O charakterze kryteriów dotyczących gwarancji jakości

…albo gwarancji przy sprzedaży, jak to jest w kodeksie cywilnym po niedawnych zmianach, choć trudno do tej zmiany się przyzwyczaić, skoro pojęcie sprzedaż nie bardzo pasuje do wielu sytuacji w zamówieniach publicznych (chociaż przepisy o gwarancji umiejscowione są w tytule dotyczącym umowy sprzedaży, stosuje się je przecież także w innych rodzajach umów, choćby do umowy o dzieło). Pozostańmy zatem po prostu przy „gwarancji”, chociaż „jakość”, którą pominiemy, ma spore znaczenie w dzisiejszych rozważaniach.

13 października w „Gazecie Prawnej” pojawił się tekst pod tytułem „Nic się nie zmieniło: nadal kupujemy to, co najtańsze”. Wydźwięk tego artykułu (w tym głosu jednego z przywołanych ekspertów) jest taki: nadal jest źle, bo zamawiający sięgają powszechnie po takie kryteria niecenowe, które nie mają nic wspólnego z jakością, np. termin wykonania i okres gwarancji. I jeśli faktycznie skrócenie terminu wykonania często niewiele ma wspólnego z jakością (ale nie oznacza to z automatu, że nie stanowi ono wartości dodanej dla zamawiającego i społeczeństwa), to nijak nie mogę pogodzić się z tezą, że kryterium dotyczące okresu gwarancji nie jest kryterium jakościowym.

Już dość dawno temu przedstawiałem w „szponach” swoją opinię na temat narzucania na zamawiających sztucznych wymogów dotyczących kryteriów oceny ofert. Pisałem tam, że problemem jakości w zamówieniach nie jest brak kryteriów jakościowych, a raczej dwa inne elementy: brak sprecyzowanych wymagań jakościowych w specyfikacjach przetargowych oraz – jeśli te wymagania są jednak odpowiednio opisane – brak należytego nadzoru nad ich spełnieniem na etapie realizacji zamówienia. Kolejnych pięć lat doświadczenia w tej branży tego nie przeświadczenia nie zmieniło. Dlatego regulacja ustawowa, że cena może stanowić najwyżej 60% wagi oceny ofert jest moim zdaniem bez sensu. Inna sprawa, że nie pochwalam także zamawiających, którzy w tej sytuacji chowają głowę w piasek i sięgają po kryteria kompletnie z sufitu…

Jednak gdy chodzi o gwarancję to nie tylko nie można mówić, że kryterium to nie ma nic wspólnego z jakością, ale wręcz przeciwnie – trudno znaleźć mniej skomplikowany i jednocześnie bardziej skuteczny instrument, który poziom tej jakości może podnieść. Istotą gwarancji jest zobowiązanie sprzedającego do naprawienia wad (albo poprzez naprawę, albo poprzez wymianę) przedmiotu objętego gwarancją, o ile wady te ujawnią się w okresie tej gwarancji. Zasada jest prosta: jeśli wykonawca gwarantuje, że przedmiot zamówienia wytrzyma dłuższy okres, musi on być trwalszy, lepiej wykonany, mniej usterkowy. Na tym polega przecież jakość. Analogicznie z innymi warunkami gwarancji – np. objęcie nią dodatkowego rodzaju wad. Warunkiem skuteczności potencjalnego wymogu/kryterium (bo zamawiający nie powinni zapominać o postawieniu wymogu w tym zakresie, nawet jeśli przewidują kryterium, w którym będą oceniać to, co wykonawca oferuje ponad minimum) jest tylko takie opisanie w materiałach przetargowych warunków gwarancji, aby zamawiający miał realne szanse z niej skorzystać*, a następnie faktyczne egzekwowanie zobowiązań gwarancyjnych od wykonawcy.

Oczywiście, gwarancja nie załatwi sprawy w 100%. Wiele czynników jakościowych, które można badać, nie da się w taki sposób załatwić – choćby potencjalne koszty eksploatacji, które wskazują na nieco inny aspekt tej jakości (pisałem o nich niegdyś na łamach „Buduj z Głową”, także „Zamawiającego” – marzec/kwiecień 2015). Ale mimo wszystko ona też stanowi miernik jakości. I to niezły. Pod warunkiem, że nie pozostanie tylko na papierze.

*) Dwa przykłady ku przestrodze (nie wiem, być może już tu je podawałem): znakomity „pasek” z Dilbertem w roli głównej o roli woskowiny z ucha niedźwiedzia w warunkach gwarancji (link) i przykład z własnego życia: gdy próbowałem dochodzić na gwarancji pęknięcia rusztu od kuchenki gazowej, naprawy odmówiono powołując się na pewien ciekawy zapis warunków gwarancji. Zapis stanowił, że gwarancją nie są objęte wady ujawnione pod wpływem czynników mechanicznych i termicznych… :)

2 komentarze do: “O charakterze kryteriów dotyczących gwarancji jakości

  1. Nie do końca zgadzam się z tym, że długość gwarancji jest dobrym kryterium oceny ofert.
    Produkt z 3- letnią gwarancją i produkt z 5- letnią gwarancją to z perspektywy dostawcy- wykonawcy dwa różne świadczenia. Tym samym takie kryterium stoi w sprzeczności z zasadą określoności przedmiotu zamówienia. Wykonawcy po prostu kalkulują czy biorąc pod uwagę wagi przypisane do ego kryterium opłaca im się zaoferować wariant A (produkt z 3- letnią gwarancją) czy wariant B (produkt z 5- letnią gwarancją). Tak więc zakładając, że wszyscy wykonawcy mają handlowców biegłych w arytmetyce zamówieniowej takie kryterium oceny sprowadza nas z powrotem do ceny jako jedynego kryterium.

    • Bardzo wiele kryteriów oceny ofert polega na promowaniu dodania przedmiotowi zamówienia pewnych walorów. Tak będzie z meblami, które wytrzymają więcej cyklów Martindale’a niż wymagane minimum, tak będzie z elektrownią, która będzie emitować mniej związków azotu niż dopuszczalny limit i wieloma, wieloma innymi. Żaden grzech.
      Natomiast co do kalkulacji… Cóż, tu można spotkać grzech po stronie zamawiających polegający na ustalaniu wag kryteriów z sufitu. I faktycznie często konstrukcja kryteriów wymusza zaoferowanie określonego parametru (lub jego niezaoferowanie). Tymczasem wypadałoby wartość przedłużonej gwarancji (innego dodatkowego waloru oferty) odnieść do ceny przedmiotu zamówienia i analogicznie skonstruować kryteria. Pisałem o tym w cyklu tekstów o kryteriach w BzG…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.