O pilnej potrzebie udzielenia zamówienia

Przepisy o przetargu ograniczonym dają zamawiającym pewne dodatkowe możliwości w przypadku „pilnej potrzeby udzielenia zamówienia”. Możliwości te polegają na tym, że w przypadku przekroczenia progów unijnych zamawiający może wyznaczyć krótsze terminy składania wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu (art. 49 Pzp: 10 zamiast 30 dni, znajduje zastosowanie także do negocjacji z ogłoszeniem) oraz ofert (art. 52: 10 zamiast 40 dni). Niewątpliwie cenne to ułatwienie, które powoduje, że niekiedy przetarg ograniczony da się przeprowadzić szybciej niż przetarg nieograniczony. Oczywiście, pilną potrzebę należy wykazać, bo jednak tak znaczące skrócenie terminów składania ofert może nam ograniczyć konkurencję. Wypada też pamiętać o ogólnej zasadzie wyznaczania takich terminów, które pozwolą potencjalnym wykonawcom przygotować i złożyć ofertę (albo wniosek).

Problem możemy mieć w ocenie, czy owa pilność musi wynikać z przyczyn obiektywnych, czy też może mieć źródło w przyczynach leżących po stronie zamawiającego. W komentarzach do ustawy Pzp znajdziemy różne opinie. Sama ustawa obostrzeń w tej mierze nie zawiera, co wskazuje na brak znaczenia źródła owej pilności. Wszak w innych miejscach, np. w art. 62 ust. 1 pkt 4 Pzp, jest inaczej – ustawodawca kładzie wyraźny nacisk na fakt, iż przyczyna pilności nie leży po stronie zamawiającego. Skoro zatem racjonalny z założenia ustawodawca podchodzi do tych przepisów w sposób odmienny, to powinien mieć w tym cel. Podobnie w dyrektywie 2004/18/WE – tu także owa pilność w art. 38 ust. 8 nie jest obwarowana szczególnymi warunkami, w przeciwieństwie do możliwości zastosowania trybu negocjacyjnego bez ogłoszenia, gdzie wskazano brak możliwości przewidzenia określonych okoliczności przez zamawiającego. W nowej dyrektywie 2014/24/UE w art. 28 ust. 6 mowa jest o stanie pilnej konieczności „należycie uzasadnionym” przez zamawiającego, ale w interpretacji owego uzasadnienia nie trzeba iść za daleko – w motywie 46 preambuły tej preambuły wskazano wprost, iż owa wyjątkowo pilna konieczność nie musi wynikać tylko z okoliczności, których zamawiający nie mógł przewidzieć i których nie można mu przypisać. A contrario, może to być pilna konieczność spowodowana także przyczynami, które zamawiający mógł przewidzieć, albo przyczyny te leżą po jego stronie.

Oczywiście, fakt, że przyczyna może leżeć po stronie zamawiającego nie oznacza, że zamawiający nie musi wykazać, że owa pilność faktycznie występuje. Pilność musi – jak piszą autorzy komentarza z Grupy Sienna – wynikać z obiektywnie istniejących przyczyn, a nie tylko z „wygody zamawiającego”.

W zasadzie więc sprawa jest prosta. W formularz ogłoszenia o zamówieniu w serwisie enotices zamawiający już na wstępie wybiera opcję procedury jaką prowadzi: „ograniczona” albo „ograniczona przyspieszona”; „negocjacyjna” albo „negocjacyjna przyspieszona”. Potem tylko ustala odpowiednie terminy i sprawa praktycznie załatwiona. Problem pojawia się w tedy, gdy ogłaszamy postępowanie zwykłe (nieprzyspieszone), a przesłanka pilności ziszcza się w trakcie jego trwania. I co teraz? Jeśli termin składania wniosków jeszcze nie minął, można zmienić ogłoszenie o zamówieniu (o ile to coś zamawiającemu da, bo zmiana trybu na przyspieszony i tak musi wiązać się z pozostawieniem określonego terminu na składanie wniosków; sama możliwość skrócenia terminu też jest problematyczna i warta osobnego tekstu). Po złożeniu wniosków – gdyby zamawiający chciał zastosować skrócony termin tylko na etapie składania ofert – sprawa jest już trudniejsza. Ogłoszenia wszak zmienić zamawiającemu nie wolno po złożeniu wniosków.

I choćby nawet żaden z wykonawców nie miał nic przeciwko, choćby pilność była najlepiej umotywowana, dopuszczenie do składania ofert w przetargu ograniczonym w skróconym terminie oznaczałoby sprzeczność działań zamawiającego z ogłoszeniem o zamówieniu. I – szczerze mówiąc – biorąc pod uwagę fakt, że zarówno w Pzp, jak i dyrektywach nie ma przepisów sprzeciwiających się stwierdzeniu owej pilności dopiero na drugim etapie postępowania – dopóki nie sprzeciwi się temu żaden wykonawca (który w dobrej wierze zakładał, że będzie miał więcej czasu na sporządzenie oferty), nie powinna to być jakaś szczególna zbrodnia. Jednak istnieje ryzyko – cóż będzie, gdy spośród wykonawców zaproszonych do składania ofert ktoś tej oferty nie złoży? Albo zamawiający powoła się na art. 38 ust. 1 pkt 2 i nie przedłuży odpowiednio terminu składania ofert? Takiego ryzyka chyba nie warto podejmować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.