To rodzaj choroby…

…żeby nie powiedzieć zboczenia :) Pracować w zamówieniach publicznych i z własnej woli dodatkowo pisać o zamówieniach publicznych, nie dla pieniędzy :) Jednak tych moich kilkanaście już lat spędzonych w tych zamówieniach chyba mnie tłumaczą. Gdybym swojej pracy nienawidził, byłbym już wariatem. Tymczasem zamówienia wciąż budzą we mnie niezdrowe i niepotrzebne zdaniem niektórych emocje. Piszmy więc!

Czasami nachodzą mnie różne refleksje dotyczące zamówień i tematów pokrewnych. Nachodzą mnie, a potem idą sobie. Tylko nieliczne z nich wyrastają czasem w dłuższe i publikowane gdzieś na papierze teksty. A jeśli już wyrastają to często w bólach (pomysły potrafią leżeć latami, zanim siądę i przetworzę na tekst w dzień albo dwa). Jeśli zatem jest refleksja, a jak zwykle nie ma czasu lub natchnienia na jej rozwinięcie do sensownych rozmiarów, to czemu ma się marnować? A być może dzięki temu, że tutaj je zapiszę, nie zapomnę o nich, a gdy kiedyś natchnienie i chwila wolnego czasu zdarzą się jednocześnie, coś z nich wyrośnie. A być może komuś się i tutaj na coś przydadzą. Sam też będę czerpał natchnienie z cudzych przypadków :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.