O dokumencie i nie-dokumencie bankowym

Zdarzył się jakiś czas temu wyrok KIO (z 3 stycznia 2017 r., sygn. akt KIO 2391/16 i 2392/16), w którym orzekano w temacie poruszanym w „szponach” w czerwcu 2013 r.. Chodziło mianowicie o możliwość posługiwania się w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego przez wykonawców dokumentami, które nie posiadają fizycznego podpisu – a mimo to są dokumentami. Jako jeden z przykładów przywołałem tam art. 7 ustawy Prawo bankowe, na podstawie którego banki mogą wystawiać elektroniczne dokumenty bez posługiwania się jakimkolwiek podpisem (czy odręcznym, czy elektronicznym) nawet w takich sytuacjach, gdy przepisy wymagają formy pisemnej pod rygorem nieważności. I banki niezmiernie często z takiej możliwości korzystają – potwierdzenia przelewu czy wyciągi z rachunku właśnie w takiej formie są obecnie codziennością, natomiast takie same dokumenty w formie papierków z pieczątkami i podpisami – rzadkością.

W postępowaniu pojawia się kilka różnych dokumentów pochodzących z banków – gwarancje bankowe (co do zasady pisemne, aczkolwiek pewna szczególna forma elektroniczna – komunikat SWIFT – też może być dopuszczalna), potwierdzenia wpłaty wadium przelewem (i tu nikt nie burzy się przeciwko papierkowi bez podpisu, aczkolwiek w gruncie rzeczy jest to kompletnie zbędny papier), i wreszcie informacja banku o zdolności kredytowej oraz środkach finansowych, którymi dysponuje wykonawca. W sprawie będącej przedmiotem wspomnianego wyroku właśnie tego ostatniego dokumentu zażądano, a wykonawca złożył „wydruki z zestawieniami obrazującymi wysokość środków na posiadanych lokatach”. Konkluzja KIO była taka, że są one nie wystarczające – albowiem wykonawca powinien przedstawić dokument „pochodzący z banku, a nie samodzielnie wygenerowany wydruk”. Jak się to ma do wspomnianego wyżej mojego tekstu z 2013 r.?

W gruncie rzeczy niczego nie zmienia. Z analizy uzasadnienia wynika, że wykonawca nie wygenerował żadnego wyciągu czy innego dokumentu zgodnego z art. 7 ustawy Prawo bankowe. Co prawda brak jest jakiegoś opisu tego „wydruku”, stwierdzenia, jakie ma cechy lub czego mu brakuje. Ale jest zdanie, z którego wynika, że nie ma znaczenia, czy dane zawarte w tych wydrukach byłyby identyczne z dokumentami niewymagającymi podpisu – można zatem uznać, że wydruk takim dokumentem, który nie wymaga podpisu nie był. Był to więc zapewne po prostu wydruk bezpośrednio ze strony internetowej lub innego rodzaju „zrzut ekranu”. I faktycznie, taki wydruk norm dokumentu w rozumieniu rozporządzenia o rodzajach dokumentów (…) nie spełnia.

Wykonawca chcąc ułatwić sobie życie musi pamiętać o drobiazgach. Bo skoro dokumentem ma być informacja banku, powinien być to dokument przez bank wystawiony. Dokumentem takim jest wtedy, gdy albo wykonawca otrzyma taki kwitek z banku, albo wykorzysta odpowiednią funkcję (zwykle – pobierz wyciąg, pobierz potwierdzenie) w elektronicznym systemie bankowym, za pomocą którego obsługuje swoje rachunki. Różnica jest na pozór niewielka – zarówno wydruk ze strony internetowej, jak i potwierdzenie przelewu generowane jest poprzez odpowiednią komendę wydaną przez użytkownika. Różnica jednak w tym, że potwierdzenie przelewu czy wyciąg bankowy wygenerowany prawidłowo z systemu pozostaje w tym systemie i nie ulega zmianom. Może być pobrany w każdym czasie z identycznym efektem*. Wydruk z ekranu takich cech nie ma.

Jak rozróżnić te dokumenty? Zwykle ten właściwy dokument jest po prostu generowany w formie pliku pdf z dodaną drobnym druczkiem klauzulą, że jest to dokument bankowy niewymagający podpisu.

Swoją drogą, w tym samym wyroku poruszono też inną sprawę, która przedmiotem rozważań w „szponach” już była. Mianowicie inny wykonawca uczestniczący w postępowaniu, aby wykazać się posiadaniem środków finansowych w odpowiedniej wysokości, przedstawił zaświadczenia o posiadanych środkach finansowych z dwóch różnych banków i różnych dat, które pozwoliły wykazać spełnienie warunku dopiero po zsumowaniu. KIO uznało, że nie jest to zabronione, a jeśli odwołujący podejrzewa, że wykonawca posłużył się dwa razy tymi samymi pieniędzmi, to musi o udowodnić. Cóż, sposobu na udowodnienie takiego czynu żaden przeciętny uczestnik systemu zamówień nie ma. Jednak problem niewątpliwie istnieje. Jak go rozwiązać, pisałem w listopadzie 2010 r. i we wrześniu 2014 r. Swoją drogą, ciekaw jestem, co KIO poczęłoby z sytuacją, gdy wykonawca da dwa kwitki z tego samego banku? :)

Poruszono w wyroku także ponownie kwestię posługiwania się innym dokumentem generowanym elektronicznie i nieopatrzonym podpisem – zaświadczeniem z ZUS. I po raz kolejny potwierdzono, że dobrymi chęciami piekło wybrukowane, jeśli nie pamięta się przy tworzeniu prawa o drobiazgach. Aczkolwiek to jest już temat na inny tekst…

*) Choć niedawno przekonałem się, że efekt może być różny – wyciągi, które pobierałem z elektronicznego systemu Pekao w końcu ubiegłego tygodnia, chociaż dotyczyły jeszcze 2016 r., miały już logo „żubra”, a nie UniCredito. Ale cóż, to tylko branding, a nie treść…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.