O zdeptaniu jawności

Miałem nie pisać o projekcie nowej ustawy. Wszak jego przyszłość póki co jest mocno niepewna, a staram się, aby szpony miały aspekt głównie praktyczny. Poza tym to trochę jak gryzienie w kostkę niedźwiedzia – słuchając wypowiedzi Prezesa Piasty na niedawnej konferencji zorganizowanej przez Dariusza Kobę i przedstawicielstwo UE w Polsce odniosłem wrażenie, że UZP oglądać się na krytykę nie zamierza zanadto. W moim postanowieniu nie udało mi się wytrwać, mam nadzieję, że i podobnie z UZP będzie…

Niewątpliwie sporo racji mają ci, którzy twierdzą, że nowa ustawa to nieco chaotyczna kompilacja przepisanych dyrektyw oraz dotychczasowych przepisów. Szkoda, że z dotychczasowych przepisów bezkrytycznie przekładane do projektu są te kompletnie nieudane (np. o podwykonawcach), a dyrektywa jest przepisywana z błędami (diabeł siedzi w szczegółach, wystarczy np. poszukać w artykule o zamówieniach in house). Nie wspomnę już o zamieszaniu choćby na poziomie pojęć.

Projektodawca jednak próbuje rozwiązywać niektóre problemy naszego zamówieniowego systemu. M.in. skutecznie rozwiązuje problem zastrzegania informacji. Kilka razy na tych łamach pisałem o wadach obecnego rozwiązania (np. tu i tu), pozwalającego ukrywać wykonawcom przed konkurencją istotne elementy ofert. Jednak problem w tym, że rozwiązanie problemu polega na kompletnym pozbawieniu tego zagadnienia znaczenia – gdyby przepisy weszły w życie w obecnym kształcie to, czy w ofercie znajduje się jakieś zastrzeżenie tajemnicy, czy nie – nie miałoby żadnego wpływu na przebieg postępowania. Takie wylanie dziecka z kąpielą.

Projektodawca zamiast docenić najskuteczniejszą kontrolę sprawowaną nad zamawiającym – przez wykonawców – postanowił pozbawić ich głównego narzędzia tej kontroli. Zamiast zastanowić się nad tym, że 25 lat to nieco mało na wykształcenie dojrzałej i odpowiedzialnej demokracji i rozmaite zjawiska niepożądane są u nas jeszcze dość częste, nie poświęcił temu zagadnieniu najmniejszej refleksji. Ba, postanowił owym niepożądanym zjawiskom wyprostować ścieżki.

Zastrzeżenie tajemnicy nie będzie problemem, bo zamawiający i tak konkurencji oferty nie pokaże w trakcie postępowania. Dopiero po podpisaniu umowy, gdy taki ewentualny wgląd pomoże konkurentowi tyle co umarłemu kadzidło. Pisałem tu niemal dwa lata temu o beznadziejnym pomyśle UOKiKu na zapobieganie zmowom horyzontalnym. Mam wrażenie, że projektodawca nieco się tą ideą inspirował, ale nawet i ją wprowadził fatalnie. Zmowom horyzontalnym miał bowiem zapobiegać brak jakichkolwiek informacji o ofertach konkurencji, tymczasem u nas otwarcie ofert miałoby być nadal jawne – a zatem bez problemu będzie można nadal uprawiać rozstawianie ofert i inne podobne praktyki.

Jaki będzie efekt potencjalnych zmian? Mniej odwołań. Szybciej udzielane zamówienia. Lepsze statystyki. Ale to wszystko furda w porównaniu z pojawiającym się polem dla bezkarności zamawiającego. Zamawiającego, który w naszym kraju często wciąż postępuje jak pan i władca, nie licząc się z nikim i niczym. I otwarta droga dla zwykłej głupoty. Wykonawca w oferty nie zajrzy, kontrola przyjdzie raz na pięć lat i sprawdzi wyrywkowo… Jasne, tak nie jest wszędzie, ale trzeba pamiętać, jak wielką kasę w zamówieniach wydają nie wielkie urzędy w wyspecjalizowanymi kadrami i procedurami wewnętrznymi zmniejszającymi pole dla nadużyć, ale drobni zamawiający, którzy nie mają chociażby odpowiednich kadr.

Zresztą, to nie tylko problem wykonawców, którym będzie trudniej walczyć o uzyskanie zamówienia, ale i zamawiających, którzy niejeden raz korzystają z uwag zgłoszonych przez wykonawców (choćby w odwołaniach), aby wyprostować swoje błędy jeszcze przed zawarciem umowy – wtedy, gdy jest na to szansa i owo poprawianie nie ma jeszcze dramatycznych konsekwencji. Ba, nawet jeśli nie chcą sami poprawić, ale KIO przyznaje rację odwołującemu – mniejsza to szkoda, niż późniejsze kwestionowanie umowy w całości, naliczanie korekt itp.

Projektodawca poświęca w uzasadnieniu tej rewolucyjnej zmianie dwa zdania. W pierwszym pisze, że nie ma tu niezgodności z dyrektywami – zapomina jednak, że dyrektywy nie będą narzucać zbędnych obostrzeń systemom, w których jawność jest niepotrzebna z uwagi na dużo większą odpowiedzialność przy udzielaniu zamówień. W tym samym zdaniu pisze, że i tak zagwarantowane są możliwości odwołań w przypadku naruszeń przepisów rzutujących na interes danego wykonawcy w uzyskaniu zamówienia. To wierutna bzdura, dotychczasowe ograniczenie odwołań poniżej progów unijnych najlepszym przykładem – mogę oprotestować odrzucenie swojej oferty, ale nie mogę oprotestować nieodrzucenia konkurencji, zamówienie tak czy tak mogę więc niesłusznie utracić.

Drugie zdanie z uzasadnienia jest jeszcze bardziej kuriozalne. „Ponadto rezygnacja z zasady jawności zapewni prawidłowy przebieg postępowania o udzielenie zamówienia publicznego oraz przestrzeganie pozostałych zasad przewidzianych w projekcie ustawy.” Trudno komentować, bo i trudno jakikolwiek sens w tym odnaleźć. Brak jawności zapewni prawidłowy przebieg postępowania? Brak jawności zapewni przestrzeganie innych zasad? Mam wrażenie wizyty w alternatywnej rzeczywistości, w której panuje jakaś odwrócona logika…

Aż dziwota, że z ponad 60 stanowisk do projektu ustawy, jakie znajdziemy na stronie RCL, wątek likwidacji jawności postępowania w jego trakcie pojawił się tylko w 12 (jeśli w pośpiechu czegoś nie pominąłem – najbardziej wyczerpująco w opiniach Pracodawców RP i Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa). A może nie dziwota? Weźmy pod uwagę kuriozalnie krótki czas na zgłaszanie uwag zmieniający ten dialog w pseudokonsultacje – zniechęcał do czytania projektu w ogóle, skoro uwagi można było zgłosić tylko na chybcika. Weźmy pod uwagę, że część złożonych uwag ma charakter typowo lobbistyczny – zgłaszający zwraca uwagę li i jedynie na specyficzne, kluczowe dotyczące go problemy. Weźmy pod uwagę także to, że problem mógł być w pośpiechu po prostu przeoczony – przykładem być może Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, które zwraca uwagę na problem racjonalnego odtajniania tajemnicy (a przecież on w tej sytuacji staje się zupełnie bez znaczenia).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.