O nadużywaniu ryczałtu

Mam wrażenie, że gdyby zbadać popularność rozliczenia ryczałtowego i kosztorysowego w zamówieniach publicznych na roboty, przewagę zdobyłoby to pierwsze. Bo jakoś nie są czymś niezwykłym sytuacje, w których zamawiający sięgają po ryczałt tam, gdzie zdrowy rozsądek nakazuje wykorzystanie raczej rozliczenia kosztorysowego. Ba, niekiedy znajdziemy niezwykle interesujące rozwiązania pośrednie, wypaczające sens zarówno kosztorysu, jak i ryczałtu – model mieszany, w którym cenę można zmniejszyć w wykonania mniejszej ilości robót, ale nie można zwiększyć w przypadku wykonania większej :)

To zjawisko dominacji ryczałtu wynika to zapewne z wygody zamawiających, którzy chcą z góry mieć ustaloną, niezmienną cenę, którą w księgowości będą mogli zaksięgować, a nie będzie nadmiernej pracy z obmiarami itp. A ponieważ to zamawiający decyduje o kształcie zamówienia, wykonawcy muszą grać, tak jak im zamawiający zagra. I dopóki będą w takich postępowaniach będą składane oferty (a już szczególnie takie oferty, w których wykonawcy – aby wygrać przetarg – obniżają cenę biorąc na siebie ryzyko związane z potencjalnym niedoszacowaniem przez zamawiającego zakresu robót), pewnie rynek się nie zmieni.

Oczywiście, takie przerzucanie ryzyka nie zawsze zadziała, bo mamy jeszcze w kodeksie cywilnym klauzule rebus sic stantibus: art. 3571 i art. 632 § 2 kc. wskazujące, że w przypadku nieprzewidzianej, nadzwyczajnej zmiany stosunków grożącej rażącą stratą dla jednej ze stron umowy, sąd może m.in. rozwiązać umowę lub zmienić wysokość wynagrodzenia (oczywiście, różniące się między sobą w szczegółach). Jednak po pierwsze, te przepisy mogą ratować wykonawcę w sytuacjach, gdy załamie się rynek, ale nie wtedy, gdy w toku budowy pojawią się jakieś nieprzewidziane problemy techniczne. Po drugie, skorzystanie z dobrodziejstwa tych regulacji jednak nie jest łatwą drogą, szczególnie w przypadku zamawiającego bardzo przywiązanego do ceny ofertowej. Przykładem niedawny wyrok Sądu Najwyższego z 29 października 2015 r. (sygn. akt I CSK 901/14) wydany w takiej sprawie zapadł po siedmiu latach prowadzenia sporu między stronami przed sądami (a przecież sprawa wciąż jest w gruncie rzeczy niezakończona…). W mniejszych zamówieniach, na mniejszych rynkach – który wykonawca zaryzykuje taki krok, ryzykując np. niełaskę wójta, pana i władcy?*

Oczywiście nie jest tak, że ryczałt jest zły z samej zasady. Niekiedy rozliczenie kosztorysowe jest niemalże nie do zastosowania. Przykładem umowy typu „zaprojektuj i wybuduj”, w których projekt jest wykonywany przez wykonawcę, a zatem trudno mówić o jakimś bardziej szczegółowym kosztorysie na etapie oferty. W wielu przypadkach ryczałt po prostu jest wygodniejszy dla obu stron – nic nie stoi mu na przeszkodzie tam, gdzie ryzyka są da się racjonalnie wymierzyć i nie są one specjalnie wielkie (np. gdy robota ma być wykonywana w doskonale rozpoznanych warunkach, albo chodzi o proste, niemalże taśmowe roboty). Ale w przypadkach, gdy mamy do czynienia z remontami czy modernizacjami (szczególnie obiektów, których stan może budzić wątpliwości) – nawet inwentaryzacja i opracowany na jej podstawie projekt nie zlikwidują ryzyka zmiany ilości koniecznych robót do takiego stopnia, aby przerzucanie całości ryzyka finansowego na wykonawcę miało sens. A co dopiero, jeśli mamy tylko program funkcjonalno-użytkowy…

Zamawiający** powinni pamiętać, że przetarg zapewne wygra podmiot, który ryzyko związane z takim postawieniem sprawy skalkuluje najniżej. A to będzie oznaczało brak rezerw na wypadek faktycznego zaistnienia problemów. Co będzie dalej? W najlepszym wypadku problemy z jakością wykonanych prac. W najgorszym – rozgrzebany pasztet, stracony czas i pieniądze po obu stronach.

*) Aby nieco „odczernić” przedstawiany tu wizerunek zamawiających muszę przyznać, że z najbardziej kuriozalnym przypadkiem zetknąłem się na rynku czysto prywatnym – prywatny przedsiębiorca realizując inwestycję i organizując swego rodzaju przetarg wskazał w warunkach umowy, że wyłącza stosowanie postanowień klauzul rebus sic stantibus…

**) Oczywiście, na wszelki wypadek: nie jest tak, że każdy zamawiający popełnia grzechy opisane powyżej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.