O nieprawidłowościach

O nieprawidłowościach, dodajmy, w rozumieniu Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Nr 1303/2013 o niezwykle długiej nazwie, której nie ma po co tu powtarzać. Bo podana właśnie tam definicja nieprawidłowości powinna mieć kluczowe znaczenie dla stwierdzenia, czy fundusze, które beneficjenci wydają na projekty dofinansowywane z budżetu europejskie, powinny być obniżane, czy nie. Jednak definicja definicją, a w praktyce często tak jest, że kontrolujący, od których owe korekty dofinansowania w praktyce zależą, świetnie orientują się w taryfikatorze tych korekt, natomiast nie zadają sobie trudu przeanalizowania zbieżności zidentyfikowanego naruszenia prawa z ową definicją nieprawidłowości.

Definicja jest dość prosta: z nieprawidłowością w rozumieniu owego rozporządzenia mamy do czynienia w przypadku zajścia trzech okoliczności jednocześnie: po pierwsze naruszenie prawa unijnego (lub krajowego implementującego unijne), po drugie wynikające z działania lub zaniechania beneficjenta i wreszcie po trzecie – najważniejsze w tych rozważaniach – które ma lub może mieć „szkodliwy wpływ na budżet Unii”. Stwierdzenie dwóch pierwszych przesłanek bywa często (choć na pewno nie zawsze) zerojedynkowe. Nad stwierdzeniem, czy doszła trzecia, zawsze trzeba pomyśleć.

Dwie rzeczy skłoniły mnie do tej refleksji. Pierwsza z nich to zapisy koncepcji nowych przepisów Pzp obejmujące zapewnienie jednolitości kontroli, w tym pomysł, aby Prezes UZP uzgadniał check-listy stosowane przez poszczególne organy kontrolne. Nie mówię – to nie jest zły pomysł, bo check-listy do niezwykle pożyteczne narzędzia i powszechnie stosowane, lepiej zatem by miały tzw. ręce i nogi. Ba, to świetne narzędzie do samokontroli, cokolwiek człowiek w zamówieniach nie robi. Problem w tym, że czasami takie listy, choćby i świetnie przygotowane, są w rękach ludzi, którzy o zamówieniach wiedzą znacznie mniej niż powinni. A w takim wypadku nie zauważają problemów, których na check-listach nie ma (albo nie potrafią zidentyfikować tych, które są, ale są trudniejsze do oceny), a zauważają drobiazgi bez wielkiego znaczenia. Taka check-lista staje się zatem środkiem niekontrolowanego rażenia. A check-lista mająca umocowanie w ustawie Pzp (choćby i w zamierzony w koncepcji sposób) będzie tym bardziej niebezpieczna…

Drugie źródło refleksji to teksty, które przed dwoma tygodniami pojawiły się w lokalnej, krakowskiej prasie, o wykryciu przez CUPT nieprawidłowości przy jednej z inwestycji prowadzonych w naszym mieście, a finansowanych z funduszy UE, które zakończyły się stwierdzeniem nieprawidłowości i pięcioprocentową korektą. Niby 5% to niewiele, ale tylko gdy się to porówna ze 100% – a gdy trzeba kasę zwrócić do budżetu perspektywa jest znacząco inna. W tym wypadku – ponoć 650 tys. zł, a więc ładny kawałek grosza.

Przyczyną nałożenia korekty były dwie stwierdzone przez kontrolujących nieprawidłowości (albo raczej „nieprawidłowości”) – przynajmniej jeśli wierzyć prasie. Po pierwsze – zamawiający w dokumentacji przetargowej nie poinformował wykonawców, że wykluczy ich w przypadku zaistnienia przesłanek wykluczenia opisanych w art. 24 ust. 1. Podał, które przesłanki fakultatywne wykluczenia stosuje, zapomniał o obowiązkowych. Jasne, jest to niezgodność z ustawą (w zakresie art. 36 lub 41, zależnie od tego, którego dokumentu zarzut dotyczy). Ale czy faktycznie nieprawidłowość? W mojej ocenie – w żadnym stopniu. Problem pojawiłby się, gdyby ofertę złożył wykonawca, który podlegałby wykluczeniu na podstawie którejś z tych przesłanek. W tym jednak wypadku zamawiający w żaden sposób nie ograniczył konkurencji, jego działania nie wpłynęły ani na to, ile ofert zostało złożonych, ani jakie to były oferty. Czepianie się kompletnie bez sensu.

Po drugie – zamawiający nie opisał, jakie dokumenty ma złożyć podmiot zagraniczny, tylko odesłał do rozporządzenia, w związku z czym nierówno traktował wykonawców – a gdyby tego nie zrobił, to ofert pewnie byłoby więcej. Ale znowu – na litość boską – czy w tym wypadku miało to jakikolwiek, choćby potencjalny wpływ na przebieg postępowania. Jakie jest prawdopodobieństwo, że faktycznie chciałby tu wystartować podmiot zagraniczny i z tego powodu nie złożył oferty? Czy takie odesłanie do rozporządzenia zniechęciłoby kogoś, kto chciałby walczyć o zamówienie warte kilkadziesiąt złotych, a więc i tak musiałby szukać pomocy w naszym kraju? Przepraszam, ale w mojej opinii szansa na to wynosi dokładnie zero.

Nie znam szczegółów sprawy, na stronie zamawiającego nie ma już specyfikacji – ale to, co opisano, nijak nie wskazuje, aby doszło do nieprawidłowości w rozumieniu art. 2 pkt 36 Rozporządzenia Nr 1303/2013. Jest niezgodność z przepisami, wywołana działaniami zamawiającego, wytknąć zamawiającemu ją można, ale nie ma żadnego (ani faktycznego, ani potencjalnego) uszczerbku w budżecie Unii. Podobnie jak w wielu innych, zbliżonych przypadkach.

I obawiam się, że to wszystko wynika z faktu, że check-lista i taryfikator korekt trochę przesłaniają świat :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.