O zakresie zamówienia jako kryterium oceny ofert

Tak się składa, że już po raz już trzeci z kolei inspiracją do tekstu na tych łamach staje się publikacja w periodyku zamówieniowym. Tym razem sięgnąłem do artykułu Rafała Baczewskiego w ostatnim „Zamawiającym” (numer 13), pt. „Naruszenia dotyczące kryteriów oceny ofert”. Moją uwagę przyciągnął przywołany tam przykład naruszenia przepisów ustawy Pzp zaczerpnięty z uchwały Krajowej Izby Odwoławczej z 24 sierpnia 2011 r., sygn. akt KIO/KD 65/11.

Zamawiający w postępowaniu na dostawę bonów towarowych postawił kryterium wartości dodatkowych darmowych bonów – o wadze 80%. Cóż, oczywiście, oferowanie „darmowych” bonów jest na bakier z prawem, bowiem wykonawcy na tym rynku nie mogą sprzedawać bonów poniżej ich wartości nominalnej, tym samym nie mogą także oferować ich za darmo. Jednak chciałem skupić się na czymś innym. Mianowicie zarówno ze stanowiska Prezesa UZP ocenianego przez KIO, jak i z samego stanowiska Izby wynika, iż organy te uznały to kryterium za błędne nie tylko z powodu braku możliwości obniżania ceny bonów (swoją drogą, czy w takim razie kryterium ceny w takich przetargach też nie powinno być kwestionowane? ;)), ale także dlatego, że kryterium to nie odnosi się do przedmiotu zamówienia. Bo przedmiotem zamówienia była konkretna ilość i wartość bonów, a to co więcej – już przedmiotem nie jest. Jest to świadczenie dodatkowe, które przedmiotem zamówienia nie jest.

I zastanawiam się, czy przypadkiem Izba w tej argumentacji nie zapędziła się zbyt daleko. Bo przecież czymże jest badanie w kryterium oceny ofert na przykład wydłużenia okresu gwarancji. Zamawiający żąda gwarancji na co najmniej rok, ale przyzna dodatkowe punkty, jeśli wykonawca zaoferuje dwa lata. Kryterium niewątpliwie odnosi się do przedmiotu zamówienia, nikt wątpliwości nie ma (wszak sugestię taką zawiera nawet art. 91 Pzp). Ale przecież ten dodatkowy rok gwarancji jest świadczeniem dodatkowym, oferowanym przez wykonawcę ponad minimum wymagane przez zamawiającego. Tak jak dodatkowe bony powyżej. Podobnych przykładów można znaleźć mnóstwo – w przetargu na sprzątanie określenie pewnego minimum wymaganego przez zamawiającego i jednocześnie punktowanie np. dodatkowego mycia okien częściej niż dwa razy w roku. W przetargu na dostawę drukarek dorzucenie dodatkowych usług serwisowych w pakiecie (np. czyszczenia sprzętu).

Ba, są niektóre zamówienia, w których zamawiający mając określony budżet chciałby wykorzystać go w całości uzyskując za to jak największy przedmiot zamówienia. Kryterium ceny staje się wówczas kryterium marginalnym, a podstawowym kryterium oceny może być właśnie zakres zamówienia. Tak może być w przypadku kampanii promocyjnej, w której zamawiający nie chce oszczędzać kasy (a tak mogłoby być, gdyby opisał przedmiot zamówienia w sposób „nieprzekraczalny” – wykonawcy konkurowaliby ceną), a chce zapewnić sobie jak najszerszą promocję (a więc maksymalne wykorzystanie budżetu za jak największy zakres świadczeń). Tak może być w przypadku organizowania kolonii dla dzieci przez ośrodki pomocy społecznej – jeśli budżet jest ograniczony ośrodkowi może zależeć na organizacji kolonii dla większej niż planowana liczby dzieci, a nie oszczędnościach w budżecie. I tak dalej.

Mam wrażenie, że wyciąganie nazbyt daleko idących wniosków z tej uchwały może być kiepskim pomysłem.

Ps. Swoją drogą, dodatkową ciekawostką jest stwierdzenie w uchwale, że dodatkowe kryterium dotyczył dodatkowych darmowych bonów „dołączanych do oferty”. Gdyby faktycznie kryterium dotyczyło bonów dokładanych fizycznie do oferty… Zgroza. Jednak w uchwale nie pada żaden zarzut w tym zakresie, w ogłoszeniu o zamówieniu takiego stwierdzenia nie ma. Siwz trudno zweryfikować (postępowanie prowadzono w 2009, na stronie zamawiającego śladu już nie ma), ale wierzę, iż mamy do czynienia z przekłamaniem na łączach i nieszczęśliwym opisem kryterium w uchwale, a chodziło jednak o dostawę dodatkowych bonów w ramach realizacji zamówienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.