O CPV

CPV, czyli Wspólny Słownik Zamówień to system klasyfikacji rozmaitych przedmiotów zamówień publicznych. W praktyce CPV służy do różnych celów, mniej lub bardziej sensownych. Najlepszym przykładem jest posługiwanie się przez legislatora kodami CPV do opisywania przedmiotowego zakresu stosowania określonych zamówieniowych przepisów (w ustawie Pzp takie odniesienia znajdziemy przy klasyfikowaniu usług jako priorytetowych lub niepriorytetowych, a także przy identyfikowaniu robót budowlanych). Nowe dyrektywy sięgają do tego narzędzia jeszcze bardziej. Zamawiającym zaś często kody CPV służą nie tylko do opisu przedmiotu zamówienia, ale także jako narzędzie pomocnicze przy ustalaniu wartości zamówienia. A dokładniej mówiąc – ustalaniu, czy dwa różne przedmioty winny stanowić przedmiot zamówienia czy nie.

Pewną zasługę ma tu ustawodawca, który w przepisach o wstępnych/okresowych ogłoszeniach informacyjnych (art. 13, 131c i 135 Pzp) zawarł możliwość publikowania takich ogłoszeń dla dostaw, które w ramach danej grupy CPV przekroczą równowartość 750 000 euro (w przypadku usług mamy do czynienia z podobną wartością, odniesioną jednak do ogólniejszych kategorii). Jeszcze większy wpływ na zwyczaje zamawiających miał zapewne art. 34 Pzp w swoim brzmieniu obowiązującym między 2004 i 2006 rokiem – nakazywał wówczas traktowanie jako jednego zamówienia wszelkich usług i dostaw powtarzających się okresowo, klasyfikowanych w ramach tej samej – odpowiednio – kategorii i grupy CPV. Przepis uchylono, jednak ziarno szaleństwa zostało posiane.

Oczywiście, nie ma sensu sumowanie wartości zamówień według kodów CPV w celu bezpośredniego ustalenia, czy mamy do czynienia z jednym zamówieniem, czy różnymi. Nie jest jednak tak, że wszelkie użycie CPV przez zamawiającego w związku z ustalaniem wartości jest czynnością absurdalną. Jako wyznacznik statystyczny czy po prostu element, w którym zbieżność prowokuje do bliższego zbadania sytuacji może się sprawdzić. Zawsze jednak jako element pomocniczy, a nie podstawowy wyznacznik oceny zbieżności zamówień.

Jednak podstawowym celem słownika (po to wszak został powołany do życia) jest poprawienie przejrzystości ogłoszeń o zamówieniach poprzez standaryzację opisu przedmiotu zamówień publicznych. I podczas gdy wyżej wymienione zastosowania CPV są albo nieracjonalne (sumowanie wartości), albo moglibyśmy sobie bez nich poradzić inaczej (klasyfikowanie usług czy robót w celu ustalenia, jakie przepisy stosujemy), to ten element – opis przedmiotu zamówienia za pomocą odpowiednich kodów – jest nie do przecenienia.

Oczywiście, sam kod CPV nie wyczerpie nigdy opisu przedmiotu zamówienia. Zawsze jest potrzebna informacja o szczegółowych wymogach technicznych czy funkcjonalnych, o ilościach i terminach – ale i tak dla wykonawców ma znaczenie. Pozwala im bowiem znacznie ułatwić wyszukiwanie ogłoszeń, które mogłyby ich potencjalnie zainteresować. Gdyby CPV nie było, wykonawca musiałby się opierać wyłącznie na opisie tekstowym zamówienia. I musiałby wysilać wyobraźnię w poszukiwaniu sformułowań, jakich zamawiający mógł użyć do opisu przedmiotu zamówienia (z jednej strony i tak otrzymałby nadmiar wyników w ogóle niezwiązanych z interesującym tematem, z drugiej wielu pewnie by nie dostrzegł – bo jaka by wyobraźnia wykonawcy nie była, nie ogarnie wszelkich pomysłów zamawiających). CPV bardzo to upraszcza. Wystarczy użyć wyszukiwarki czy w ogóle zaprogramować publikator do przesyłania ogłoszeń z danej grupy, klasy, kategorii… Odnalezienie odpowiedniego ogłoszenia staje się dzięki temu znacznie, znacznie łatwiejsze.

W „Przetargach Publicznych” z czerwca 2013 r. dr Zbigniew Raczkiewicz opisywał wyniki badań z raportu „Review of the functioning of the CPV codes system” z grudnia 2012 r. Autorzy tego raportu stwierdzili, że w badanych ogłoszeniach aż w 23% przypadków podano nieprawidłowe kody CPV (z czego niemal połowa błędów nie polegała na podaniu zbyt ogólnego lub zbyt szczegółowego kodu, ale po prostu odmiennego). To ogromna ilość. I gdy przed paru laty uczestniczyłem w dyskusjach na temat błędów w CPV, spotkałem się z opiniami, że taki błąd to w zasadzie nic ważnego. Nic istotnego. Tak samo w nieszczęsnym taryfikatorze korekt finansowych, w którym błędny kod CPV jest wskazany jako błąd o czysto formalnym charakterze*.

Problem w tym, że w moim odczuciu nie zawsze tak jest. Błędny CPV będzie niekiedy należeć do gatunku błędów mających niewątpliwy wpływ na wynik postępowania. Właśnie z tego powodu, że posłużenie się błędnym oznaczeniem CPV utrudni znalezienie ogłoszenia o zamówieniu wykonawcom, którzy mogliby być zainteresowani przedmiotem zamówienia.

Oczywiście, nie zawsze tak jest. Niekiedy błąd będzie wynikać z błędnych tłumaczeń polskiej wersji kodu, co winą zamawiającego nie jest. Niekiedy zamawiający będzie rozdarty w związku z rozmaitymi niespodziankami CPV (przykład z wspomnianego raportu: noże są w „wyrobach nożowniczych”, widelce w „sprzęcie kuchennym” ;)). Niekiedy zamawiający użyje kodu bardzo podobnego. Niekiedy pomyli się tylko w części z podanych kodów. Niekiedy CPV po prostu nie ogarnie przedmiotu zamówienia i wówczas dopasowanie go do określonego kodu jest nieco jak ruletka, nawet na największym poziomie ogólności. Te wszystkie sytuacje absolutnie tłumaczą zamawiającego. Jeśli jednak ktoś, kto poszukuje doradcy do zamówień publicznych oznaczy ogłoszenie wyłącznie kodem odnoszącym się do byczego nasienia – cóż, na to wytłumaczenia nie ma.

Ps. To ostatnie to przykład z głowy, ale jeszcze niedawno dostałem OPZ, w którym użyto kodów ze słownika z 2003 roku, a nie aktualnego…

*) Odwołanie do tego dokumentu nie oznacza, że jestem miłośnikiem korekt. Wręcz przeciwnie.

2 komentarze do: “O CPV

  1. Witam
    Na szczęście CPV nie jest już tak traktowany jak w roku 2004. Do dzisiaj pamiętam jak na szkoleniu straszono nas przykładem, że pewien zamawiający kupił samochód z kierownicą nie po tej stronie co trzeba, bo źle oznaczył kod CPV. nie wiem czy była to prawdziwa anegdota czy prowadzący „podkoloryzował” ale blady strach padł na wszystkich słuchaczy :)

    • Cóż, pamiętam problem u niektórych zamawiających z kupowaniem kwiatów (choćby wieńców na pogrzeby), które były w tej samej grupie co bodajże warzywa. Ustawę, w której art. 6a z kolei jeszcze nie było, nagminnie łamano :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.