O poszukiwaniu straconego czasu

Tydzień temu pisałem o skracaniu przez zamawiających terminu składania ofert względem ustawowych minimów nawet wtedy, gdy przepisy na to nie pozwalają. Jednym z elementów tej układanki jest zapewne nieszczęśliwy zapis w formularzu ogłoszenia o BZP. Jednak głównym powodem tego, że zamawiający w ogóle myśli o skracaniu terminów ustawowych (niekiedy i tak przecież krótkich) jest to, że postępowanie o zamówienie publiczne często bywa ofiarą nadmiaru pracy, chaosu organizacyjnego, zapominalstwa, lenistwa itp.

Chyba każdy człowiek występujący w zamówieniach spotkał się z przypadkiem, gdy postępowanie o zamówienie publiczne jest traktowane wyłącznie w kategoriach nadmiernie uciążliwej biurokracji, przedłużającej cały proces realizacji zamówienia, zamiast w kategoriach narzędzia pozwalającego na racjonalizację wydatków. Ba, jako zło wcielone. Jednym z głównych wrogów w takim przypadku jest czas. A grzechem pośpiech. Wynikający zwykle z robienia przetargu na ostatnią godzinę.

Pośpiech ten oznacza, że postępowanie często nie jest należycie przygotowane – w takich sytuacjach, gdy tylko jest to możliwe, najczęściej powtarza się bez zmian stare wzorce, bez jakiejkolwiek refleksji, bez ich dostosowania do zmieniających się przecież warunków rynkowych, bez przemyślenia stosowanych rozwiązań, bez analizy popełnianych błędów czy potencjalnych nowych pomysłów. Po prostu: kopiuj, wklej. Szczęście, gdy zostaną uwzględnione przynajmniej nieustające przecież zmiany przepisów.

Priorytetem jest: jak najkrócej. Szuka się, czy jest pilna potrzeba, czy można zrobić negocjacje bez ogłoszenia czy zamówienie z wolnej ręki. A może tak zmanipulować wartością, aby zmieścić się poniżej progu? Niekiedy postępuje się kompletnie irracjonalnie – np. obcinając zakres zamówienia o serwis czy część funkcjonalności, rezygnując z zamówień uzupełniających czy opcji – byleby tylko zmieścić się w niższym progu i mieć dostęp do krótszych terminów/łagodniejszych procedur. W efekcie często zmniejszając konkurencję i otrzymując gorsze rezultaty.

Dlaczego? Zbyt często z tego powodu, że ktoś zapomniał. Bo ktoś nie założył odpowiedniego czasu na ten proces. Bo roboty były tak dużo, że coś trzeba było odłożyć na bok. Bo inny etap się przedłużył i trzeba skrócić ten. Bo pieniądze pojawiły się w ostatniej chwili. To zresztą grzech planowania budżetowego – roczną perspektywę nieco zmieniła koncepcja WPF, ale i ona bywa niewystarczająca – bo niektóre środki wydaje się na ostatnią chwilę tak czy tak, przewidziane czy nieprzewidziane w WPF. Bo organ wykonawczy woli pośpiech od zmian w WPF lub budżecie państwa – bo znowu biurokracja. A czasami polityka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.