O motywacji do zajmowania się zamówieniami

Dziś będzie odrobinę nietypowo. Kilka dni temu w komentarzu pod jednym ze „szponowych” tekstów pojawiło się niecodzienne pytanie – o motywację do zajmowania się zamówieniami publicznymi. Na tyle niecodzienne, że warte chyba osobnego tekstu. Aczkolwiek z odpowiedzią nie jest łatwo. W moim przypadku, choć zamówienia pojawiły się w moim życiu właściwie przypadkiem, motywacją jest po prostu wewnętrzny przymus wykonywania swojej pracy dobrze. „Dobrze” oznacza w tym wypadku, że skoro moja praca miała być związana z wydawaniem pieniędzy, to starałem się o to, by następowało to z głową, a nie irracjonalnie. Wewnętrzny imperatyw naprawiania świata, a skoro jest on tak „schrzaniony”, że już nic mu nie pomoże, to i pracy nie zabraknie na długo. A że ciekawych problemów w zamówieniach zawsze było sporo, to wciągnęły dodatkowo. Problem do rozwiązania to wyzwanie, któremu wypada sprostać :) „Szpony” z jednej strony były efektem tego wciągnięcia, z drugiej strony stały się kołem napędzającym dalsze zagłębianie. O tym zresztą co nieco jest na stronie „Od autora”.

Jednak nie mogę oceniać, na ile dałoby się taki wzorzec przenieść na inne osoby. I nie wiem, czy gdyby nie owa skaza na moim charakterze nakazująca starać się robić rzeczy „dobrze” i próbować rozwiązywać problemy, to znalazłbym inną motywację do zaangażowania w zamówienia. Nie umiem więc lepiej odpowiedzieć na pytanie: „Jak się nie wypalić zawodowo w zamówieniach, co robić żeby ten temat nas jeszcze bawił?” Odpowiedź: „Wyszukujcie problemy i próbujcie je rozwiązywać w Internecie” raczej nie brzmi zbyt uniwersalnie.

Ale chyba najważniejsze będzie to, co w człowieku siedzi. Zaangażowanie. I chyba nie ma żadnych ćwiczeń, które taką wewnętrzną motywację do zamówień pozwoliłyby zwiększyć. Przeciwnie – co chwilę ktoś próbuje nas zniechęcać do tego tematu. Prawodawca psując przepisy albo nie rozmawiając o nowych regulacjach, pracodawca lekceważąc zamówienia lub wydając kasę bez szacunku dla zasad, wreszcie każdy niemal wokół, bo przecież za przetargami ciągnie się odium korupcji i gdy przyznać się do zajmowania takim tematem, zaraz „normalny człowiek” patrzy na zamówieniowca podejrzliwie.

Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to policzyć czasem w duchu do dziesięciu lub stu, gdy ktoś nas wkurza. Choć złość też może motywować :) I drugie – nie zamykać się w zamówieniach. Myśleć projektowo, uczestniczyć (co niekiedy jest możliwe) w realizacji przedmiotu zamówienia. To pozwala dostrzegać błędy z wcześniejszych etapów i uczyć się na nich, zmieniać sposób myślenia. Warto. I tyle. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, zapraszam do wyrażenia go poniżej. Z mojej łepetyny nic więcej się nie wyciągnie :)

Ps. Jasne, są sprawy uniwersalne, tak samo konieczne zamówieniowcowi, jak i każdemu innemu. Tak się złożyło przypadkiem, że uczestniczyłem w ubiegłym tygodniu w naukowej konferencji zamówieniowej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, gdzie m.in. Mateusz Winiarz mówił o profesjonalizacji kadr zamówieniowych. I motywacja też się w jego wystąpieniu przewinęła. Oprócz czynników wewnętrznych, pewnie decydujących, niezbędna jest odpowiednia motywacja z zewnątrz. Czyli: doceniać pracownika (nie chodzi o oceny niesprawiedliwe, ale warto jest podkreślać lepsze strony), pomagać mu w rozwoju (choćby dbając o szkolenia czy zapewniając dostęp do literatury), wysłuchać go (a jeśli postępuje się w inny sposób niż proponuje – wyjaśnić racjonalnie dlaczego). Zapewnić przyzwoite warunki pracy, a nie gnębić do takiego stopnia, aby nie dość, że padnie z wycieńczenia, to zniszczy sobie życie rodzinne. Godziwie wynagradzać :)

4 komentarze do: “O motywacji do zajmowania się zamówieniami

  1. Prawda, sama prawda… Zazwyczaj zaangażowanie i traktowanie zamówień jako pasji, a nie tylko obowiązkowej „pańszczyzny” budzi wielkie zdziwienie. A opisane podejście pracodawców – nic dodać, nic ująć. Choćby tylko dla własnej satysfakcji warto nie poddawać się wszechogarniającej „mizerii” i niskim standardom określonym przez niektórych zamawiaczy. Bo dlaczego akurat oni mają określać ten właściwy poziom? Ja to mówią: zawsze może być gorzej. Ale lepiej przecież też. Wytrwałości w osiąganiu zamierzeń!

  2. pracuję w zamówieniach, są ciekawe, przepisy trudne i często niezrozumiałe – jakby konstruowane przez osoby które nigdy nie skorzystały z nich aby ogłosić przetarg i zobaczyć jak to działa :( ale nic mnie tak nie wkurza w zamówieniach jak to, że aby coś „ulepszyć” w jednostce oznacza pracować „za kogoś” bo reszcie się nie chce; w końcu dochodzi się do momentu że więcej się nie da i traci się całą werwę do pracy i całe zaangażowanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.