O czekaniu na nową ustawę

Dziś, podobnie jak i tydzień temu, refleksja inspirowana koncepcją nowej ustawy Pzp. Z nieoficjalnych informacji wynika, że droga od koncepcji do gotowych przepisów w planie ma zabrać jakieś kilkanaście miesięcy. Trudno oczekiwać nowej ustawy przed końcem przyszłego roku. Zwłaszcza, że warto poczekać na nowe przepisy i wcześniej ocenić, jak będą funkcjonować przepisy o elektronizacji. Tak aby w nowej ustawie uwzględnić konieczne poprawki na tym polu, bo na pewno wyskoczą jakieś nieoczekiwane problemy (albo okaże się, że kwalifikowany podpis elektroniczny stanowi na tyle dużą barierę dla MŚP – bo sporo się mówi o MŚP w koncepcji – że cały ten rynek się sypie).

Sama koncepcja zawiera całkiem sporo fajnych pomysłów (niektórych postulowanych już wcześniej na tych łamach). Można dyskutować, czy zakres zmian przepisów, który z niej wynika, wymagałby pisania nowej ustawy, ale to jest temat bardziej złożony – na pewno nowa ustawa daje szansę na pewien porządek, który w inny sposób trudno byłoby zaprowadzić w tak zabałaganionym akcie prawnym, jaki mamy w tym momencie po tak wielu nowelizacjach. Być może zatem jest to rozwiązanie, które ma rację bytu. Jednak niektóre z tych fajnych pomysłów to poniekąd drobiazgi, które nie powinny budzić specjalnych kontrowersji, a znacznie ułatwiłyby życie zamawiającym i wykonawcom tu i teraz.

Do takich drobiazgów (a wyliczam tu tylko te, które zwróciły moją szczególną uwagę i zaznaczyłem je sobie na tekście w czasie lektury) należą bezpośrednie linki do specyfikacji w ogłoszeniach, wstępne spotkania informacyjne między wstępnym ogłoszeniem a ogłoszeniem o zamówieniu, wyeliminowanie dublowania oświadczenia wstępnego (JEDZ) przez oświadczenia wymienione w rozporządzeniu o dokumentach, zmiana momentu wszczęcia postępowania… Dorzucić do tego można zmiany o charakterze głębszym, ale chyba generalnie nie budzące żadnych kontrowersji w środowiskach zamówieniowych, a związane z orzekaniem przez KIO – orzekanie w składach trzyosobowych, brak ograniczeń odwołań poniżej progów unijnych czy wskazanie jednego sądu.

To tylko przykłady takich zmian, które kontrowersji nie budzą, nie wymagają wielkich prac, a mają sporą praktyczną wartość dodaną dla uczestników rynku zamówieniowego. Po co z nimi czekać na nową ustawę? Oczywiście, sam wyżej wskazuję, że częste nowelizacje psują przepisy. Ale to są sprawy warte nowelizacji. I jeśli można drobnym kosztem ułatwić życie, dlaczego tego nie zrobić już teraz, a nie dopiero za jakiś czas?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.