O naturze dokumentu przedmiotowego

Z dokumentami składanymi przez wykonawców na potwierdzenie spełniania warunków podmiotowych lub braku przesłanek wykluczenia („dokumentów podmiotowych”) jest dość prosto. Jeśli ich nie ma, zamawiający stosują art. 26 ust. 3 Pzp. Jeśli nadal ich nie ma – wykluczają wykonawcę na podstawie art. 24 ust. 1 pkt 12 Pzp, a jego ofertę traktują jako odrzuconą na podstawie art. 24 ust. 4 Pzp. Inaczej jest w przypadku dokumentów odnoszących się do tego, co wykonawca zamierza zaoferować w danym zamówieniu („dokumentów przedmiotowych”). O tych ustawodawca zdaje się pisać na równi z dokumentami podmiotowymi – odnosi się do nich w różnych miejscach art. 26 Pzp, wymienia je w jednym szeregu z dokumentami podmiotowymi zarówno w art. 25 Pzp, jak i w rozporządzeniu w sprawie rodzajów dokumentów, jakich może żądać zamawiający od wykonawcy w postępowaniu o udzielenie zamówienia. A mimo wszystko zdarza się, że taki sam dokument w różnych sytuacjach traktowany bywa różnie. A wszystko bierze się z nieco chyba przesadzonego podziału na „dokumenty przedmiotowe” i „treść oferty”.

Kłopot pojawia się na pośrednim etapie oceny ofert, związanym z zastosowaniem art. 26 ust. 3 Pzp – czy zamawiający ma obowiązek wezwać wykonawcę do uzupełnienia takiego dokumentu czy nie? Jeśli traktujemy ten papier w kategoriach opisanych w art. 25 Pzp – taki obowiązek istnieje; jeśli uznajemy go za „treść oferty” – nie. Przykładem może być sytuacja będąca przedmiotem wyroku KIO z 24 maja 2017 r. (sygn. akt KIO 954/17), w którym KIO próbowało dochodzić, jaką rolę w przedmiotowym postępowaniu ma karta katalogowa oferowanego elementu załączana przez wykonawcę do oferty i dokładnie wskazaną wyżej drogą dojść do wniosku, czy można ofertę ratować, czy nie.

Moim zdaniem nie tędy droga. Wszak w art. 25 ust. 1 Pzp mamy mowę o dokumentach potwierdzających spełnianie przez oferowany przedmiot zamówienia wymagań określonych w specyfikacji i taka karta katalogowa niewątpliwie (niezależnie od tego, w jaki sposób zamawiający opisał ją w specyfikacji czy ogłoszeniu) taką rolę w postępowaniu spełnia. I jednocześnie – skoro odnosi się do przedmiotu zamówienia, a ostateczną konsekwencją jej braku jest zastosowanie art. 89 ust. 1 pkt 2 czyli odrzucenie oferty z powodu niezgodności jej treści z treścią siwz – opisuje treść oferty. Tych dwóch elementów rozdzielić nie można, taka jest natura tych dokumentów.

W przywołanym wyroku KIO na str. 24 znajdziemy zresztą bardzo słuszne zdanie: „Izba stoi na stanowisku, że tego rodzaju dokumenty o do zasady mają charakter przedmiotowy i są przedkładane przez wykonawców w ramach postępowania o udzielenie zamówienia publicznego w celu potwierdzenia, że oferowane roboty budowlane, dostawy lub usługi opowiadają wymaganiom, określonym przez Zamawiającego”. Bardzo słusznie. Jednak już w kolejnym akapicie KIO poszło drogą doszukiwania się, czy zamawiający w ten sposób opisał status dokumentu: „Jednak w rozpoznawanym stanie faktycznym Zamawiający, zarówno w treści ogłoszenia o zamówieniu, jak również w treści SIWZ, nie sprecyzował żądania jakichkolwiek dokumentów przedmiotowych, mających potwierdzać, że oferowane roboty budowlane odpowiadają wymaganiom określonym przez Zamawiającego. Powyższe wyraźnie wskazuje na intencję Zamawiającego, a mianowicie uczynienia rzeczonej karty katalogowej treścią oferty.”

Uważam, że szukanie takiego rozgraniczenia, bardzo powszechne w orzecznictwie, jest niepotrzebne. Natomiast zastosowanie powinna mieć tutaj inna zasada, którą zresztą przecież stosujemy także i w przypadku dokumentów podmiotowych. Jeśli ze złożonego z ofertą dokumentu podmiotowego wynika, że określony warunek nie został spełniony, podstaw do skorzystania z art. 26 ust. 3 nie ma. Przykładem może być sytuacja, w której wykonawca składa sprawozdanie finansowe, z którego wynika, że nie osiągnął wymaganych przychodów czy wskaźników – domaganie się uzupełnienia w tej sytuacji jest bez sensu, bo uzupełnienie niczego nie zmieni. Analogicznie z kartą katalogową czy innym dokumentem przedmiotowym, z którego wynika, że przedmiot oferty nie spełnia wymagań zamawiającego. Znowuż, jedynym ratunkiem mogłaby być zmiana oferowanego przedmiotu, a to już nie jest uzupełnienie brakującego czy błędnego dokumentu, a zmiana oferty. Tak jak niedawnym wyroku TS UE w sprawie C-131/16 (Archus Sp. z o.o.) – jeśli jakość próbki była niezgodna z jakością wymaganą przez zamawiającego, to sprawa jest już zamknięta. Próbka potwierdziła, że przedmiot oferty nie spełnia wymagań zamawiającego, nie ma czego uzupełniać. Nowa próbka byłaby już nową treścią oferty.

W sytuacji, o której mowa przywołanym wyroku KIO konsekwencje dla wykonawcy byłyby identyczne (karta katalogowa była dlatego zła, że zaoferowany przedmiot nie spełniał wymagań zamawiającego) i jego oferta odrzucona, a odwołanie oddalone. Bywają jednak sytuacje, w których takie niepotrzebne rozdrabnianie się stanowi o „być albo nie być” oferty, która mogłaby zostać uratowana.

Ps. W grę wchodzi jeszcze czasami ujęcie pewnych elementów z takiego dokumentu w kryteriach oceny ofert. Ale o tym było w szponach w zasadzie już w końcu 2015 r., przy okazji rozważań o naturze próbki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.