracę – wykonawca czy podwykonawca. Jest zadowolony. Taki kosztorys bywa jednak fikcją – to kosztorys od wykonawcy, a ten w praktyce do każdego z elementów robót może zatrudnić innego podwykonawcę, a prawdziwe stawki (choćby robocizny) w umowach z podwykonawcami mogą okazać się zupełnie inne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.