O udzielaniu zamówień na usługi społeczne poniżej progów unijnych

Dziś znów o zamówieniach na usługi społeczne, ale nie o środkach ochrony prawnej, tylko o sprawach podstawowych. Inspiracją jest komentarz do tekstu sprzed dwóch tygodni, którego autor odnosząc się do zamówień społecznych poniżej progów unijnych powołał się na art. 138g ustawy Pzp, zgodnie z którym przepisy rozdziału 6 działu III ustawy w ogóle nie stosują się do zamówień społecznych, w związku z czym nie może tu być mowy o prawie do odwołania.

Trudno uniknąć tutaj kopania leżącego (ustawodawcy) – nie da się nie zauważyć, że treść art. 138g i 138o Pzp wzajemnie się wykluczają. Pierwszy stanowi, że cały rozdział stosuje się do zamówień na usługi społeczne o wartości co najmniej równej progom unijnym (a zatem w większości przypadków 750 tys. euro, dla zamawiaczy sektorowych 1 mln euro). Drugi natomiast wprost odnosi się do zamówień na usługi społeczne o wartości mniejszej od tych progów i jest zawarty w tym rozdziale, który takich zamówień ma nie dotyczyć. Gdyby chcieć stosować przepisy dosłownie, doszlibyśmy do absurdu – nie stosowalibyśmy po prostu art. 138o Pzp, ale przecież nie po to w ustawie został przewidziany. Tak więc – stosujemy.

Jak stosujemy? Zauważyłem, że w ogromnej liczbie przypadku stosujemy go w sposób niewiele odbiegający od zupełnie normalnych zamówień. Bardzo wielu zamawiających wprost kopiuje postanowienia specyfikacji z postępowań normalnych do postępowań o usługi społeczne. Oczywiście, gdy chodzi o interpretację zasad, „zwykłe” przepisy stanowią jakiś wzorzec, niedoskonały, ale jednak bliski. Ale przecież nie ma konieczności kopiowania tutaj pewnych formalizmów, które życie utrudniają. Na ten przykład absolutnie nieszczęsny przepis o 3-dniowym terminie na składanie oświadczeń o grupie kapitałowej – po co robić to tam, gdzie nie jest to konieczne? Przecież ta regulacja jest po prostu głupia i nie ma sensu jej stosować jeśli ktoś nie każe.

Albo inny przykład – forma pisemna oferty. Tu również nie ma obowiązku żądania ofert w takiej formie. Nic nie stałoby na przeszkodzie aby dopuścić składanie ofert alternatywnie również po prostu mailem. A także podsyłanie pocztą elektroniczną skanów dokumentów zamiast papierów podpisanych za zgodność z oryginałem. Tymczasem zazwyczaj oferta ma być pisemna, a forma dokumentów na potwierdzenie spełniania warunków identyczna jak w „normalnym” postępowaniu. Po co? Czynność prawna dokonana w drodze zwykłego e-maila jest ważną czynnością prawną i rodzi takie same zobowiązania jak podpisany dokument (co innego w zwykłym postępowaniu, gdzie mamy w przypadku braku pisemnej oferty rygor nieważności).

W tych postępowaniach mamy kilka podstawowych zasad (art. 138o ust. 2) i kilka obowiązków formalnych – zupełnie podstawowych – dotyczących ogłoszeń o zamówieniu i o udzieleniu zamówienia (art. 138o ust. 3 i 4). Oczywiście, zasady trzeba wypełnić jakąś treścią, a zatem nie można dopuścić tu całkowicie wolnej amerykanki. Jednak nie należy wpadać w drugą skrajność, to jest w kopiowanie w całości normalnego postępowania. Wypada choć trochę je uprościć, wszak przecież po to te usługi społeczne potraktowano w sposób specjalny.

Warto jednak pamiętać o czymś innym – opublikowanie ogłoszenia o postępowaniu (nieobowiązkowego) w Biuletynie Zamówień Publicznych nie jest w tym wypadku nadmierną gorliwością, tylko przeciwnie – szansą na dotarcie do większej liczby wykonawców i zwiększenie konkurencyjności.

Ps. I jeszcze jedno – dlaczego ustawodawca tutaj zobowiązuje do publikacji ogłoszeń w BIP, skoro w „normalnych” przetargach publikuje się je po prostu na stronie internetowej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.