O arogancji

W pięknych, niecodziennych okolicznościach przyrody wgryzać się w subtelności związane z interpretacją przepisów. Będzie więc nie o ustawie, ale o ludziach – zamawiających, wykonawcach i kontrolujących. I ich arogancji, która jest dość często występującą chorobą systemu zamówień. Najczęściej zapadają na nią zamawiający, mający poczucie wszechwładzy. Pal licho, jeśli arogancji towarzyszą odpowiednie kompetencje, wówczas nawet decyzje wyrażane w arogancki sposób mogą być zgodne z prawem, co najwyżej można mieć zastrzeżenia do formy. Gorzej, jeśli – jak to czasami się zdarza – arogancji towarzyszy niekompetencja lub brak obiektywizmu.

Źródłem tej arogancji zamawiających pewnie najczęściej jest poczucie władzy – to oni decydują o kształcie postępowania, postanowieniach umowy etc. Nierzadko wychodzą z założenia, że jeśli wykonawcy coś się nie podoba – niech nie składa oferty. Wykonawca chcąc wprowadzić jakąś zmianę może tylko prosić (albo pójść do KIO, ale to rozwiązanie, po które sięga się – w mniejszych postępowaniach, gdzie robak arogancji większy – w ostateczności, na dodatek mocno ograniczone przez ustawodawcę). Dlatego niekiedy to poczucie władzy powoduje odrzucanie wszelkich uwag, próśb czy propozycji bez słowa wyjaśnienia. Czasami bez przemyślenia sprawy. Czasami zaś mimo takiego przemyślenia, w pełni świadomie.

Ale arogancja to nie jest grzech wyłącznie zamawiających. Zdarza się też wykonawcom. Przy czym w tym wypadku to zapewne dość często efekt doznania wcześniej arogancji zamawiających. Czasami to utrwalone w ten sposób przeświadczenie, że strach jest jedyną metodą na zamawiacza. Ale niestety nierzadko rykoszetem obrywają od takiego wykonawcy zamawiający, którzy sami takiego grzechu nie popełniają. I w takim przypadku reakcję na takie pisemko pouczające i grożące wysłane zanim w ogóle zamawiający będzie miał szansę cokolwiek zrobić może stanowić irytacja i uprzedzenie do takiego wykonawcy. Potraktowanie go jako pieniacza, który także w toku realizacji umowy będzie utrudniać życie.

W gruncie rzeczy jednak zamawiający powinien stosować zasadę „zero emocji”. Jasne, czasami trudno się nie wkurzyć, ale to wkurzenie trzeba odsunąć na bok i nie pozwolić, aby tego typu emocje znalazły ujście w postępowaniu, wpłynęły na decyzje. Napotkana arogancja bywa zwykle największym wyzwaniem na drodze stosowania tej zasady. Polecam ją jednak wszystkim – gdyby była stosowania, również i zjawisko arogancji zapewne znacznie by zmalało.

I wreszcie trzecia grupa z wymienionych na wstępie. Kontrolujący. Niedawno na pewnej quasi-konferencji, w której miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć, wystąpienie w miała zaproszona pani z pewnego niezwykle ważnego organu kontrolnego. Wystąpienie polegało na wytykaniu błędów popełnianych w postępowaniach (nie wiedzieć, skąd u niej wzięła się wiedza na temat praktyk zebranych na sali): „to państwo stosujecie tylko przetarg nieograniczony, to państwo stosowaliście wyłącznie kryterium ceny, to państwo…” Tymczasem wiele z tych zjawisk wzięło się z praktyk kiepskiej kontroli. Jasne, nie każda jest kiepska, ale nierzadko zdarza się, że to kontrola ma ciasne horyzonty czy małe doświadczenie – pamiętam, jak parę lat temu tłumaczyłem kontrolującym mechanizm premii za skuteczność i przekonywałem, że czasami warto zapłacić więcej, jeśli zamawiający na tym też zyska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.