O składaniu odwołań

Tydzień temu było o cieniach konsolidacji postępowania odwoławczego. Cieniach, które nie mogą przesłonić blasków – jest bowiem dzisiaj o wiele lepiej niż przed laty, gdy postępowania odwoławcze związane z jedną czynnością/zaniechaniem mogły się ciągnąć miesiącami. Cieniach, które jednak warto wyeliminować.

Problemy ze środkami ochrony prawnej na tych wspomnianych tydzień temu jednak się nie kończą. Pisałem tu już o problemie z tym, kto ma osądzać prawidłowość zatrzymania wadium na podstawie art. 46 ust. 4a (tutaj, a wystarczyłoby napisać w art. 192 ust. 2 Pzp, że odwołanie uwzględnia się w przypadku, gdy stwierdzono, że naruszenie miało wpływ na wynik postępowania lub wykonawca poniósł szkodę), pisałem o wielce prozaicznym problemie związanym z ilością papierów, jakie zamawiający musi skopiować/przesłać/przewieźć w związku z postępowaniem odwoławczym (tutaj). Dzisiaj znów będzie o papierach, tym razem nieco od innej strony. A impuls dała ta sama wyprawa co przed tygodniem – wyprawa daremna, bo wycofanie odwołania wpłynęło do KIO, gdy byliśmy już w warszawskim tramwaju linii nr 17.

O tym, że odwołanie będzie wycofane, wiedzieliśmy już dzień wcześniej. Wpłynął do nas faks od wykonawcy, dzwonił także. Ale w KIO nic nie było. Bo KIO potrzebuje – formalnie rzecz biorąc – coś więcej niż tylko faks. Bo przecież art. 180 ust. 4 Pzp (odwołanie wnosi się w formie pisemnej). Kopia do zamawiającego – może być faks czy nawet mail (art. 180 ust. 5 Pzp), ale samo odwołanie – tylko żywy papier. A to oznacza, że wycofanie – też tylko w takiej formie. Oczywiście, możliwa jest też wersja elektroniczna, ale tylko opatrzona podpisem elektronicznym o bardzo długiej nazwie – który wciąż powszechny nie jest (z utęsknieniem czekam na rzeczywiste ułatwienia w tym zakresie).

Gdyby zatem wykonawca był z Warszawy, problem byłby niewielki – zawiózłby dzień wcześniej oświadczenie o wycofaniu odwołania na Postępu, tego samego dnia otrzymałbym info o odwołaniu rozprawy. Ale jeśli wykonawca ma na Postępu kilkaset kilometrów, nie ma siły – dotrze to za co najmniej kilka godzin. Ba, teoretycznie może się okazać, że nie wpłynie na czas (a termin wyznacza art. 187 ust. 8 Pzp). „Prawie pewność” nie wystarcza zatem, to naprawdę malutkie „prawie” w naszym wypadku spowodowało, że trzeba jechać.

Wniosek zatem: złagodzić rygory formalne w zakresie wnoszenia odwołania. Tu nie chodzi tylko o mój przypadek. Gdy mamy odwołanie w małym postępowaniu, 5-dniowy termin na jego wniesienie, wykonawcy dwa dni zeżre weekend, a konieczność przesłania na czas oryginału z Przemyśla czy Szczecina do Warszawy zeżre mu kolejny dzień – zostaną mu zatem tylko dwa dni na podjęcie decyzji, napisanie odwołania, zdobycie wszelkich podpisów itd.

Ps. A może przesadzam? Może analogia do art. 77 § 1 kc. jest nieuprawniona? Może KIO na takie dictum (czyli faks) zwleka z rozprawą? :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.